Zaintrygował mnie Bronisław Wildstein w rozmowie z Robertem Mazurkiem pt. "Ja, Polak Katolik" w najnowszym "Plusie Minusie". Opowiada o swoich żydowskich korzeniach, przyjęciu chrztu w wieku 10 lat. Wierzy w "jakąś siłę sprawczą" ale za katolika uważa się dlatego, że innej religii nie zna.
Nie dość, że Karol Wojtyła (a nie Ojciec Święty), nie dość, że w garniturze i krawacie (a nie sutannie), to jeszcze z jarmułką zamiast piuski! Jednym słowem - prawdziwy skandal. Upór, z jakim zwalczana jest kampania CMJP2, godniejszy jest lepszej sprawy...
Pragnę zachęcić do refleksji nad naszą religijnością, a dokładniej, nad tym, na ile jest ona jeszcze pogańska, a na ile przekształcona przez prawdę o Zmartwychwstaniu.
Święty Józef, ojczym Jezusa Chrystusa i patron Kościoła, to jedna z najbardziej tajemniczych postaci Nowego Testamentu i Historii Zbawienia. Ta tajemniczość Jego historii stanowi pożywkę dla wszelkich opowieści apokryficznych, które czynią już to z niego staruszka już to wdowca.
Pojawiają się ostatnio, zarówno w publicystyce zagranicznej, jak i krajowej, sugestie, że pontyfikat Franciszka ma charakter efemeryczny. Ich wymowę wzmacniają wypowiedzi Papieża, który kolejny raz daje do zrozumienia, iż czas jego posługi na Stolicy Piotrowej może być krótki.
W przekazie medialnym raz po raz pojawiają się opinie, że papież Franciszek jest "socjalistą". Ale zdecydowanie mniej mówią one o papieżu, a więcej o tym, że współcześni polscy katolicy bardzo słabo znają katolicką naukę społeczną i jej rzeczywistą historię.
Obydwie strony nie są wolne od pokusy manipulacji i uproszczeń, co może służy obronie poglądów, ale nie przyczynia się do znalezienia rozwiązania, które czyniłoby zadość wierności Tradycji i trosce duszpasterskiej o wszystkich. Także o rozwiedzionych i ponownie poślubionych.
Z okazji minionej, misyjnej niedzieli "Ad gentes" (8 marca), papież Franciszek rozesłał 250 rodzin ze wspólnot neokatechumenalnych, i to głównie wielodzietnych, w misję ewangelizacyjną. Udadzą się one do najbardziej zdechrystianizowanych lub niechrześcijańskich miejsc na świecie.
Jest decyzja Kapituły Metropolitalnej na Wawelu w sprawie dalszych losów kaplicy zaprojektowanej przez Jerzego Nowosielskiego. Piękne dzieło sztuki sakralnej nie tylko zostaje w kamienicy przy Kanoniczej 15, ale ma być udostępniane wszystkim chętnym - jak ogłosił ks. prof. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii.
Co jest największą zasługą Franciszka? To, że wywołał ferment, małe tsunami, naruszył święty spokój w umeblowanych i pokrytych kurzem kościelnych głowach.
Konkubinat to grzech. Również prostytucja to grzech. A jednak Pan Jezus nie biegał po Palestynie i nie krzyczał "Prostytucja to grzech" ani nie pisał tego na murach.
Kiedy zobaczyłem pierwsze informacje o akcji "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż", zapaliła się we mnie jakaś kontrolna lampka. Co to właściwie ma być? Kiedy jednak przeczytałem komentarze Piotra Żyłki, Błażeja Strzelczyka i Szymona Hołowni, zapaliły się we mnie wszystkie możliwe lampki. Nawet alarm się włączył. A że ich lubię i wielu innych, którzy śpiewają tę samą melodię, spróbuję opisać, czemu mój sprzęt reaguje inaczej.
Nie raz podkreślałem dystans, z jakim podchodzę do sondaży, jako źródła wiedzy o życiu Kościoła. Jestem przekonany, że dają one informację cząstkową, wymagającą umieszczenia w różnych kontekstach i dogłębnej, wielostronnej analizy. Czasami mogą prowadzić do nieprecyzyjnych, czy wręcz błędnych wniosków.
Kaplica świętych Borysa i Gleba zaprojektowana przez Jerzego Nowosielskiego może stać się "pierwszą ofiarą" Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Nie pozwólmy, żeby do tego doszło.
Billboardowa akcja "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż!" jest bardzo dobrym pomysłem. Kościół ma pełne prawo w przestrzeni publicznej uświadamiać wiernym swoje nauczanie.
Jedynie pozornie pocieszający jest fakt, że o ponad 20% wzrosła liczba osób, którzy regularnie modlą się indywidualnie. Po pierwsze, towarzyszy temu spadek uczestnictwa we wspólnotowych rytuałach. Po drugie, te "indywidualne modlitwy" nie oznaczają, że pogłębieniu uległa relacja z Bogiem. Po trzecie, indywidualizacji wiary towarzyszy "analfabetyzm teologiczny".
Dzisiaj, niestety, klub szczecinecki, już nie działa. Jednak jego udokumentowana historia ukazuje, jak ważna społecznie i dla dobra Kościoła jest współpraca intelektualnych elit z dużych ośrodków z lokalnymi inicjatywami, jak niezbędny jest dialog różnych środowisk katolickich.
A nam potrzeba świadków Ewangelii a nie przedsiębiorców Ewangelii. Rzecz zatem w jakości a nie w ilości.
Ostatnia akcja z plakatem oznajmiającym, że konkubinat to grzech wywołała wiele oburzenia zarówno w środowiskach ludzi niewierzących jak i tych, którzy przyznają się do wiary. Nie będę jej bronić, choć nie ze wszystkimi kontrargumentacjami się zgadzam. Chciałbym jednak wydobyć z niej, i z innych jej podobnym, kilka punktów wspólnych, które wywołują u mnie ewangelizacyjne ciarki wstydu.
Ponoć pytania "Czy istnieje Bóg?" nie postawiło sobie nigdy dwie trzecie polskiego społeczeństwa. Coś chyba jest na rzeczy. Wielokrotnie przekonałem się, że nawet z księdzem ludzie chętniej rozmawiają o zdrowiu lub polityce, niż o Bogu i w ogóle szeroko rozumianych sprawach wiary. Odnoszę wrażenie, że to "nierozmawianie" o Bogu staje się coraz głośniejsze.
{{ article.description }}