Czasem zadaję różnym znajomym kobietom proste pytanie. Jaką mamą jesteś? - Taką sobie – mówią na ogół. Z ojcami jest jeszcze gorzej. Ale gdy się na jednych i drugich z boku popatrzy chwilę dłużej – widać, że naprawdę są fajnymi, dobrymi, czułymi rodzicami. Choć to właśnie czułość ukrywają najgłębiej.
Rewolucja, przewrót – w kontekście działań Stolicy Apostolskiej słów tych używa się niezwykle rzadko. Wprawdzie od początku pontyfikatu papieża Franciszka pojawiają się one coraz częściej – od choćby w odniesieniu do zniesienia tzw. sekretu papieskiego w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich, co określono wręcz „przewrotem kopernikańskim – to jednak nie aż tak często byśmy do nich przywykli.
Przed tygodniem pisałem o tym, że Bóg na nas czeka, a także o tym, że możemy zobaczyć Jego działanie w historii naszego życia. Dobrze jednak wiemy, że nie zawsze łatwo przychodzi nam rozpoznawanie śladów Boga w codzienności, zwłaszcza w bolesnych doświadczeniach. Jest jednak miejsce, co do którego możemy być pewni, że Bóg tam właśnie na nas czeka.
Kościół jest instytucją i Boską, i ludzką. Uzdrowienie instytucji kościelnych wymaga zatem nie tylko działań boskich, sakramentalnych, ale i ludzkich. Tej podstawowej prawdy wielu polskich biskupów zdaje się wciąż nie pojmować.
Deon.pl
Informacja o czekającym mnie cesarskim cięciu i operacja nie były dla mnie traumą. Mimo tego, mimo mojej świadomości w temacie ciąży i porodu, trudno jest mi powiedzieć “urodziłam dziecko”.
Wszystko, co nas otacza, co do nas dociera na różne sposoby, wywołuje jakąś reakcję. Umiejętność rozpoznania i wprzęgnięcia jej w swój duchowy świat jest bardzo istotna. Św. Ignacy Loyola nazywa te reakcje stanem duchowego pocieszenia lub strapienia. Rozpoznanie i wykorzystanie naprzemiennego ich występowania to jeden z kluczowych elementów rozeznawania duchowego, jakie proponuje w swoich Ćwiczeniach Duchowych.
Kilka dni temu rozmawiałem z nastoletnią dziewczyną, jak na swój wiek bardzo dojrzałą i mądrą. Przyszła, by zupełnie szczerze powiedzieć mi, że jest niewierząca. Owszem, regularnie chodzi do kościoła, przystępuje nawet do sakramentów. Ale nie wierzy.
Deon.pl
Kiedy czytam opowieści ludzi odchodzących ostatnio z Kościoła, wstyd przyznać, ale w pierwszym odruchu budzi się we mnie ogromny bunt. Chciałabym im wytłumaczyć, że robią źle, że nie rozumieją. Krzyczeć, żeby ich przekonać. A chyba nie o to w tym chodzi.
Dyskusja o Kościele jest nam naprawdę potrzebna. Trzeba myśleć o tym, jak uporać się z kryzysami, które rozsadzają go od środka. Tematów jest sporo. A przestrzeń do dyskusji się otwiera. Warto z tej szansy skorzystać.
Mógłbym ten tekst zatytułować „Czego Szustak może nauczyć się od Loyoli?”. Nie chciałbym jednak zadzierać z jego żelaznym „elektoratem”, który podnieca się ostatnim filmikiem umieszczonym na kanale YouTube „Imponderabilia”. Ważne, by przesłanie, którego autorem jest sam Ignacy Loyola dotarło do Adama Szustaka nie przebierającego w słowach w krytykowaniu pasterzy Kościoła, którzy – tu przyznam mu rację – z trudem rozpoznają znaki obecnego czasu.
Ostatnio, nieco ironicznie, pomyślałam sobie, że właściwie potrzebowałam „tylko” trójki dzieci, by przekonać się, że generalnie jestem fajną mamą. Mądrą, czułą, czasem zwariowaną, czasem wymagającą, ale w ogólnym rozrachunku taką, którą się nie tylko kocha, lecz także i lubi. Co oczywiście nie oznacza, że wolną od błędów i taką, której na drodze wychowania nie zdarzają się epickie wpadki. Niestety.
Kaznodzieje czasem mówią, głoszą, angażują się niezależnie od tego, czy rzeczywiście w Słowie na dany dzień odkryli coś istotnego, coś, co zmienia ich, albo ma moc podnosić. Gadają, żeby gadać.
Dla wielu dość niespodziewanie papież Franciszek zachęcił katolików, by modlili się za finansistów i o regulację rynków finansowych. Dlaczego Następca św. Piotra zajmuje się światem wielkich pieniędzy?
To nie zaproszenie na seans spirytystyczny, nie żadne abrakadabra ani przypadkowe podejmowanie tego, co akurat jest najbardziej krzykliwe, narzucające się czy błyskotliwe. Rozeznawanie duchowe to swoiste „must do” – konieczność dla każdego, kto chce świadomie przeżywać swoje życie. Nie, nie tylko religijne. „Swoje”, to znaczy każdego, w każdej sytuacji, w każdym stanie cywilnym i wieku.
Wśród wielu licznych pomysłów na to, jak rozwiązać „problem niezaszczepionych” pojawia się kilka wybitnie szkodliwych – nie tyle nawet medycznie, ale społecznie. I nie trzeba mieć specjalizacji z medycyny, by móc to ocenić. Wystarczy trochę zwykłej logiki.
Przybywa ludzi, którzy jeżdżą z „eventu” na „event”, bo potrzebują placebo, potrzebują się lepiej poczuć. Tradycyjny katolicyzm zaczyna ich uwierać, a pociąga to, co tajemnicze i nieznane.
Instynkt macierzyński nie istnieje. To nie jest tak, że widząc dziecko i pieluszkę godzinę po porodzie, wiem, jak to obsłużyć, a stojący obok ojciec nie ma pojęcia, bo mu hormony nie podpowiadają.
Modlitwa, szczególnie prośby, często jest niewłaściwie rozumiana. I dotyczy to zarówno tych, którzy wytrwale ją praktykują, jak i tych, dla których jest ona pozbawiona sensu, bo przecież nie może wpłynąć na twardą rzeczywistość.
Ileż na niej formułek, ileż schematów, ileż bezdusznej wiedzy! A jak mało życia i zachęty do bycia w relacji z prawdziwą, bliską Osobą!
Wielu dzisiaj elektryzuje pytanie o ilość: „Ilu ludzi jeszcze do nas – do naszych kościołów – przychodzi?”. Liczymy i sprawdzamy, ilu przyszło. Ale nie pytamy, ilu z nas wyszło ku innym. Wyszło ze świadectwem wiary.
{{ article.description }}