Papież Franciszek i Rok św. Józefa. Potrzebujemy dających przestrzeń nadziei w rodzinie, w społeczeństwie, ale i w mediach, także na naszym portalu. Napełniajmy nadzieją, uspokajajmy rozpalone umysły, wylewajmy oliwę łagodności na wzburzone fale krytyki, niepokoju i napięć! Spełniajmy codzienne małe gesty. Praktykujmy dyskretną, nienarzucającą się codzienną obecność. Historia zbawienia realizuje się w naszym świecie częstokroć pomimo naszych słabości.
Deon.pl
Nie da się wychować dzieci, nie wydając pieniędzy. I nie da się wychować, ukształtować młodego Kościoła na dobrych, wierzących, służących światu swoją wiarą i dobrem ludzi, nie wydając pieniędzy.
Gdy wsłuchuję się i medytuję słowo niedzielnej liturgii, trudno mi nie odczytywać go w kontekście aktualnych wydarzeń z pogranicza polsko-białoruskiego, gdzie koczuje grupa ludzi (w tym matka z piątką dzieci) oczekujących pilnej pomocy, także medycznej. Myli się ten, kto twierdzi, że jest to problem li tylko natury politycznej lub nawet ideologicznej.
Warto czasem poszukać dłużej i znaleźć miejsce, które będzie przestrzenią wzrostu na każdy czas w zyciu. Mamy w Kościele ogromne pole wyboru – przy każdej parafii działają grupy, choć nie zawsze to, co najbardziej potrzebne, możemy znaleźć u siebie. Warto poszukać według pragnień i możliwości.
Nieco ponad dwa lata temu – od 1 czerwca 2019 r. - zaczęły w Kościele obowiązywać przepisy zapisane przez Franciszka w motu proprio „Vos estis lux mundi” (VELM), dotyczące odpowiedzialności biskupów i wyższych przełożonych zakonnych za zaniedbania popełnione przy sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne. Efekty wprowadzenia tych przepisów można z pewnością starać się podsumować. a przykład polskiego Kościoła jest do tego dobrym przypadkiem.
Chrześcijaństwo powinno być znakiem sprzeciwu także w wymiarze społecznym i politycznym. Jego ostrze skierowane jest przeciwko każdej depersonalizacji, każdemu odbieraniu godności, niezależnie od tego, czy dotyczy nienarodzonych, wykluczonych czy imigrantów i uchodźców.
Chleb, o którym mówi Jezus jest lekarstwem na nasze lęki i niepokoje, a nie nagrodą za bycie grzecznym, świętym i bezgrzesznym. Czy mam prawo odmawiać komukolwiek tego chleba? Myślę, że nie. I wcale nie dlatego, że jestem „tolerancyjny”, „ekumeniczny” czy „miłosierny”, lecz dlatego, że tego spotkania z człowiekiem w Komunii św. pragnie sam Jezus.
Proponuję Wam eksperyment. Przez miesiąc nie czytajcie żadnych wiadomości. Nie oglądajcie żadnej telewizji. Nie skaczcie po portalach informacyjnych. Sięgnijcie za to po książki. Zwykłe, papierowe, grube tomiszcza.
Amplituda bodźców przykuwających naszą uwagę jest bardzo duża. Koronawirus i to, co się z nim wiąże. Niepokój o sprawy ekonomiczne, o świat po pandemii. Kataklizmy naturalne, które coraz bardziej nas trapią. Sprawy kościelne także pozostawiają wiele śladów w naszym duchu. Obawy o pokój na świecie, kryzys migracyjny, itd.
Duża część Polaków spogląda w tych dniach w kierunku polsko-białoruskiej granicy. Telewizje pokazują nam obrazy z Usnarza Górnego, małej wioski na Podlasiu, w której pomiędzy słupami granicznymi siedzi od kilku dni 50-osobowa grupa uchodźców - Afgańczyków i Irakijczyków.
Ostatni rok był trudny. Niepewność pracy, zdalne nauczanie, choroby, ograniczenia, dezorientacja na każdym kroku. Stąpanie po kruchym lodzie. Tak bardzo chciałabym sprzęt do zdalnego nauczania schować na zawsze albo zakopać w ogródku!
To właśnie pięć lat po zakończeniu II wojny światowej, zostaje ogłoszony dogmat o wniebowzięciu Matki Bożej. Rozumiecie? Zaraz po wojnie degradującej, poniewierającej i upadlającej ludzkie ciała zostaje dowartościowane ciało człowieka, ciało Maryi.
W obliczu złej teologii i błędnie przedstawianej przez biskupa doktryny Kościoła nie wolno i nie należy milczeć. Prawda nie zawsze obroni się sama, a zranieni w Kościele mają prawo usłyszeć jasne odrzucenie niekatolickich opinii na temat tego, co przeżyli.
To, że jakiś biskup w najważniejszym polskim sanktuarium maryjnym w szczycie pielgrzymkowym mówi wywołujące szerokie wzburzenie rzeczy to jedno. Drugie, to reakcja innych członków episkopatu.
Kościół w Polsce zachęca, aby miesiąc sierpień był przeżywany jako czas abstynencji i był kolejnym krokiem do osiągnięcia trzeźwości całego narodu. Przez jednych jest to kwitowane wzruszeniem ramion. Przez innych traktowane jest jako przejaw nieuprawnionej ingerencji i wtrącanie się w codzienne życie ludzi, odbieranie im tego, co przyjemne i dające radość. Jeszcze inni powiedzą: niech Kościół zrobi porządek najpierw u siebie, w swoich szeregach a potem ustawia życie innym.
Parawany: temat od pewnego czasu grzany co wakacje we wszystkich mediach, zwłaszcza społecznościowych. Odkryty, gdy urlop za granicą stał się chwilowo niemożliwy albo bardzo utrudniony i trzeba było szukać lokalnych zamienników. A że morze mamy w Polsce tylko jedno – nic dziwnego, że zjawiła się nad nim spora grupa ludzi, którzy do tej pory z naszym kapryśnym Bałtykiem niewiele mieli wspólnego.
Dziś piątek trzynastego, co za pech! Na pewno spotka mnie jakieś nieszczęście! I to wszystko przez ten nieszczęsny piątek! Piątek trzynastego, witanie się przez próg, swędząca dłoń, spadający widelec, czarny kot, przechodzenie pod drabiną, zauroczenie dziecka i sposoby na zdjęcie tegoż uroku. To takie pierwsze skojarzenia.
To być może kontrowersyjna teza, ale czasem Kościół, zatrzymując księdza pedofila w swoich szeregach, chroni przed nim społeczeństwo.
Dla człowieka naprawdę wierzącego odseparowanie od Eucharystii może być i często bywa duchową traumą. Może prowadzić do kryzysu wiary, który rodzi się na skutek doświadczania poczucia odrzucenia przez wspólnotę, a nawet przez samego Boga (choć oczywiście jest to odczucie często bardzo subiektywne).
Są takie filmy, z których się nie wychodzi, które pozostają w człowieku na długo, wiążą się ze wspomnieniami osobistymi i konfrontują z pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi. Tak jest z „Ojcem” Floriana Zellera, z brawurową rolą Anthony’ego Hopkinsa.
{{ article.description }}