W Pradze trwa od kilku dni etap kontynentalny synodu o synodalności. Poza mediami katolickimi informacji o nim próżno jednak szukać w tzw. mediach świeckich. Podobnie było z etapem diecezjalnym, który właściwie do świadomości społecznej się nie przebił.
W Pradze trwa od kilku dni etap kontynentalny synodu o synodalności. Poza mediami katolickimi informacji o nim próżno jednak szukać w tzw. mediach świeckich. Podobnie było z etapem diecezjalnym, który właściwie do świadomości społecznej się nie przebił.
Życie odgrywa się w rzeczywistości, a nie w świecie wyobrażonym czy wymarzonym. Życie religijne nie jest wyjątkiem, i także w nim rzeczywistość, nawet dramatyczna, jest lepsza niż życie w nieświadomości i samooszukiwaniu.
Życie odgrywa się w rzeczywistości, a nie w świecie wyobrażonym czy wymarzonym. Życie religijne nie jest wyjątkiem, i także w nim rzeczywistość, nawet dramatyczna, jest lepsza niż życie w nieświadomości i samooszukiwaniu.
Raz po raz odzywają się głosy sugerujące papieżowi Franciszkowi, co powinien zrobić. A to pojechać na Ukrainę, bo to by był znaczący gest. Inni, potrząsając nieco głowami, zastanawiają się, jak to jest, że w ciągu 10 lat pontyfikatu papież nie pojechał do swojej ojczystej Argentyny. Dlaczego nie chce? Czy się czegoś obawia, a jeśli tak, to czego?
Raz po raz odzywają się głosy sugerujące papieżowi Franciszkowi, co powinien zrobić. A to pojechać na Ukrainę, bo to by był znaczący gest. Inni, potrząsając nieco głowami, zastanawiają się, jak to jest, że w ciągu 10 lat pontyfikatu papież nie pojechał do swojej ojczystej Argentyny. Dlaczego nie chce? Czy się czegoś obawia, a jeśli tak, to czego?
Za nami 31. finał Fundacji WOŚP. W mediach mieszają się głosy zachwytu nad zebranymi sumami i ludzką solidarnością, z tymi rzucającymi oskarżenia na Owsiaka i jego ekipę o rzeczy przeróżne. Nie wnikam w dyskusje i pyskówki, bo często niestety na tym kończą się starcia tych dwóch obozów. To co mnie zatrzymuje, co biorę dla siebie to pytanie ważne, uniwersalne i ponadczasowe - jak mądrze pomagać?
Za nami 31. finał Fundacji WOŚP. W mediach mieszają się głosy zachwytu nad zebranymi sumami i ludzką solidarnością, z tymi rzucającymi oskarżenia na Owsiaka i jego ekipę o rzeczy przeróżne. Nie wnikam w dyskusje i pyskówki, bo często niestety na tym kończą się starcia tych dwóch obozów. To co mnie zatrzymuje, co biorę dla siebie to pytanie ważne, uniwersalne i ponadczasowe - jak mądrze pomagać?
Kościół nie zginie, Bóg jest w jego wnętrzu. Tyle, że to nie taki Bóg, jakiego musi sobie wyobrażać większość pseudoproroków wieszczących rychłą zagładę Kościoła.
Kościół nie zginie, Bóg jest w jego wnętrzu. Tyle, że to nie taki Bóg, jakiego musi sobie wyobrażać większość pseudoproroków wieszczących rychłą zagładę Kościoła.
Odwaga do przyznania się do swojej niemocy jest chyba cenniejsza niż złoto. Biskup Dajczak odwagę w sobie odnalazł. I wielki szacunek za to mu się należy. Także za to, że otwiera pole do rzetelnej debaty, nad tym co jako społeczeństwo skrzętnie w sobie skrywamy albo czego nie zauważamy lub czego zauważyć nie chcemy.
Odwaga do przyznania się do swojej niemocy jest chyba cenniejsza niż złoto. Biskup Dajczak odwagę w sobie odnalazł. I wielki szacunek za to mu się należy. Także za to, że otwiera pole do rzetelnej debaty, nad tym co jako społeczeństwo skrzętnie w sobie skrywamy albo czego nie zauważamy lub czego zauważyć nie chcemy.
Kiedy byłem ministrantem – dawno, dawno temu – i nadeszła jedna z tych październikowych niedziel, gdy w kościołach liczy się wiernych, proboszcz mojej parafii zebrał nas wszystkich i tak wyjaśnił strategię na ten dzień: „Tu, chłopcy, jest lista. Stoicie przy drzwiach i liczycie osobno kobiety i mężczyzn. Potem w rubrykach przy każdej godzinie mszy zapisujecie, ile było osób. Na zakończenie dnia trzeba to wszystko podliczyć i wpisać tu” – pokazał na kartce. „Tylko pamiętajcie – pogroził nam palcem – liczcie tak, żeby nie wyszło mniej niż w zeszłym roku!”. „To znaczy ile?” – ktoś zapytał. „1500. Jak będzie mniej, to się będą z nas w kurii śmiali”. Zrobiliśmy tak, jak kazał ksiądz proboszcz.
Kiedy byłem ministrantem – dawno, dawno temu – i nadeszła jedna z tych październikowych niedziel, gdy w kościołach liczy się wiernych, proboszcz mojej parafii zebrał nas wszystkich i tak wyjaśnił strategię na ten dzień: „Tu, chłopcy, jest lista. Stoicie przy drzwiach i liczycie osobno kobiety i mężczyzn. Potem w rubrykach przy każdej godzinie mszy zapisujecie, ile było osób. Na zakończenie dnia trzeba to wszystko podliczyć i wpisać tu” – pokazał na kartce. „Tylko pamiętajcie – pogroził nam palcem – liczcie tak, żeby nie wyszło mniej niż w zeszłym roku!”. „To znaczy ile?” – ktoś zapytał. „1500. Jak będzie mniej, to się będą z nas w kurii śmiali”. Zrobiliśmy tak, jak kazał ksiądz proboszcz.
Jakiś czas temu, ćwicząc na siłowni, byłem świadkiem nieprzyjemnej sceny. Kilku osiłków za moimi plecami wymieniało się pomysłami, w jaki sposób poderwać kobietę, która im się spodobała. Ich słowa były chamskie, nieprzystające mężczyźnie, nienadające się do cytowania.
Jakiś czas temu, ćwicząc na siłowni, byłem świadkiem nieprzyjemnej sceny. Kilku osiłków za moimi plecami wymieniało się pomysłami, w jaki sposób poderwać kobietę, która im się spodobała. Ich słowa były chamskie, nieprzystające mężczyźnie, nienadające się do cytowania.
Obrona Jana Pawła II, jakiej podjęły się media katolickie jest świadectwem tego, że w wielu katolickich, także redaktorskich głowach, nie doszło jeszcze do duszpasterskiego nawrócenia na empatię wobec skrzywdzonych. Dla wielu wciąż najważniejsza jest instytucja.
Obrona Jana Pawła II, jakiej podjęły się media katolickie jest świadectwem tego, że w wielu katolickich, także redaktorskich głowach, nie doszło jeszcze do duszpasterskiego nawrócenia na empatię wobec skrzywdzonych. Dla wielu wciąż najważniejsza jest instytucja.
Słowa, które padły 28 stycznia br. w katedrze we Frankfurcie nad Menem w uszach polskich katolików brzmią znajomo. Pytanie jednak, czy tęsknoty, które przynajmniej niektórzy mogą w nich dostrzec, pomagają czy przeszkadzają.
Słowa, które padły 28 stycznia br. w katedrze we Frankfurcie nad Menem w uszach polskich katolików brzmią znajomo. Pytanie jednak, czy tęsknoty, które przynajmniej niektórzy mogą w nich dostrzec, pomagają czy przeszkadzają.
„Trędowaci? Widziałem ich nagich, wyjących, wygłodzonych, zrozpaczonych. Widziałem ich rany rojące się od much, ich cuchnące nory, ich puste apteki i strażników z karabinami” – pisał Raoul Follereau, uświadamiając, jak tragiczny los spotyka chorych na trąd. Myślelibyśmy, że to przeszłość. Ale nie, to jest nasza rzeczywistość.
„Trędowaci? Widziałem ich nagich, wyjących, wygłodzonych, zrozpaczonych. Widziałem ich rany rojące się od much, ich cuchnące nory, ich puste apteki i strażników z karabinami” – pisał Raoul Follereau, uświadamiając, jak tragiczny los spotyka chorych na trąd. Myślelibyśmy, że to przeszłość. Ale nie, to jest nasza rzeczywistość.
Wydaje się, że te dwa wątki: słabe homilie i nieposłuszni kapłani to dwie zupełnie różne sprawy, ale jest w nich jeden i to mocno bolesny punkt wspólny, który sprawia, że trudno nie widzieć tu dwóch stron tego samego medalu. Jaki?
Wydaje się, że te dwa wątki: słabe homilie i nieposłuszni kapłani to dwie zupełnie różne sprawy, ale jest w nich jeden i to mocno bolesny punkt wspólny, który sprawia, że trudno nie widzieć tu dwóch stron tego samego medalu. Jaki?
Jakiś czas temu trafiłam w Internecie na dyskusję dotyczącą rozwodów. Młoda kobieta, mama małego dziecka prosiła o wsparcie po tym, jak porzucił ją mąż. Choć nie udzielałam się w tej dyskusji w żaden sposób, z dużym zainteresowaniem przejrzałam komentarze. Nie odezwałam się tam z jednego powodu – zrobił to inny katolik, mówiący o tym, że małżeństwo to poważny sakrament, a miłość to wybór, za który warto brać odpowiedzialność. I o mało nie został zagryziony przez resztę komentujących.
Jakiś czas temu trafiłam w Internecie na dyskusję dotyczącą rozwodów. Młoda kobieta, mama małego dziecka prosiła o wsparcie po tym, jak porzucił ją mąż. Choć nie udzielałam się w tej dyskusji w żaden sposób, z dużym zainteresowaniem przejrzałam komentarze. Nie odezwałam się tam z jednego powodu – zrobił to inny katolik, mówiący o tym, że małżeństwo to poważny sakrament, a miłość to wybór, za który warto brać odpowiedzialność. I o mało nie został zagryziony przez resztę komentujących.
„Ja bym z takim papieżem nie wytrzymał” – stwierdził w 1999 roku w czasie pobytu w Gliwicach Jan Paweł II. Nawiązywał do swojej choroby, która spowodowała zakłócenia w podróży. Spotkanie z wiernymi w Gliwicach najpierw odwołano, a potem szybko znaleziono nowy termin.
„Ja bym z takim papieżem nie wytrzymał” – stwierdził w 1999 roku w czasie pobytu w Gliwicach Jan Paweł II. Nawiązywał do swojej choroby, która spowodowała zakłócenia w podróży. Spotkanie z wiernymi w Gliwicach najpierw odwołano, a potem szybko znaleziono nowy termin.
Sprawa księdza Daniela Galusa jest w pewnym sensie lustrem, w jakim przejrzeć się może i powinna polska, katolicka religijność. Nie jest to bowiem tylko kwestia nieposłuszeństwa czy indywidualizmu, ale pewnej formy religijności, która ma tendencje do wyradzania się w sekciarstwo.
Sprawa księdza Daniela Galusa jest w pewnym sensie lustrem, w jakim przejrzeć się może i powinna polska, katolicka religijność. Nie jest to bowiem tylko kwestia nieposłuszeństwa czy indywidualizmu, ale pewnej formy religijności, która ma tendencje do wyradzania się w sekciarstwo.
dobrawnuczka.blog.deon.pl
Co zrobić, gdy człowiek jest jeden, doba ma 24 godziny, a potrzebujących uwagi członków rodziny coraz więcej? Odpowiedź jest prosta: buduj więzi. Oparte na szczerości, akceptacji, wzajemnym szacunku. Fizycznej obecności. Nie tylko swoje, lecz także swoich bliskich, sąsiadów, znajomych z pracy.
Co zrobić, gdy człowiek jest jeden, doba ma 24 godziny, a potrzebujących uwagi członków rodziny coraz więcej? Odpowiedź jest prosta: buduj więzi. Oparte na szczerości, akceptacji, wzajemnym szacunku. Fizycznej obecności. Nie tylko swoje, lecz także swoich bliskich, sąsiadów, znajomych z pracy.
Od samego początku swojego pontyfikatu papież Franciszek mówi o prostocie, o ubóstwie, o szacunku dla stworzenia, o potrzebie nowej ekonomii. Wielu to wyśmiewa przypinając mu łatkę naiwnego marzyciela, lewicowca, zwolennika teologii wyzwolenia, człowieka oderwanego od realiów współczesnego świata. Dla wielu, zwłaszcza tradycyjnych i nawet głęboko wierzących katolików, te obszary są gdzieś na obrzeżach religii.
Od samego początku swojego pontyfikatu papież Franciszek mówi o prostocie, o ubóstwie, o szacunku dla stworzenia, o potrzebie nowej ekonomii. Wielu to wyśmiewa przypinając mu łatkę naiwnego marzyciela, lewicowca, zwolennika teologii wyzwolenia, człowieka oderwanego od realiów współczesnego świata. Dla wielu, zwłaszcza tradycyjnych i nawet głęboko wierzących katolików, te obszary są gdzieś na obrzeżach religii.
W ostatnim tygodniu pojawiły się w mediach dwie informacje, które wzbudziły dużo emocji: i nic dziwnego, gdyż obie dotyczyły Kościoła i pieniędzy. Pierwsza mówiła o budowie hotelowego kompleksu na Warmii, który wraz z drugim inwestorem rozpoczęła jakiś czas temu diecezja warmińska: drugi to dominikańskie ogłoszenie o poszukiwaniu fundraisera.
W ostatnim tygodniu pojawiły się w mediach dwie informacje, które wzbudziły dużo emocji: i nic dziwnego, gdyż obie dotyczyły Kościoła i pieniędzy. Pierwsza mówiła o budowie hotelowego kompleksu na Warmii, który wraz z drugim inwestorem rozpoczęła jakiś czas temu diecezja warmińska: drugi to dominikańskie ogłoszenie o poszukiwaniu fundraisera.
Na Pomorzu pierwszy tydzień zimowych ferii już za nami. To czas, gdy więcej rozmawiamy, sporo spraw załatwiamy wspólnie, ale też więcej oglądamy i czytamy. Im więcej wchłaniamy w siebie różnych treści, tym większy widzę kontrast i brak, a w sercu pojawia się ogromne rozczarowanie…
Na Pomorzu pierwszy tydzień zimowych ferii już za nami. To czas, gdy więcej rozmawiamy, sporo spraw załatwiamy wspólnie, ale też więcej oglądamy i czytamy. Im więcej wchłaniamy w siebie różnych treści, tym większy widzę kontrast i brak, a w sercu pojawia się ogromne rozczarowanie…
Kościół od lat tłumaczy, że święci mają być dla nas przykładem i pomagać nam w drodze do świętości - wszak nie żyli w "równoległym świecie". A w Składzie Apostolskim wyznajemy, iż wierzymy w "obcowanie świętych". Tyle, że… Jakoś po uroczystościach beatyfikacji czy kanonizacji o tych naszych przewodnikach szybko zapominamy.
Kościół od lat tłumaczy, że święci mają być dla nas przykładem i pomagać nam w drodze do świętości - wszak nie żyli w "równoległym świecie". A w Składzie Apostolskim wyznajemy, iż wierzymy w "obcowanie świętych". Tyle, że… Jakoś po uroczystościach beatyfikacji czy kanonizacji o tych naszych przewodnikach szybko zapominamy.