Wszystko jest dobrze, a jednak czujesz pustkę. To znak, że coś ważnego cię woła
"Możesz posiadać wszystko, a wciąż czuć, że nie masz tego, co najważniejsze. Dlaczego? Z prostej przyczyny: »Najważniejsze« nie jest rzeczą, statusem ani osiągnięciem. To relacja, sens, który nie pochodzi od świata, ale jego źródłem jest spotkanie z Tym, który zna cię po imieniu". Przeczytaj fragment książki Marcina Juraka MIC "Sens mimo wszystko. Droga od zagubienia do odnalezienia siebie".
Patrząc z zewnątrz, ktoś mógłby uznać, że nie brakuje ci niczego. Masz dach nad głową, wykształcenie, pracę, dostęp do lekarza, informacji i rozrywki. Może nawet założyłeś rodzinę, odkładasz na wakacje, zrealizowałeś kilka celów, zdobyłeś aprobatę otoczenia, a ponadto i setki polubień - w realu i online. Dla świata jesteś wygranym. Tylko gdzieś głęboko w środku czujesz coś innego. Coś się nie zgadza. Nie boli wprost, nie krzyczy, nie obezwładnia, ale stale uwiera. Jakby dusza dawała znak, że coś zostało pominięte.
Nie umiesz tego do końca nazwać, ale też nie potrafisz zignorować. To nie dramatyczny brak, który prowadzi do życiowej ruiny - raczej cicha pustka. Brak poczucia sensu, który sączy się powoli, niemal niezauważalnie, ale skutecznie. Czujesz się, jakbyś włączył jałowy bieg: działasz, funkcjonujesz, wykonujesz zadania, ale w zasadzie bez związku z kierunkiem, w którym zmierzasz. Ciało obecne, głowa zajęta, ale serce jest zupełnie gdzie indziej. Jakbyś korzystał na kredyt z energii, której źródła już nie pamiętasz.
Możesz posiadać wszystko, a wciąż czuć, że nie masz tego, co najważniejsze
To doświadczenie jest znakiem czasu. Współcześnie wiele osób w pewnym momencie życia czuje, że spełniło oczekiwania - społeczne, rodzinne, zawodowe - a jednak pozostaje w nich głębokie pytanie: "I co dalej?". Zewnętrzne sukcesy nie są w stanie wypełnić wewnętrznej przestrzeni, która domaga się czegoś więcej. To nie kaprys czy niewdzięczność. To zaproszenie - wołanie duszy, by zatrzymać się i zapytać o to, co naprawdę ważne.
Już w Księdze Rodzaju Bóg zadaje człowiekowi pytanie: "Gdzie jesteś?" (Rdz 3,9). Ono nie dotyczy fizycznej lokalizacji Adama w ogrodzie, ale jego duchowej orientacji: dokąd zmierzasz? kim się stajesz? czego szukasz? Bóg nie potrzebuje odpowiedzi dla siebie - On ją zna. To pytanie ma pobudzić człowieka, by odnalazł sam siebie. Może właśnie ono rozbrzmiewa dziś także w tobie. Gdzie jesteś? Czy jesteś obecny w swoim życiu? Czy raczej tylko w nim uczestniczysz? Być może masz wszystko - tylko zgubiłeś siebie. A może nawet nigdy do końca siebie nie odnalazłeś, bo żyłeś według cudzego scenariusza. Robiłeś to, czego od ciebie oczekiwano: byłeś grzeczny, obowiązkowy, zaradny. Przetrwałeś. A teraz twoja dusza dopomina się o prawdę. Żąda, byś nie odgrywał roli, lecz zaczął faktycznie być sobą. Bóg nie stworzył cię po to, byś spełniał oczekiwa nia innych, ale abyś żył w pełni - może nie idealnie, ale prawdziwie.
Święty Augustyn napisał: "Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie". To jedno z najtrafniejszych zdań opisujących duchowy głód człowieka. Możesz posiadać wszystko, a wciąż czuć, że nie masz tego, co najważniejsze. Dlaczego? Z prostej przyczyny: "Najważniejsze" nie jest rzeczą, statusem ani osiągnięciem. To relacja, sens, który nie pochodzi od świata, ale jego źródłem jest spotkanie z Tym, który zna cię po imieniu.
Sens nie rodzi się z ilości, ale z jakości relacji
Psalmista mówi: "Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody" (Ps 63,2). To nie jest zdanie pobożnego, wyrzekającego się życia ascety, ale wyznanie człowieka, który zrozumiał, że nawet największy sukces nie wypełni tej wewnętrznej pustki, jaką może zaspokoić tylko obecność Boga. Współczesny człowiek - syty, ale niespokojny - potrzebuje właśnie tego odkrycia: sens nie rodzi się z ilości, ale z jakości relacji. Z głębokości obecności. Z wewnętrznego zintegrowania.
Czasem ten brak poczucia sensu przychodzi cicho, dyskretnie. Bywają jednak takie dni, kiedy życie zaczyna się naprawdę rozpadać - i wtedy już nie da się udawać. Pojawia się wypalenie, którego objawem jest zmęczenie nieznikające po urlopie. Dołącza do niego uczucie, że wszystko, co kiedyś dawało energię, teraz tylko ją odbiera; że nawet to, co miało być realizacją pasji: praca, relacje, służba - staje się ciężarem. Czujesz się pusty, ale nie masz odwagi się za trzymać, bo boisz się, że w tej ciszy nie zostanie nic - tylko ty i twoje pytania.
Wypalenie nie jest tym samym, co lenistwo. To znak, że przez długi czas dawałeś z siebie więcej, niż w sobie miałeś. To duchowa rana, która mówi: "Zatrzymaj się. Przestań udawać, że wszystko ogarniasz. Spójrz na swoje serce".
Pierwszy krok do uzdrowienia
W takim miejscu byli też uczniowie idący do Emaus (zob. Łk 24,13-35). Ich świat się zawalił. Mieli nadzieję, że Jezus wyzwoli politycznie Izrael, że wszystko się zmieni… a On dał się pojmać i zabić. Zostało im tylko rozczarowanie, chaos i ogromny zawód. Ich słowa - pełne goryczy - brzmią znajomo: "A myśmy się spodziewali…" (Łk 24,21). Jak bardzo przypomina to nasze sytuacje: "A myśmy się spodziewali, że to małżeństwo nas uszczęśliwi / że ta praca przyniesie spełnienie / że jeśli będziemy żyć dobrze, to nie spotka nas cierpienie…". Tymczasem to właśnie wtedy - kiedy uczniowie są w kryzysie - Jezus się do nich zbliża. Idzie z nimi chwilę, zanim cokolwiek zacznie wyjaśniać. To pierwszy krok do uzdrowienia: odkrycie, że nie jesteś sam. Bóg nie przychodzi tylko do silnych, ale i do tych, którzy idą, choć nie wiedzą już po co. Serca uczniów pałały (por. Łk 24,32), zanim jeszcze rozpoznali Go przy kolacji - po gestach, po obecności.
Jak więc zacząć odbudowywanie poczucia sensu, kiedy wszystko się rozsypało? Nie musisz działać rewolucyjnie. Czasem wystarczy jeden krok, by droga zaczęła się zmieniać.
Fragment książki Marcina Juraka MIC "Sens mimo wszystko. Droga od zagubienia do odnalezienia siebie".


Skomentuj artykuł