To prawda: Pan jest zawsze z nami. I to prawda, że Jego Kościół – zbudowany na Skale – ma gwarancję trwałości i zwycięstwa nad złem. Czy to oznacza jednak, że z każdym złem sobie radzi? Albo że radzi sobie z nim równie łatwo? Grzech pedofilii pokazuje, że nie: nie z każdym złem Bóg radzi sobie tak samo łatwo. Zwłaszcza, gdy ludzie Mu w tym skutecznie przeszkadzają.
Jako Kościół - i to zarówno w wymiarze instytucjonalnym, jak i wspólnotowym - potrzebujemy poważnej debaty. Jej tematem zaś, wbrew pozorom, wcale nie jest tylko sposób reakcji na dynamiczną laicyzację czy niszczące wspólnotę skandale seksualne, ile pytanie o to, jak głosić Chrystusa współczesnemu człowiekowi, i na czym polegać ma autentyczne aggiornamento.
Jeśli stracimy z oczu perspektywę chrztu (a także tych, którzy się do niego przygotowują w Wielkim Poście), czytania o przymierzu z Noem, czyli całą ludzkością, pobycie Jezusa na pustyni i kuszeniu, będzie dla nas niezrozumiałe. Wyróżnikiem Wielkiego Postu nie jest Męka Pańska i wyrzeczenia, lecz chrzest i jego skutki dla naszego życia.
Ofiary nadużyć seksualnych bardziej niż modlitwy za nie potrzebują naszego działania - modlitwy potrzebują raczej ci z nas, którzy wciąż zaklinają rzeczywistość.
Jezus pokazuje mi dzisiaj, że dotyk przywraca życie. Dlatego nie mogę go nikomu odmawiać. Także Charlie’mu. Nie dlatego, jakoby w nim nie było życia. Skoro ja boję się go dotknąć, to znaczy, że to ja jestem umarły i bardziej od Charliego życia potrzebuję. A Wy?
Co jest bardziej przerażające od świadomości, że Polska młodzież - a zwłaszcza polskie dziewczęta - nader często nie akceptuje swoich ciał, a nierzadko wręcz ich nienawidzi? Dla mnie jest to fakt, że jako społeczeństwo nie tylko tym osobom nie pomagamy, ale wręcz wytrwale „pracujemy” na to, by niechęć do własnego ciała była jeszcze bardziej powszechna.
Jezus upomni się jeszcze o swoje dziewczyny! – usłyszałam. Pomyślałam, że może właśnie to zrobił, kiedy papież wprowadził zmianę w Kodeksie Prawa Kanonicznego – kobiety w czasie liturgii mogą być nadzwyczajnymi szafarkami komunii św. Czy dzieje się to już choć w jednej polskiej parafii?
Przez ćwierć wieku Kościół nie był w stanie załatwić sprawy duchownego, na którym ciążyły zarzuty o wykorzystywanie seksualne małoletnich. Przewlekłość tego postępowania jest porażająca. Ksiądz Andrzej Dymer zmarł. Jego osądzeniem zajmie się Bóg. Ale dla nas na ziemi śmierć nie kończy sprawy.
Jestem zwolennikiem katechezy w szkołach i możliwości zdawania z niej matury, ale - jak sądzę - Kościół załatwiając to właśnie teraz i w taki, a nie inny sposób, nie tylko nic ni zyska, ale straci. A do tego, nie pierwszy i nie ostatni raz - poważną dyskusję na temat porażki systemu katechezy zastępujemy magiczną wiarą w sprawczą moc biurokracji.
Twierdzą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania. Arbitralnie i bez wątpliwości mówią innym, jak mają żyć. Nie wierzę takim ludziom.
Wszelkie skuteczne działania, prowadzące do rzeczywistych zmian w Kościele muszą być oparte o osobiste nawrócenie. Tylko doświadczenie spotkania z Bogiem, doświadczenie Jego miłosierdzia, uzdolni nas do powiedzenia: nie jestem ślepy, nie oszukuję siebie, ale kocham "ten" Kościół.
Rozczula mnie te 12 groszy. Czego stanowią równowartość? Strachu, kiedy było słychać łomot do drzwi? Jakiejś jednej łzy? Niedopitej kawy, która została na stole, gdy po niego przyszli? Ulubionego programu w telewizji, którego nie zdążył obejrzeć? Kilku sekund spędzonych tamtego dnia o świcie w radiowozie?
Biskup Damian Bryl oficjalnie przejął kierowanie diecezją kaliską. Ordynariuszem radomskim został bp Marek Solarczyk. Biskupów pomocniczych otrzymały Kraków i Tarnów. Czy południowe diecezje uzupełnią braki ordynariuszy we Włocławku, a przede wszystkim w Gdańsku?
W czasach, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa, a więc wcale nie tak dawno temu, seminarzystom (a w zakonach nowicjuszkom i nowicjuszom) powtarzano, że tylko w celibacie można służyć Bogu niepodzielnym sercem. Czasem, zdecydowanie rzadziej, można było usłyszeć nawet, że celibat jest „białym męczeństwem”. Nie wiem jak to wygląda obecnie.
Ogromna większość twierdzących, że są bezobjawowymi czy niepraktykującymi katolikami, w istocie nie wyznaje żadnych poglądów, a skupia się na przetrwaniu i wyznaje religię tumiwisizmu. W życiu społecznym znaczenie mają poglądy wypowiadane i wprowadzane w życie. I to nawet jeśli są one poglądami mniejszości.
"Nie dziwmy się więc i księżom, i wiernym świeckim, że w tym trudnym duchowo czasie radzą sobie, jak mogą. Tworzą swoje może i nieudolne dzieła, które znajdują odbiorców. Budują swoje duchowe przestrzenie internetowe, bo są (bo jesteśmy!) głodni Boga. Po prostu - pisze na swoim blogu ks. Paweł Nowacki, odnosząc się krytycznie do publikacji "Duszpasterstwo w czasie pandemii".
Słowo, które nas stworzyło i powołało do istnienia ma przeogromną moc. Jest w nim duch ożywczy, który nas buduje i uczłowiecza. Ale przez słowo można też umniejszyć, doprowadzić do skarlenia, a nawet cywilnie lub faktycznie zabić.
Myślenie, zgodnie z którym współczesnej rodzinie, będącej oazą spokoju i miłości, zagrażają głównie „obce” ideologie, jest dla części katolików wygodne, ale jednocześnie niezgodnie z prawdą.
Pytam siebie i Boga, czego dzisiaj potrzebujemy, by chrześcijaństwo znów zachwycało, inspirowało, przyciągało.
Zracjonalizowaliśmy sobie bogactwo, nieruchomości, aktywa i pasywa w Kościele - stworzyliśmy sobie do tego nową teologię - inną niż ta, którą głosi Jezus. I prawdopodobnie dlatego, nie uzdrawiamy i nie wyrzucamy złych duchów. Staliśmy się bardziej urzędnikami niż apostołami.
{{ article.description }}