Konkubinat to grzech. Również prostytucja to grzech. A jednak Pan Jezus nie biegał po Palestynie i nie krzyczał "Prostytucja to grzech" ani nie pisał tego na murach.
Kiedy zobaczyłem pierwsze informacje o akcji "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż", zapaliła się we mnie jakaś kontrolna lampka. Co to właściwie ma być? Kiedy jednak przeczytałem komentarze Piotra Żyłki, Błażeja Strzelczyka i Szymona Hołowni, zapaliły się we mnie wszystkie możliwe lampki. Nawet alarm się włączył. A że ich lubię i wielu innych, którzy śpiewają tę samą melodię, spróbuję opisać, czemu mój sprzęt reaguje inaczej.
Nie raz podkreślałem dystans, z jakim podchodzę do sondaży, jako źródła wiedzy o życiu Kościoła. Jestem przekonany, że dają one informację cząstkową, wymagającą umieszczenia w różnych kontekstach i dogłębnej, wielostronnej analizy. Czasami mogą prowadzić do nieprecyzyjnych, czy wręcz błędnych wniosków.
Kaplica świętych Borysa i Gleba zaprojektowana przez Jerzego Nowosielskiego może stać się "pierwszą ofiarą" Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Nie pozwólmy, żeby do tego doszło.
Billboardowa akcja "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż!" jest bardzo dobrym pomysłem. Kościół ma pełne prawo w przestrzeni publicznej uświadamiać wiernym swoje nauczanie.
Jedynie pozornie pocieszający jest fakt, że o ponad 20% wzrosła liczba osób, którzy regularnie modlą się indywidualnie. Po pierwsze, towarzyszy temu spadek uczestnictwa we wspólnotowych rytuałach. Po drugie, te "indywidualne modlitwy" nie oznaczają, że pogłębieniu uległa relacja z Bogiem. Po trzecie, indywidualizacji wiary towarzyszy "analfabetyzm teologiczny".
Dzisiaj, niestety, klub szczecinecki, już nie działa. Jednak jego udokumentowana historia ukazuje, jak ważna społecznie i dla dobra Kościoła jest współpraca intelektualnych elit z dużych ośrodków z lokalnymi inicjatywami, jak niezbędny jest dialog różnych środowisk katolickich.
A nam potrzeba świadków Ewangelii a nie przedsiębiorców Ewangelii. Rzecz zatem w jakości a nie w ilości.
Ostatnia akcja z plakatem oznajmiającym, że konkubinat to grzech wywołała wiele oburzenia zarówno w środowiskach ludzi niewierzących jak i tych, którzy przyznają się do wiary. Nie będę jej bronić, choć nie ze wszystkimi kontrargumentacjami się zgadzam. Chciałbym jednak wydobyć z niej, i z innych jej podobnym, kilka punktów wspólnych, które wywołują u mnie ewangelizacyjne ciarki wstydu.
Ponoć pytania "Czy istnieje Bóg?" nie postawiło sobie nigdy dwie trzecie polskiego społeczeństwa. Coś chyba jest na rzeczy. Wielokrotnie przekonałem się, że nawet z księdzem ludzie chętniej rozmawiają o zdrowiu lub polityce, niż o Bogu i w ogóle szeroko rozumianych sprawach wiary. Odnoszę wrażenie, że to "nierozmawianie" o Bogu staje się coraz głośniejsze.
Billboardy z walącym po oczach hasłem "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż!" musiał wymyślić ktoś, kto kompletnie nie rozumie, że Ewangelia jest Dobrą (a nie złą) Nowiną, a straszenie ludzi i wrzeszczenie na nich, to najgorszy z możliwych pomysłów na ewangelizację.
Właśnie wybuchła kolejna "zdortoafera" - spóźniona o miesiąc reakcja na pomysł, aby w ramach czystki religijno-etnicznej deportować z Polski Tatarów. Obok tego nie da się przejść obojętnie. Nie tylko dlatego, że stosunek Zdorta do islamu stanowi radykalne zaprzeczenie nauczania św. Jana Pawła II, podczas gdy papież Franciszek je kontynuuje. Czasem trzeba postawić tamę wykorzystywaniu wiary do swoich celów.
Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że część katolików w Polsce dokonuje niepokojącego rozróżnienia na dobrego papieża Benedykta XVI i złego Franciszka. Niekiedy jest to wręcz ostentacyjnie połączone z niechęcią wobec posługi i postaci obecnego papieża.
W przywołaniu Misterium Paschalnego Jezusa Chrystusa przekraczamy pewną granicę w naszym spotkaniu z judaizmem i islamem.
Na początku tego pontyfikatu pojawiły się zarzuty, że papież jest antyklerykałem. Teraz słyszę, że Franciszek nie tylko nie lubi księży, ale w ogóle katolików. Napięcie narasta. Co z tego wyniknie? Czy czeka nas schizma?
Cele, które stoją przed Kościołem, wykraczają zdecydowanie poza ziemską, doczesną rzeczywistość. Jednak na ich realizację w ogromnym stopniu wpływa sposób, w jaki jest on zarządzany na różnych swoich szczeblach.
Dodatkowo naukowcy opracowali także symulację sytuacji, w której mieszają się populacje: stosująca i nie stosująca in vitro. Okazało się, że na przegranej pozycji w tym spotkaniu jest ta pierwsza - wyginie wcześniej. I jest to według mnie informacja bardzo znacząca ze względów społeczno-prawnych. Nikomu tego nie życzę, ale jest bardzo prawdopodobne, że w chwili, kiedy przewidywania genetyków zaczną mieć bardzo konkretny wyraz praktyczny wyrażający się wzrastającą ilością chorych dzieci oraz osób bezpłodnych, powstanie getto.
Rozumiem, że intencją autorów projektu ustawy jest ukrócenie dotychczasowej dowolności i braku jakiejkolwiek kontroli nad stosowaniem "in vitro" przez kliniki w naszym kraju. Niemniej dylemat moralny pozostaje.
Wielki Post jest nie tylko okazją do pracy nad sobą, ale także czasem na nadrobienie zaległości względem drugiego człowieka. Może ktoś czeka od dawna na moją pomocną dłoń, na życzliwe słowo?
Jak to się zatem stało, że teraz zaczyna się w nich widzieć stronę konfliktu i traktuje się ich jako "krzyżowców", których należy wypędzić z islamskiej ziemi ?
{{ article.description }}