Najpierw – spotkanie dla rodziców. Czterdzieści minut płomiennego kazania o wyzbywaniu się materialistycznych ciągot. Niech dla dzieci prezentem będzie Jezus. Niech nie dostają drogich podarunków, tu nie chodzi o smartfony i tablety, nie chodzi o sukienki, torebki i rękawiczki. To uroczystość duchowa. Materializm zostawmy sobie na świeckie okazje.
Po co iść z dzieckiem, skoro okazało się, że mszę można obejrzeć w telewizji i to z każdego miejsca na świecie? Albo odpuścić w ogóle, przecież i tak „nic to nie daje”. Pandemia trwa – na tyle już długo, że wielu dorosłych porzuciło chodzenie na nabożeństwa, które do tej pory kultywowali wyłącznie z tradycji. Za nimi zniknęły też ich dzieci.
Pandemia stała się dla Kościoła w Polsce (zapewne nie tylko, ale tym nie będą się zajmował) czasem prawdy. I wcale nie chodzi o laicyzację, ale o wiele elementów naszej pobożności, które ujawniły się z całą mocą. Widząc je, można naprawdę naszkicować solidny projekt duszpasterskich zmian, jakich potrzebujemy jako wspólnota.
Zarządzona na 12 września br. beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego i Matki Elżbiety Róży Czackiej nie jest przypadkiem. Jest raczej wysłanym przez papieża Franciszka sygnałem dla Kościoła katolickiego w Polsce.
Boga, który jest przyjacielem, nie wystarczy już tylko odwiedzać w kościele, adorować, okadzać, po czym można wyjść ze świątyni i spokojnie oczekiwać na rewanż. Bóg, który jest przyjacielem, jest kimś najbliższym, codziennym uczestnikiem mojego życia.
Tezy o próbach wprowadzenia cenzury, kontrolowania wypowiedzi księży, śledzenia ich kont w mediach społecznościowych, należy włożyć między bajki. Rewizja norm skończy się na przypomnieniu paru ogólnych zasad, dopisania do nich mediów internetowych i tyle. Zostanie, jak jest i nikt księży z telewizji, radia i internetu nie wypchnie.
Kościół, i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, jasno i zdecydowanie opowiada się za masowymi - choć nieobowiązkowymi - szczepieniami. Powody są zarówno naukowe, jak i religijne.
Pozbierają podręczniki, odkurzą plecaki. Chodnik zapełnią, ludzi znów spotkają, siądą w swych ławeczkach i wrócą do siebie.
Mówi bowiem o pełnej miłości i troski relacji dwojga ludzi – kobiety i dziecka. Dziecko symbolizuje tutaj człowieka słabego, osamotnionego, zalęknionego, pogrążonego w rozpaczy i zagubionego.
Doświadczenia osób, które są zatrudnione przez ludzi wyznających katolicyzm, są oczywiście bardzo zróżnicowane. Dwie moje rozmówczynie opisały skrajnie różne postawy swoich przełożonych, których łączy to, że deklarują się jako osoby wierzące - i zarządzają firmami o dość wysokich przychodach.
W Polsce o solidarności międzypokoleniowej mówi się zazwyczaj wtedy, gdy pojawia się temat emerytur, obciążeń służby zdrowia czy innych, potencjalnych kryzysów systemu zabezpieczenia społecznego. Nierzadko więc pojęcie to kojarzy się z nadciągającym kataklizmem i ze swego rodzaju teoretyczną fikcją.
Liczba młodych mężczyzn, którzy pukają do bram seminaryjnych w Polsce leci na łeb na szyję. W 2005 r. - roku śmierci Jana Pawła II – do seminariów diecezjalnych wstąpiło 1145 mężczyzn, w 2007 było to już tylko 786, w 2013 – 589, a w 2020 tylko 289.
„Biskupi przesunęli beatyfikację Wyszyńskiego, bo wiedzą, że gdy się odbędzie, to trzeba będzie zacząć go naśladować” – usłyszałem kilka tygodni temu z ust pewnego człowieka podczas jednej z kurtuazyjnych rozmów przykościelnych. I choć terminu beatyfikacji Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia nie przesunęli wcale biskupi, to nie trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, że wyniesienie tego Pasterza do chwały ołtarzy wiąże się z nie lada wyzwaniem i zadaniem na wiele lat dla Kościoła w Polsce.
Warto czytać Michela Houellebecqa. Jeśli mielibyśmy szukać kogoś, kto jest następcą Chateaubrianda, kto ze świeckiej perspektywy potrafi bronić najbardziej fundamentalnych wartości chrześcijaństwa, to jest to właśnie ów francuski pisarz.
Coroczny Tydzień Modlitw o Powołania do Kapłaństwa i Życia Konsekrowanego powinien być też czasem zadawania ważnych pytań dotyczących kandydatów do stanu duchownego, ale także naszych potrzeb i oczekiwań wobec nich.
Nie tylko nie „towarzyszy poszukującym” i nie wychodzi do „owiec spoza owczarni”, ale nie potrafi już nawet otoczyć troską tych owiec, które jeszcze zostały, którym się chce, które czekają na zmiany.
Gdy zaczyna się od historyjki z życia, jest szansa, że nie będzie tak źle. Jeśli od wiersza, wiem, że to będzie próba charakteru. A gdy startujemy od opowiastki Bruno Ferrero – na dziewięćdziesiąt dziewięć procent dalej będzie tylko gorzej.
Nie minęła jeszcze oktawa, a egoizm, zwątpienia i obawy znów zaczęły mi ciążyć. Oskarżyciel przy moim uchu jakby się przebudził z krótkiej drzemki i niezłomnie sączy swój jad. Ledwo co napełnione stągwie łagodności i cierpliwości (także do siebie samej!) wręcz wyparowały z mojej opromienionej zmartwychwstaniem codzienności. Więc co? Zmartwychwstał we mnie czy nie? Po czym to rozpoznać?
Kościół w Polsce ma bardzo duży problem z komunikacją. Spójność przekazu właściwie nie istnieje. Jest to niestety proces, który trwa od dłuższego czasu i wydaje się, że nikt nie ma pomysłu na to, jak temu przeciwdziałać.
Sprzeciw części świeckich, teologów, księży a nawet biskupów i kardynałów wobec deklaracji Kongregacji Nauki Wiary zakazującej błogosławienia związków niesakramentalnych (zarówno homo, jak i heteroseksualnych) nie zaskakuje. Jest on jedynie przypomnieniem prawdy oczywistej: Kościół katolicki, tak jak wszystkie niemal wyznania chrześcijańskie, jest w tej sprawie - i w wielu innych - głęboko podzielony.
{{ article.description }}