Kasia Olubińska: ta książka zrodziła się we wdzięczności za moją mamę

Kasia Olubińska: ta książka zrodziła się we wdzięczności za moją mamę
(fot. Toli Piotrowskiej / tolala.pl)

Za to, ile dostałam od niej, za dar jej życia, za jej miłość do nas, za mój rodzinny dom.

Zaufanie w Jego obecność ocala od lęku; bez tej perspektywy można się właściwie poddać, a świat uznać za miejsce pozbawione sensu, zmierzające ku zagładzie. Dlatego właśnie tej wiary i nadziei postanowiłam się uczepić. W końcu – myślałam sobie – dzięki Bogu moi bliscy są zdrowi i bezpieczni. To było dla mnie zawsze najważniejsze, o to prosiłam i za to dziękowałam...

Właśnie wtedy, kiedy zupełnie się nie spodziewałam, mój świat, świat, który mimo pandemii udało mi się jakoś oswoić, by był pełen oparcia i bezwarunkowej miłości, w jednej sekundzie runął. Nagle i niespodziewanie odeszła osoba, którą kochałam i kocham nadal całym sercem, moja najukochańsza Mama.

Kiedy mój świat legł w gruzach, strasznie trudno było mi wymówić modlitwę Ojcze nasz i każdorazowo zacinałam się na słowach: „Bądź wola Twoja...”. Myślałam: „Co się stało? Co poszło nie tak? Przecież nad drzwiami mojego domu wisi krzyż, a na drzwiach napisany jest skrót C+M+B, co oznacza błogosławieństwo. Przecież kiedy się wprowadzaliśmy, błogosławieństwo dominikańskie wypadło z pierwszej książki, po którą sięgnęłam. Przecież staram się budować na skale, na mocnych fundamentach.

Jak mam teraz uwierzyć, że Jemu naprawdę nic się nie wymyka, skoro zabrał mi mamę? Czyżby było inaczej, czyżby tamta lekarka miała rację?”. Takie myśli chodziły mi po głowie, a jednocześnie towarzyszył mi jakiś niesamowity, nieziemski wręcz pokój, który mógł płynąć tylko z modlitwy wspierających nas ludzi. A może też z modlitwy mamy tam, po drugiej stronie. I takie słowa cały czas dźwięczały mi gdzieś w głębi serca: „Nie bój się, wierz tylko” (Mk 5,36).

O tym zaczęłam myśleć, patrząc na moje wymarzone mieszkanie. Od czasu odejścia do nieba mamy lubię je jeszcze bardziej, bo wiem, jak dobrze czuła się w tym miejscu, gdzie wszystko było zgodne z moimi marzeniami i w pastelowych kolorach, które obie tak bardzo lubiłyśmy. Mama doradzała przy wszystkich decyzjach, na przykład jaki materiał wybrać na zasłony, bo wybór między szarością i bielą był przecież dla mnie zbyt „trudny”.

Każdy element był tu przemyślany, w każdy włożyliśmy serce. Nad moim stołem parę tygodni wcześniej powiesiłam kilka plakatów z inspirującymi cytatami i motywem domu. Jest tam też ilustracja przedstawiająca żółte gruszki na wierzbie z cytatem: „Ty jesteś Bogiem działającym cuda”. Spojrzałam ostatnio na tę ilustrację i zawahałam się: „A może należałoby ją zdjąć? Przecież modliłam się o dar życia dla mojej mamy i się nie udało. Czy to wszystko, w co wierzyłam, jest nadal aktualne w moim życiu? Czy nadal wierzę i trzymam się blisko Boga?”.

Wtedy jednak popatrzyłam od razu na niebieski krzyż nad drzwiami, który zawsze dawał mi tyle nadziei, który był i jest – a przynajmniej staram się, żeby był – dla mnie drogowskazem. Latarnią morską w moim codziennym życiu. Tak, myślę ostatnio dużo o zaufaniu, nadziei i o cudach, których przecież tyle doświadczyłam.

Jeśli jesteś w takim momencie swojego życia, że też potrzebujesz odnaleźć nadzieję, wiarę i sens, zapraszam na wspólne poszukiwania do mojego domu, otwieram przed tobą swoje drzwi.

Chociaż po śmierci mamy dobre wspomnienia jakby wyblakły i czasami trudno mi było w pełni zaufać Bogu, radość gdzieś się zgubiła i zgasła nadzieja... nadal w głębi serca wiedziałam zawsze, że On jest, czeka na mnie cierpliwie, a nadzieja tylko się na moment zapodziała, przykryta przez smutek, ból rozstania i niewyobrażalną, wielką jak otchłań morska tęsknotę.

Wiecie, jak to jest, kiedy coś się w domu zawieruszy i nie wiadomo, gdzie się schowało? Przecież w którejś szufladzie musi być nadzieja... Muszą być też: wiara  i miłość. Kiedy poczułam, że radość, wdzięczność i zaufanie gdzieś się ulotniły, że nic już nie rozumiem, że otaczają mnie zwątpienie i przeraźliwa pustka, postanowiłam wyruszyć w podróż w poszukiwaniu światła, sensu, w poszukiwaniu nadziei...

Z tej potrzeby serca – z tęsknoty za nadzieją, za sensem, za bliskością mimo rozstania, za radością poranka – zrodziła się właśnie ta książka; ale też z wdzięczności za to, ile dostałam od mojej mamy, za dar jej życia, za jej miłość do nas, za mój rodzinny dom.

Jeśli jesteś w takim momencie swojego życia, że też potrzebujesz odnaleźć nadzieję, wiarę i sens, zapraszam na wspólne poszukiwania do mojego domu, otwieram przed tobą swoje drzwi. A na początek tej wizyty przekazuję ci dominikańskie błogosławieństwo, zapisane na obrazku, który wypadł mi z pierwszej książki, po którą sięgnęłam, rozpakowując książki w moim nowym domu.

Brzmi ono tak:

DOMINIKAŃSKIE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO Z XIII WIEKU

Bóg Ojciec niech nas błogosławi.
Niech strzeże nas Bóg Syn,
Duch Święty niech nas oświeca
i da nam oczy, abyśmy patrzyli,
uszy, abyśmy słuchali, 

i ręce dla Bożej pracy,
stopy, abyśmy szli,
i usta, byśmy głosili
Słowo zbawienia,
i Anioła Pokoju,
by czuwał nad nami
i z łaski naszego Pana
prowadził nas do Królestwa.
Amen.

Fragment pochodzi z książki Katarzyny Olubińskiej "Bóg w moim domu". 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Katarzyna Olubińska
27,93 zł
39,90 zł

Pozwól nadziei rozkwitnąć na nowo

Kanapa, stół, okno z widokiem na niebo – to od jakiegoś czasu cały nasz świat. Wśród czterech ścian zatęskniliśmy za zwykłą codziennością i wypiciem kawy z dawno niewidzianym bliskim. Wielu...

Skomentuj artykuł

Kasia Olubińska: ta książka zrodziła się we wdzięczności za moją mamę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.