Zwycięzców poznaje się na starcie

Zwycięzców poznaje się na starcie
(fot. dimitri_c / flickr.com / CC BY)
Meszuge

Gawędę o "Antyporadniku" Miki Dunin zamierzałem początkowo zatytułować "Narodziny gwiazdy" - zrezygnowałem z tego pomysłu tylko ze względu na skojarzenia ze starymi, znanymi filmami o takim właśnie tytule, bo - jak podpowiada mi księgarskie doświadczenie i instynkt - Mika Dunin już niedługo stanie się znaczącą postacią polskiego pisarstwa.

Pisarstwa, zaznaczam, bo to dla mnie ważne - skandalizujących wynurzeń celebrytów czy polityków, pisanych oczywiście przez ghostwriterów, do pisarstwa przez duże "P" jakoś nadal nie zaliczam. Właściwie… przez małe "p" też nie, ale mniejsza z tym. Mika Dunin: czy to na pewno narodziny pisarki? Mam pewne podejrzenia, ale… o tym później.

Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu znalazłem się w tak bardzo odpowiednim czasie w tak właściwym miejscu, miałem więc okazję obserwować, jak się to wszystko zaczęło.

W pewnym poważnym portalu internetowym, wyjątkowo dalekim od skandali i plotek, pojawiło się kilka tekstów Miki Dunin, a zwłaszcza "Jak stracić męża?" i "Jak stracić żonę?". Wywołały one lawinę komentarzy, prawdopodobnie największą w dziejach tego portalu, którego czytelnicy słyną wręcz z powściągliwości. Temperatura dyskusji rosła: oburzenie, bo w tekstach było też dość odważnie o seksie, i złość przeplatały się w komentarzach z podziękowaniami, wyrazy zachwytu z agresywnymi pretensjami i zarzutami. Pojawiły się też prośby, pomysły, propozycje następnych tematów z serii "jak stracić…". Wtedy Mika Dunin zamilkła.

Mijały tygodnie i miesiące, nowych tekstów w portalu nie było. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w nagłą utratę zainteresowania autorki poruszanymi tematami - to po pierwsze. Po drugie, trochę w końcu znam tę branżę, więc domyślałem się, co mogło się stać i nawet miałem na to nadzieję. Wreszcie, wiem, do kogo należy portal, czyli - gdzie szukać informacji, gdzie wypatrywać zapowiedzi. I w połowie lutego 2013 doczekałem się tego, czego się spodziewałem, na co liczyłem, na co miałem nadzieję: Wydawnictwo WAM na swojej stronie internetowej zapowiedziało książkę Miki Dunin "Antyporadnik". Miesiąc później trafiła ona do moich rąk (książka, a nie Mika Dunin) i… "łyknąłem" ją w kilka godzin, czytając łapczywie, a nawet zachłannie, ale bez wyrzutów sumienia w związku z tym, bo wiem już przecież, że będę do niej wracał i to nie raz.

Przyznaję od razu, że okres fascynacji poradnikami minął mi dawno temu. Wielką falą napłynęły one do nas, głównie z Ameryki, w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i wtedy po prostu się nimi… przekarmiłem. Jednak najważniejsze było coś innego - nic, albo prawie nic dzięki nim w moim życiu (domu, rodzinie, środowisku) się nie zmieniło. Stosowałem się do zawartych w nich zaleceń, ale albo efekty były odmienne od zamierzonych, albo moje starania opacznie rozumiano i odbierano. Lektura poradników adresowanych do Amerykanów należących do middle middle class, urodzonych i wychowanych w zupełnie innych warunkach, w innej kulturze religijnej, środowisku itd., czyli do ludzi o ewidentnie odmiennej mentalności, nie przyniosła (w moim przypadku) pożądanych rezultatów.

Po latach wróciłem raz jeszcze do poradników, a dokładnie do jednego poradnika, ale już inaczej napisanego - chodzi mi o "Jak wytrzymać ze współczesną kobietą" Joanny Chmielewskiej. Humoreska, lektura lekka, łatwa, przyjemna, a mimo to, a może właśnie dzięki temu, znalazłem w niej parę wartościowych i sensownych porad. Książki te ("Antyporadnik" i "Jak wytrzymać…") dzieli przepaść; ocena: Chmielewska - 3, Mika Dunin - 5,5. Skąd w takim razie to skojarzenie i porównanie w ogóle? Wniosek jest jeden: najwyraźniej można ważne treści "sprzedać" w formie, która nie będzie nużąca, smętna i mało zrozumiała w polskiej rzeczywistości. Klimat "Antyporadnika" jest tak polski, jak to tylko możliwe, a to oznacza, że niczego w tej książce nie musiałem starać się rozumieć, bo proces ten (odbioru treści i jej sensu) odbywał się właściwie automatycznie i bez żadnego wysiłku z mojej strony. Książkę Miki Dunin po prostu świetnie się czyta, a jej treści nie trzeba w myślach przekładać na polskie realia.

Ten "Antyporadnik" jest oczywiście poradnikiem, poradnikiem w lustrzanym odbiciu - prawa jest z lewej, dobre jest złe, celem staje się to, czego należałoby unikać za wszelką cenę. Kto z nas, tak naprawdę i jeśli jest zdrowy psychicznie, wszelkimi siłami stara się stracić męża (żonę), dobry kontakt i relację z własnymi dziećmi, krewnymi, przyjaciółmi? Kto tęskni za samotnością tak bardzo, by starać się zniechęcić do siebie całe otoczenie? Kto pragnie, z rozmysłem i premedytacją, pozbyć się spokoju ducha czy radości życia?

"Antyporadnik" to nie jest literatura fachowa - i dzięki Bogu! W lekkiej, czasem nawet humorystycznej formie, w przewrotny, momentami irytujący sposób autorka prezentuje najczęściej spotykane błędy. Poważne błędy życiowe, często popełnianie zupełnie nieświadomie, błędy, które istotnie wpływają na jakość naszego życia, błędy, których można uniknąć - jeśli zdobędzie się pewną świadomość.

Podczas opisu technik, sposobów i metod tracenia teściów doświadczyłem szczególnej metamorfozy uczuć: najpierw było rozbawienie (ależ durnoty ludzie wyczyniają!), następnie zaniepokojenie (zaraz, zaraz, a jak to było z moją teściową trzy lata temu?), później uświadomienie i zasmucenie (nie ma się co oszukiwać, to ja schrzaniłem sprawę…) i wreszcie akceptacja i zrozumienie (jak popełnione błędy naprawić, jak powtarzania ich uniknąć). Schemat tej emocjonalnej metamorfozy powtórzył się zresztą jeszcze trzy czy cztery razy…

W "Antyporadniku" świetnie się czyta o cudzych błędach - np. jak stracić męża, bo przy okazji można "tej złej kobiecie" czarno na białym pokazać, co mężowi robi/robiła. Lektura rozdziału poświęconego błędom i zaniedbaniom, które ja sam popełniam/popełniłem jest zdecydowanie mniej… rozrywkowa. Wkurza to, że ktoś obcy tak dobrze zna, rozumie i obnaża nasze własne słabości i wady, ale… to właśnie okazuje się dla czytelników - płci obojga - szansą i nadzieją.

Wspomniałem wcześniej o swoich wątpliwościach co do narodzin pisarki - no, cóż… pisarstwo Miki Dunin wydaje mi się po prostu za dobre, za dojrzałe jak na pierwsze wystąpienie. To nie jest warsztat debiutantki. Od razu przychodzi mi na myśl Romain Gary i Émile Ajar (właśc. Roman Kacew) i świetna zabawa, jaką urządził on sobie z krytyków (tożsamość Émile'a Ajara i Romaina Gary oraz fakt, że jest to ta sama osoba, został ujawniony dopiero w wydanej pośmiertnie książce "Vie et mort d'Émile Ajar"). Może kiedyś dowiemy się, czy Mika Dunin jest (była) kimś jeszcze na literackiej scenie Polski…

W każdym razie "Antyporadnik" zdecydowanie polecam! Także jako prezent przy jakiejkolwiek okazji - niby zabawa i rozrywka, ale przy okazji niewielka sugestia, delikatna podpowiedź, rada udzielona… partnerowi na przykład, który proszony o więcej dowodów uczucia, umył żonie auto.

*Autor napisał książki, które stały się bestselerami.  12 kroków od dna - oraz Alkoholik  to autobiograficzne opowieści o piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu; tragiczne historie nieodwzajemnionej i zdradzonej miłości do alkoholu, które tylko życie mogło napisać. Najnowsza książka autora nosi tytuł Alkoholizm zobowiązuje

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zwycięzców poznaje się na starcie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.