Nasze doświadczenie ma szansę ubogacić osoby żyjące obok
Kilka dni temu przeprowadziłam spontaniczną ankietę. Pytanie było proste: jakich treści szukasz na moich social mediach? Dla ułatwienia wrzuciłam cztery odpowiedzi, które dla mnie – jako twórcy – były po prostu określeniem tego, o czym sama lubię opowiadać, czyli książki, rekolekcje w milczeniu, spowiedź, codzienność żony i mamy. Przyznaję, że to co się zadziało w wyniku tej ankiety, bardzo mocno mnie zaskoczyło.
Z wiadomości, które były jej „kontynuacją” odkopuję się nadal, bo zaczęłam pytać moich obserwatorów dlaczego zaznaczyli taką, a nie inną odpowiedź. Te rozmowy pokazały mi jedną rzecz… Potrzebujemy obok siebie innych, wierzących świeckich, którzy podzielą się z nami swoim doświadczeniem. Czy kogoś zaskoczę mówiąc, że było najwięcej próśb o wpisy dotyczące spowiedzi? Mnie samą intryguje to od lat. Ludzie chcą słuchać świeckiej kobiety, która opowiada o sakramentach… Dlaczego? Zapytałam o to. Dostałam przeróżne odpowiedzi, m.in.: nie znam innego świeckiego, który mówiłby o tym szczerze; widać, że piszesz nie z teorii, ale z serca; sama jestem kobietą i głos kobiety przemawia do mnie bardziej itd… Zatrzymuję się nad tym i widzę tęsknotę. Realną, niekiedy bolesną. Tęsknotę za tym, by przeżywać swoją wiarę bardziej świadomie. By dotknąć czegoś głębiej, bez poczucia, że każda spowiedź wygląda tak samo. By usłyszeć głos innej świeckiej kobiety, która mówi, że jest to możliwe!
Całkiem niedawno przy naszym rodzinnym stole godzinami rozmawialiśmy o sakramentach, szczególnie o spowiedzi, bo to sakrament trudny. Mój syn przygotowujący się do pierwszej komunii miał masę pytań i wątpliwości. Te rozmowy pokazały mi bardzo wyraźnie jak we mnie samej ewoluowało spojrzenie na ten sakrament…
Dziś nie skupiam się na „odczuciu” i na tym, że chcę zrzucić z siebie ciężar i poczuć ulgę. Dziś idę na spotkanie z Przyjacielem, któremu pozwałam dotykać swoich ran. To trudne i czasem boli. Jednocześnie jest dla mnie źródłem siły i uzdrowienia. Czy robię coś szczególnego, że jestem dziś w miejscu, w którym jestem? Myślę, że nie… Po prostu trwam. Regularnie jeżdżę do spowiedzi, do kapłana, któremu ufam. Staram się praktykować codzienny, choćby kilkominutowy rachunek sumienia, by być świadomą tego co we mnie i wokół mnie się dzieje. Ten rachunek zaczynam od wdzięczności i widzę ile mądrości miał św. Ignacy Loyola mówiąc, że ona jest podstawą tej modlitwy…
Jak to się stało, że z rytuału moja spowiedź staje się spotkaniem (patrząc na moje doświadczenia, nie odważę się uznać, że to proces zakończony…)? To nie jest mój sukces. To łaska. To pojedyncze pytania i sugestie, które słyszałam na przestrzeni ostatnich lat nie tylko w konfesjonale, ale przede wszystkim w rozmowach z innymi wierzącymi (głównie świeckimi) i które postanowiłam wziąć na serio. Na przykład jadąc do spowiedzi, podejmuję konkretną decyzję nad czym chcę szczególnie pracować przez najbliższy miesiąc. Tak jak zainspirowała mnie kiedyś przyjaciółka… Jedna, drobna, ale konkretnie nazwana przestrzeń do rozwoju. I tak z miesiąca na miesiąc patrzę na ile moje postanowienia były realne, na ile warto je rozwinąć, zmodyfikować, a na ile odłożyć na jakiś czas. Owszem, powiedzenie o tym głośno podczas spowiedzi bardzo pomaga, choć samo zapisanie tego i wracanie regularnie do swoich postanowień robi mega różnicę.
Spowiedź jest trudna, bo dotyka tego, co w nas najsłabsze. Wiem jednak, jak wielu z nas pragnie przeżyć ją szczerze. Nie by odczuć satysfakcję z odhaczonego zadania, ale by pogłębić swoją relację z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Dobrze, że szukamy nowych ścieżek na tej drodze! Pięknie jeśli mamy możliwość porozmawiać o tym z kimś, kto też jest na tej drodze, bo to dzielenie dodaje sił i nadziei. Dzielmy się swoim doświadczeniem – na tyle na ile to czujemy. Nienachalnie, być może bardziej życiem niż słowem. Do tego nie potrzeba być księdzem, ani osobą konsekrowaną. Nie potrzeba studiów teologicznych, ani bycia w radzie parafialnej czy wspólnocie… Nasze doświadczenie – codzienne, wydawać by się mogło, że zwyczajne - ma szansę ubogacić osobę żyjącą obok. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo może ona tego potrzebować…

.webp)
Skomentuj artykuł