Czy "edukacja religijna" będzie faktyczną katechezą, a nie czymś jeszcze mniej ważnym niż lekcja wuefu? Czy ktoś się w ogóle zastanawia, jak dużym obciążeniem dla społecznej wiarygodności Kościoła jest coś takiego jak powszechnie lekceważona katecheza?
Aby coś wymyślić, trzeba spojrzeć z dystansu, trzeba mieć na to czas. Niewolnik przykuty do kieratu i poganiany batem tego nie zrobi. Jedynym wyjściem jest szabat.
Powinniśmy się lękać o przyszłość Kościoła, gdzie panuje całkowita bierność i inercja życia duchowego i teologicznego, a całość energii zostaje zużyta na drugorzędne tematy.
Kilka publicznych wypowiedzi niektórych polskich hierarchów i polityków stały się pretekstem do wygłaszania deklaracji o tym, "aby nie mówić Polakom, co jest dobre, a co złe, nie straszyć piekłem, grzechem i potępieniem wiecznym, nie robić z Polski Państwa Islamskiego".
Wizerunek Kościoła jest tym lepszy im bardziej odsłania Jezusa Chrystusa (lub tym gorszy, im bardziej Go zasłania). Dlatego trzeba o ten wizerunek dbać. Aby był jak najbardziej przezroczysty.
Pustki w kościołach spowodowane są tym, że sami wygoniliśmy ludzi z Kościoła. Dawaliśmy przez wiele lat sygnał: nie chcemy w Kościele ludzi słabych i grzesznych.
Dobry katolik miesza się do polityki - słowa Franciszka nie pozostawiają złudzeń: strach przed politycznością jest niekatolicki.
Trzeba się spierać, trzeba krytykować dogmaty Kościoła i święte teksty. Jeśli ułożymy je obok siebie, równo i dostojnie, jak książki w bibliotece, światło prawdy się nie ukaże.
Ostatnie lata obfitują w wiecowanie podczas Mszy św. W naszej ojczyźnie wielu księży niestety uprawia politykę partyjną.
Za głupie nagłówki "Ksiądz mocno!" i za sensacyjny ton tekstu nie odpowiadam. Niestety, to jest kolejny dowód nierzetelności i wybiórczego traktowania rzeczywistości przez GW i jej portal
Niedawno dotarły do mnie fotografie z Syrii. W zrujnowanym kościele cały czas odbywają się śluby. A wszyscy są w odświętnych strojach: takich jak nosiło się przed wojną, w czasie pokoju.
Francuscy i hiszpańscy biskupi alarmują, że 70 proc.osób wyruszających na Camino św. Jakuba nie kieruje się pobudkami religijnymi.
Kościół, który znam, kocham i do którego chcę zapraszać ludzi, niczego się nie boi, nikogo nie potępia, tylko chce dzielić się radością wiary i spotkania z Bogiem (który jest dobry). Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o kilku osobach, które dokładnie tak działają i w ostatnim czasie "zrobiły różnicę".
Coraz więcej osób homoseksualnych mówi o swoim doświadczeniu otwarcie, a my jako Wspólnota Kościoła nie możemy za każdym razem reagować językiem odrzucenia i skazywania ich na piekło.
Mamy obraz Kościoła, który zbawienie uzależnia od wypełnienia prawa. Przecież to zaprzeczenie "rewolucji" opisanej przez św. Pawła. Mam wrażenie (może użyję zbyt wielkich słów), że stoimy wobec epokowego wyzwania.
"Szanowni Państwo, nasz wielki rodak Jan Paweł II mówił: wymagajcie od siebie, nawet jeśli inni od was nie wymagają. Powiem tak: dzisiaj wymagają" - tak mówił Andrzej Duda tuż po zaprzysiężeniu na Prezydenta Rzeczypospolitej. Dobrze, że osoba wstępująca na najwyższy urząd w Polsce przywołuje świętego papieża. I dobrze, że wspomina go akurat tym cytatem.
Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka, podzielił się informacją, że po trzech poronieniach jego żona znów oczekuje dziecka. To świadectwo może nas, katolików, czegoś nauczyć.
Ksiądz Jan Kaczkowski prosto z Woodstocku: o tym, czy znalazł tam szatana, o spotkaniu z "krisznowcami", o wrażeniach z Przystanku Jezus i o jego pomyśle na ewangelizację w tym miejscu.
Jakim językiem Kościół w Polsce ma dziś przekonywać nieprzekonanych? Ostrym, emocjonalnym, opartym na inwektywach czy stanowczym i pewnym swych racji, ale zdolnym docierać do wątpiących?
Wiemy, jak z tego konfliktu wychodzi premier Ewa Kopacz, wiemy jak ustępujący prezydent Bronisław Komorowski. Zobaczymy, jak z tego konfliktu wybrnie nowa ekipa, która - jak wszyscy zresztą politycy chyba - chce służyć "wszystkim Polakom".
{{ article.description }}