W katolickich środowiskach nieco więcej mówi się ostatnio o tak "przyziemnych" sprawach jak warunki zatrudnienia, ich wpływ na relacje międzyludzkie, w tym domowe i rodzinne.
Taki test: uczestniczysz w mszy św. i nagle pod twoje nogi spada konsekrowany komunikant. Istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś niechcący zaraz go podepcze. Co robisz? Naturalnie podnosisz, prawda? Czy jest w tym geście coś niezwykłego? Nie, to normalny pozytywny odruch. No, chyba, że podnoszącym jest prezydent elekt. Wtedy ta sama historia wygląda zupełnie inaczej. A jak?
Po osiągnięciu tych celów, panie z Watch zaproponowały, jak same to określają, eksperyment, który ma polegać na tym, że zamiast "Ojcze nasz" będzie można też używać formy "Matko nasza" w Modlitwie Pańskiej.
Czy Eucharystię się celebruje, czy sprawuje? A może jednak się ją odprawia? Wolę to ostatnie określenie. Proste i wymowne. Słowo "odprawiać" ma wiele znaczeń. Można kogoś odprawić z kwitkiem. Odprawia się posłańca, który ma zanieść ważną wiadomość. Żołnierze, a także pracownicy w niektórych przedsiębiorstwach, zbierają się na poranną odprawę. Odprawa to posłanie do wykonania zadania.
Jestem coraz bardziej przekonany, że również w Polsce tzw. millennialsi, nazywani pokoleniem Y, czyli urodzeni w latach 80. i 90. ub. wieku, zaczynają odgrywać znaczącą rolę w kształtowaniu Kościoła. Kościoła katolickiego. Zarówno swoją obecnością i zaangażowaniem w życie wspólnoty, jak i swoją nieobecnością i powolnym odpływaniem na peryferie, gdzie - w świetle moich obserwacji - aktualnie mało kto na nich czeka albo tam ich szuka.
Niedawno w internecie przetoczyła się dyskusja o poziomie homilii/kazań, które słyszymy w naszych kościołach. A gdyby tak odwrócić kolejność zdarzeń i do tej zakrystii, choćby wirtualnie, udać się przed Mszą? Na Facebooku znowu utworzone jest wydarzenie, które ma być wyrazem naszej prośby do kapłanów o wygłoszenie homilii o tajemnicy Eucharystii, tym opatrzone skrótowym hasłem "W Boże Ciało - homilia o Eucharystii".
Nawet jeśli parafia jest w opłakanym stanie, kościół świeci pustkami, proboszcz jest beznadziejny, a biskup jeszcze gorszy, to zawsze jest nadzieja na zmianę. Poznajcie ludzi, którzy napełnili pusty kościół i ożywili umierającą wspólnotę. Jak to zrobili?
Dla dobra dziecka wiele się poświęca. Jakie granice chcemy wyznaczyć temu poświęceniu?
W gorączce kampanii padło wiele przykrych słów, wzajemnych oskarżeń, jak zawsze w czasie "krzyku wyborczego". Nie opowiadając się po żadnej ze stron, z boku kontempluję zachowania braci i sióstr w wierze: świeckich i duchownych, wyniesionych w hierarchii i tych z dołu "kościelnej drabiny". Jest źle.
Kiedy w antycznym Rzymie ludzie ginęli za wiarę w Jezusa, to tunele w których ich chowano, katakumby, stawały się szczególnymi miejscami modlitwy i wiary. Potrzeba nam zejść do katakumb! Ale nie po to, aby się schronić. W starożytnym Rzymie wiadomo było powszechnie gdzie zbiera się Kościół. Zejście do katakumb jeszcze bardziej narażało na utratę życia. A Kościół zbierał się przy grobach, aby czuwać.
Postawmy na początek prowokacyjne pytanie: czy skoro w Kościele (mam tu na myśli Kościół katolicki w Polsce, ale analogiczne sytuacje da się zapewne zaobserwować w innych Kościołach) są zwolennicy Mszy trydenckiej i Mszy posoborowej, zwolennicy Kościoła toruńskiego i Kościoła łagiewnickiego, a nawet… miłośnicy budyniu i lubiący bigos i skoro każda z tych grup bywa - w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak - wroga wobec innych, a nawet uważa się za jedyny prawdziwy Kościół, to czy możemy mówić o jednym Kościele?
Papież Franciszek udzielił wywiadu gazecie ze swojej rodzinnej Argentyny. Pytano go m.in. o piłkę nożną. Wiadomo przecież, że był i jest kibicem. Mogłoby się wydawać, że oto jeszcze jedna okazja, by zrobić miłą laurkę pokazując jak to papież jest swojski, taki ludzki i nie gardzi rozrywką. Lecz z Franciszkiem takie numery nie przejdą. On nie mieści się w tanich obrazkach.
Dwa wydarzenia w Kościele stały się ważnym sygnałem dla świata. W niedzielę, 17 maja w Rzymie zakończyło się 20. Zgromadzenie Ogólne Caritas Internationalis a w sobotę, 23 maja w Salwadorze dokonano beatyfikacji arcybiskupa Oscara Arnulfo Romero, męczennika
Nie proszę o litość pisząc te kilka słów. Nikogo nie chcę zaskakiwać szokującymi wiadomościami. Temat przemocy na Bliskim Wschodzie jest "ograny", jesteśmy nim zmęczeni i zdegustowani do tego stopnia, że zaczynają nam powszednieć ekscesy okrucieństwa islamistów.
Ta zdolność bycia przeciw logice świata winna cechować tak biskupa jak i świeckich. Oczywiście, tutaj rodzi się pytanie na ile ten sprzeciw wynika z tożsamości Kościoła, który chce iść za Jezusem a na ile (co niestety też zdarza się często) z potrzeby konfrontacji. Tak jakbyśmy potrzebowali przeciwnika, aby móc istnieć. Zaistnieć.
Na wielu mszach nie ma miejsca na ciszę, na chwilę oddechu, nawet na zwykły spokój. Jak na weselu - im więcej kawałków, tym lepiej, niech kapela nie śpi.
W pierwszych dniach maja, przysłuchując się rozmowie kilkorga młodych, wchodzących w życie zawodowe i rodzinne ludzi, zwróciłem uwagę na pytanie, po którym zapadła cisza. "Co zrobimy, gdy nagle przybędzie tutaj kilkuset uchodźców gdzieś tam z Afryki czy skądś? Pomyśleliście o tym?".
"Życie kościelne opiera się na trzech filarach: Słowie Bożym, sakramentach i służbie Caritas".
Gdy przeczytałem tę wypowiedź, zadałem sobie pytanie. Jak się ma tak nakreślone katolickie uniwersum do często u nas używanego określenia "wierzący praktykujący"?
Uchwałą Sejmu RP rok 2015 jest Rokiem Jana Pawła II. Jak więc przebiega ten Rok i jak deklaracje ustawodawców wpływają na codzienność?
Mało kto publicznie przyznał, że to w znacznej mierze dzięki kard. Stanisławowi Dziwiszowi Jan Paweł II tak szybko został wyniesiony na ołtarze a dziesięć lat po jego śmierci metropolita krakowski robi wiele, żebyśmy o papieżu Polaku i jego spuściźnie nie zapomnieli. Czy będziemy mu za to wdzięczni?
{{ article.description }}