Chcesz zrobić coś dobrego dla swojego małżeństwa?

Chcesz zrobić coś dobrego dla swojego małżeństwa?
Fot. Depositphotos

Trwa Tydzień Małżeństwa – międzynarodowa, świecka akcja promująca wartość wspólnego małżeńskiego życia. W wielu miastach Polski organizowane są rozmaite inicjatywy i propozycje, które mają zainspirować małżonków do wspólnego spędzenia wyjątkowego czasu. My w Kościele też możemy dobrze wykorzystać tę akcję, po to, by w natłoku informacji o rozwodach przypomnieć wiernym, co wyróżnia sakramentalne związki i jak wiara może je cementować. Bo przecież nie jest tak, że sakramentalne małżeństwa nie przeżywają trudności ani kryzysów. Mamy jednak w Kościele szereg praktyk, które bardzo konkretnie mogą nam pomóc przełamać relacyjne impasy i zbliżyć się do siebie, odkrywając pełnię piękna Miłości, do której zostaliśmy zaproszeni, decydując się na tę drogę powołania. Jedną z takich - w mojej opinii wyjątkowo skutecznych praktyk - jest wspólne czytanie Pisma Świętego.

Przypuszczam, że nie brakuje czytelniczek i czytelników, którzy na taką propozycję westchną „Aaaa gdzie tam taka lektura dla mnie i mojego/mojej”.  Są rzecz jasna w Kościele środowiska, dla których wspólne czytanie i dzielenie się Słowem Bożym w małżeństwie jest oczywistą oczywistością. Moje doświadczenia z Ruchu Spotkań Małżeńskich jest jednak takie, że zdecydowanie łatwiej spotkać sakramentalne pary, które ani się razem nie modlą, ani razem nie czytają Pisma Świętego. Owszem, są ludźmi wierzącymi, ale zdecydowanie częściej małżonkami wierzącymi osobno, obok siebie, niż dostrzegającymi w praktykach religijnych płaszczyznę wspólnego umocnienia. A szkoda!

Tak. Wspólna małżeńska modlitwa czy czytanie Słowa Bożego nie są łatwe i na ogół żadnej parze nie przychodzą naturalnie. No, może nie licząc zakochanych par w duszpasterstwach akademickich, które napędzane siłą swojego uczucia i klimatem wspólnotowego życia, już w czasach studenckich potrafią spędzać godziny na wspólnym lectio divina. Z tym że – piszę to z własnegocdoświadczenia – po etapie fascynacji i zakochania, w pierwszych latach małżeństwa, gdy przychodzi rzeczywistość szarej codzienności, pracy zawodowej i np. pojawienia się malutkich dzieci, bardzo łatwo niepostrzeżenie wszelkie duchowe praktyki systematycznie rugować ze wspólnego życia.

Kiedy przyglądam się własnemu małżeństwu, to z całą pewnością mogę zaświadczyć, że zarówno wspólne modlitwa małżeńska, jak i czytanie Pisma Świętego to te dwie aktywności, które wyjątkowo skutecznie cementują naszą więź i pomagają nam spokojnie przejść przez rozmaite zawirowania, których w codziennym życiu nigdy nie brakuje. 

O modlitwie małżeńskiej mówiłyśmy niedawno w rozmowie z Martą Łysek, ale dlaczego warto czytać razem Słowo Boże? Jest kilka argumentów, które szczególnie do mnie przemawiają.

DEON.PL POLECA






Jako sakramentalni małżonkowie w momencie ślubu decydujemy się faktycznie żyć w trójkącie (a właściwie w pięciokącie). Jest nas dwoje, mąż i żona, a z nami Trójosobowy Bóg. Czytanie Pisma Świętego to okazja do poznawania Jego logiki, pomysłów na nas, przestróg i rad. Ślubując, powiedzieliśmy przecież sobie i całemu światu, że nie chcemy naszego „my” budować według własnej receptury, tylko tej Bożej. Na przestrzeni lat i życiowych doświadczeń zmieniamy się my, nasze kompetencje, umiejętności. Nie zmienia się On. Ale, ale … życia w jego bogactwie, jako przykładu Stwórczej Obecności, my ludzie nie jesteśmy w stanie ani kontrolować, ani ogarnąć. Dlatego każdy, kto sięga po Słowo Boże, daje sobie szansę doświadczyć, że jesteśmy Ludźmi Boga Żywego, który przychodzi do nas zawsze aktualnie, zawsze w porę i zawsze może pomóc nam poukładać rodzinne klocki. Jego odpowiedzi, wskazówki i rady na przestrzeni wspólnie przeżywanych lat dotyka zupełnie nowych miejsc w naszych sercach, odpowiadają na zupełnie nowe potrzeby. Kiedy zaczynamy razem czytać Jego Słowo, to dostajemy nie tylko konkretne odpowiedzi i wskazówki na dany etap naszej wspólnej drogi, lecz także dajemy sobie szansę być uczniami i poznawać sposób myślenia naszego Mistrza. A przede wszystkim nasiąkamy Jego językiem. To trochę jak dbanie o aktualizacje naszego sakramentalnego software'u – jeśli wiernie i regularnie czytamy Słowo Miłości, to systematycznie Ono staje się naszym wyrazem.

W małżeństwach bywa i tak, że wchodzimy w rozmaite impasy. Czasem ulegamy złudzie, że nie mamy sobie nic do powiedzenia. Obawiam się, że każdy z nas zna taką parę, którą oprócz kredytu i/lub telewizora zdaje się nie łączyć nic. Kiedy zaczynamy wspólnie czytać fragmenty Pisma Świętego, może okazać się, że dotykają one zupełnie innych miejsc w naszych sercach i nagle mamy mnóstwo tematów do dialogu. Rozmowa o tych poruszeniach, o tych różnicach, o własnej perspektywie – jest nierzadko zarzuceniem pomostu między nami i inspiracją do twórczego, wspólnie przeżytego czasu. Bywa i tak – a wiem to z autopsji! - że Słowo Boże bardzo realnie staje przy naszym języku. To te wszystkie momenty, gdy dany fragment pomaga Ci się zachować inaczej niż naturalna skłonnośćzamilknąć, zapanować nad gniewem, zamienić słowo narzekania czy złorzeczenia na język błogosławienia. Albo wtedy, gdy przychodzą ciche dni, napięcia, frustracje – właśnie w takich momentach powrót do miejsca, w którym oboje słuchaliśmy Kogoś większego niż nasze własne racje, pomaga w sposób do bólu konkretny zmienić perspektywę. Ja sama z siebie tak nie potrafię. Wiem, że wszelkie dobro jakie ze mnie ku mojemu Mężowi wychodzi, ma źródło w tym, że staram się kochać go tak, jak uczy mnie kochać Jezus.

Wspólne czytanie Pisma Świętego pozwala też doświadczyć – w bardzo fizycznym wymiarze – ogromnej bliskości. W ciszy, w której oboje pochylacie się nad Słowem Boga, intymność tka się w zupełnie inny sposób niż wtedy, gdy oglądacie razem telewizję. Taki czas pozwala skupić się na byciu przy sobie w czymś, co jest bardzo namacalnym przejawem wytrwałości i wierności. Uczycie się przy sobie nie tylko być, ale "być w świadomości Bożej Obecności". Taki moment w codzienności staje się tylko wasz, choć oczywiście przy okazji staje się też przepięknym świadectwem dla waszych dzieci (co nie jest bez znaczenia dla siły waszej relacji).

Dobrze, ale od czego zacząć takie czytanie, jeśli jest się tzw. niedzielnym katolikiem i nigdy się takich rzeczy nie próbowało albo jedno ze współmałżonków jest na zupełnie innym etapie rozwoju duchowego. Nie jestem żadną specjalistką w tym temacie, ale w Jezusowej szkole często stawia się na strategię "wiernego minimalizmu". Na pewno warto więc zacząć od czegoś małego, ale takiego, które pozwoli nam w danej praktyce wytrwać dłużej niż jednorazowy popis chęciAch! I z pewnością warto trzymać się Bożej logiki zapraszania, a nie nakazywania. Jeśli twój mąż reaguje alergicznie na twoją religijność, to zasugerowanie mu wspólnej lektury Pisma świętego może go tylko od ciebie oddalić. Zacznij więc sama i opowiedz dobremu Ojcu o swoim pragnieniu i potrzebie. Daj Mu czas, by podsunął ci pomysł, jak zaprosić swojego męża do tej formy wspólnego bycia. To nie musi być od razu zasiadanie do głośnego odczytywania ewangelii. Na początku naszego małżeństwa niezwykle budowało mnie to, że mój mąż każdego ranka przysyłał mi jakieś zdanie z czytań dnia. Nigdy nie komentował swoich wyborów, tylko wysyłał fragment, werset, a czasem nawet jedno Słowo. Ten mały gest mówił do mnie bardzo wyraźnie: „Zależy mi na tobie, chcę budować z tobą coś więcej niż codzienność". Może zatem to ty musisz zacząć? Co powiesz na karteczkę ze Słowem położoną przy telefonie? Wiadomość na komunikatorze z twoim uśmiechniętym zdjęciem i wybranym fragmentem? A może wystarczająco zachęcające będzie bardzo zwyczajne, ciche świadectwo – to, że twój współmałżonek będzie cię po prostu widział jak czytasz Pismo Święte i właśnie swoją postawą go zaintrygujesz? Spróbuj. Po prostu spróbuj.

Agata Rusek

DEON.PL POLECA


Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wiktoria Gische

My, kobiety, chcemy realizować marzenia!

Świat odżywa i życie w Krakowie znowu nabiera tempa. W roku 1921 tragiczna przeszłość powoli staje się nieprzyjemnym wspomnieniem. Jednak nie dla wszystkich.

Nieoczekiwana wiadomość burzy życie Stefanii. Wojna się...

Skomentuj artykuł

Chcesz zrobić coś dobrego dla swojego małżeństwa?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.