Wciąż, jako ogół Kościoła, żyjemy w przekonaniu, że problem wykorzystywania seksualnego to nie nasz problem. Już wiemy, że to w ogóle możliwe, choć jeszcze jakiś czas temu nie mieściło się w głowie. Ale wciąż duża część wspólnoty wierzących widzi sprawę tak, że to problem osoby skrzywdzonej, sprawcy, wymiaru sprawiedliwości, a naszym jedynym zadaniem jest cieszyć się, że nas to nie dotyczy.
Marzy mi się świat, w którym nikt nie czuje się zmuszony do wierzenia w to, co narzuca dominująca kultura. Tęsknię za krajem, w którym nikogo nie wytyka się palcami dlatego, że wierzy w wartości, które nie mieszczą się w odwiecznych kanonach. Brakuje mi przestrzeni na debatę nieograniczoną dogmatami i stereotypami. Dlatego jestem fanem laicyzacji.
Kościelne prawo jest tak skonstruowane, że każdy może złożyć zawiadomienie o ewentualnych zaniedbaniach, a Watykan ma obowiązek doniesienia sprawdzić. To kolejny w ostatnich miesiącach dowód na to, że motu proprio Franciszka „Vos estis lux muni” (VELM), które opisuje procedury działania w przypadku podejrzenia zaniedbań ze strony biskupa, działa.
Jaka jest różnica między dziewczyną a kobietą? Gdzie przebiega ta magiczna granica? Kiedy jestem tylko kobietą, a kiedy już tą prawdziwą? Czy konieczne jest do tego urodzenie dziecka?
Rezygnacja kard. Reinharda Marksa to wydarzenie symboliczne. Pierwszy raz w historii najnowszej Kościoła do dymisji podał się metropolita, którego nikt nie tylko do tego nie zmuszał, ale który ma chlubną kartę w kwestii obrony ofiar i oczyszczania Kościoła z przestępstw seksualnych i ich tuszowania.
Rezygnacja kard. Reinharda Marksa z kierowania archidiecezją Monachium i Fryzyngi ma ogromną wymowę dla Kościoła i dla świata. A zgoda Franciszka na ujawnienie całości jego listu to bardzo ważny sygnał skierowany do biskupów w całym Kościele powszechnym. I nie tylko do nich.
Chcemy żyć świadomie, wybierać mądrze i mieć poczucie, że nasze decyzje mają sens i prowadzą do szczęścia. Ale jak to zrobić? Uczmy się od najlepszych! Ten potencjał drzemie w każdym z nas.
Czasem zadaję różnym znajomym kobietom proste pytanie. Jaką mamą jesteś? - Taką sobie – mówią na ogół. Z ojcami jest jeszcze gorzej. Ale gdy się na jednych i drugich z boku popatrzy chwilę dłużej – widać, że naprawdę są fajnymi, dobrymi, czułymi rodzicami. Choć to właśnie czułość ukrywają najgłębiej.
Rewolucja, przewrót – w kontekście działań Stolicy Apostolskiej słów tych używa się niezwykle rzadko. Wprawdzie od początku pontyfikatu papieża Franciszka pojawiają się one coraz częściej – od choćby w odniesieniu do zniesienia tzw. sekretu papieskiego w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich, co określono wręcz „przewrotem kopernikańskim – to jednak nie aż tak często byśmy do nich przywykli.
Przed tygodniem pisałem o tym, że Bóg na nas czeka, a także o tym, że możemy zobaczyć Jego działanie w historii naszego życia. Dobrze jednak wiemy, że nie zawsze łatwo przychodzi nam rozpoznawanie śladów Boga w codzienności, zwłaszcza w bolesnych doświadczeniach. Jest jednak miejsce, co do którego możemy być pewni, że Bóg tam właśnie na nas czeka.
Kościół jest instytucją i Boską, i ludzką. Uzdrowienie instytucji kościelnych wymaga zatem nie tylko działań boskich, sakramentalnych, ale i ludzkich. Tej podstawowej prawdy wielu polskich biskupów zdaje się wciąż nie pojmować.
Deon.pl
Informacja o czekającym mnie cesarskim cięciu i operacja nie były dla mnie traumą. Mimo tego, mimo mojej świadomości w temacie ciąży i porodu, trudno jest mi powiedzieć “urodziłam dziecko”.
Wszystko, co nas otacza, co do nas dociera na różne sposoby, wywołuje jakąś reakcję. Umiejętność rozpoznania i wprzęgnięcia jej w swój duchowy świat jest bardzo istotna. Św. Ignacy Loyola nazywa te reakcje stanem duchowego pocieszenia lub strapienia. Rozpoznanie i wykorzystanie naprzemiennego ich występowania to jeden z kluczowych elementów rozeznawania duchowego, jakie proponuje w swoich Ćwiczeniach Duchowych.
Kilka dni temu rozmawiałem z nastoletnią dziewczyną, jak na swój wiek bardzo dojrzałą i mądrą. Przyszła, by zupełnie szczerze powiedzieć mi, że jest niewierząca. Owszem, regularnie chodzi do kościoła, przystępuje nawet do sakramentów. Ale nie wierzy.
Deon.pl
Kiedy czytam opowieści ludzi odchodzących ostatnio z Kościoła, wstyd przyznać, ale w pierwszym odruchu budzi się we mnie ogromny bunt. Chciałabym im wytłumaczyć, że robią źle, że nie rozumieją. Krzyczeć, żeby ich przekonać. A chyba nie o to w tym chodzi.
Dyskusja o Kościele jest nam naprawdę potrzebna. Trzeba myśleć o tym, jak uporać się z kryzysami, które rozsadzają go od środka. Tematów jest sporo. A przestrzeń do dyskusji się otwiera. Warto z tej szansy skorzystać.
Mógłbym ten tekst zatytułować „Czego Szustak może nauczyć się od Loyoli?”. Nie chciałbym jednak zadzierać z jego żelaznym „elektoratem”, który podnieca się ostatnim filmikiem umieszczonym na kanale YouTube „Imponderabilia”. Ważne, by przesłanie, którego autorem jest sam Ignacy Loyola dotarło do Adama Szustaka nie przebierającego w słowach w krytykowaniu pasterzy Kościoła, którzy – tu przyznam mu rację – z trudem rozpoznają znaki obecnego czasu.
Ostatnio, nieco ironicznie, pomyślałam sobie, że właściwie potrzebowałam „tylko” trójki dzieci, by przekonać się, że generalnie jestem fajną mamą. Mądrą, czułą, czasem zwariowaną, czasem wymagającą, ale w ogólnym rozrachunku taką, którą się nie tylko kocha, lecz także i lubi. Co oczywiście nie oznacza, że wolną od błędów i taką, której na drodze wychowania nie zdarzają się epickie wpadki. Niestety.
Kaznodzieje czasem mówią, głoszą, angażują się niezależnie od tego, czy rzeczywiście w Słowie na dany dzień odkryli coś istotnego, coś, co zmienia ich, albo ma moc podnosić. Gadają, żeby gadać.
Dla wielu dość niespodziewanie papież Franciszek zachęcił katolików, by modlili się za finansistów i o regulację rynków finansowych. Dlaczego Następca św. Piotra zajmuje się światem wielkich pieniędzy?
{{ article.description }}