Potrzeba nam kogoś, kto zrozumie nasze duchowe potrzeby bez ich oceniania

Potrzeba nam kogoś, kto zrozumie nasze duchowe potrzeby bez ich oceniania
Fot. Aarón Blanco Tejedor / Unsplash

Wielką siłę i sens widzę w zwykłych, często przypadkowych rozmowach tych bardziej zaangażowanych, świadomych katolików z osobami, które są na innym etapie swojej życiowej drogi. Jesteśmy na różnych etapach swojego życia duchowego, a drugi człowiek jest często kimś, kto nie pojawia się na naszej drodze by go oceniać, ale po to, byśmy wzajemnie mogli się ubogacać.

Przedziwne rozmowy o życiu duchowym prowadzę ostatnio z ludźmi. Część z nich - szczególnie w Internecie - to pole ścierania się katolików mniej i bardziej konserwatywnych. To jest jednak jakiś mikro odsetek całości tych rozmów. Większość dzieje się w życiu realnym, wśród znajomych. Choćby tych, z którymi spotykam się w salce parafialnej, gdy odprowadzam dziecko na katechezy komunijne. Czy z osobami spotkanymi przypadkiem na ulicy, którzy proszą o modlitwę za kogoś bliskiego, bo kojarzą mnie z kościoła. Te rozmowy budzą we mnie ostatnio nieodpartą myśl o tym, jak bardzo potrzebujemy w życiu nie tylko normalnej, głębszej rozmowy i czyjegoś zwykłego towarzyszenia, ale również potrzeba nam kogoś, kto zrozumie nasze duchowe potrzeby, bez ich oceniania i wartościowania.

DEON.PL POLECA



Czas pandemii pokazał nam w Kościele pewną ważną rzecz, z której niestety nie wszyscy wyciągnęli naukę. Ludzie poszukują. Gdy zamknięto kościoły i wielu z nas zostało jedynie uczestnictwo w Mszy za pomocą internetu, łatwo było znaleźć w szerokim spektrum możliwości przekaz odpowiedni dla siebie. Kaznodzieję, który trafiał swoim patrzeniem na Ewangelię. Czy księdza, po którego modlitwie było widać, że celebruje Eucharystię, a nie tylko ją "odprawia". Gdy czas pandemii się skończył i wróciliśmy do swoich parafii, okazało się, że został pewien niedosyt, głód. Że doświadczenie pandemii ma też pozytywne oblicze, bo pokazało, że można inaczej. Głębiej. Bardziej do i dla ludzi.

Katechezy do Komunii syna to dla mnie bardzo fajny i wyjątkowy czas. Ileż mądrych i wartościowych rozmów za mną! O tym, że nie zgadzamy się na bylejakość, że wymagamy szacunku wobec siebie nawzajem, że chcemy by nasze dzieci mogły doświadczyć takiego Kościoła, jakiego my 20-30 lat temu nie doświadczyliśmy. Staramy się dawać to sobie wzajemnie. Mój syn ma sporo szczęścia, ma mądrego i życiowego kapłana, który prowadzi jego przygotowania. Ma też całą ekipę kumpli z klasy, którzy nie tylko nie wyśmiewają jego przygotowań (a tego doświadczyliśmy 3 lata temu, gdy starszy syn przygotowywał się do przyjęcia sakramentów), ale którzy wzajemnie się wspierają, nakręcają, chodzą całą ekipą na nabożeństwa. A ja? Mam rodziców, którzy mnie inspirują, ubogacają, są dla mnie wzorem. To dobry czas, bo pokazuje wagę i sens wspólnoty i tego, jak o wiele łatwiej jest, gdy mamy obok siebie ludzi, którzy idą tą samą drogą.

Wielokrotnie słyszałam od moich internetowych hejterów, albo od kapłanów, którzy nie rozmawiają z ludźmi (ale lubią ich z góry ocenić), że dziś ludzie nie szukają głębi i nie dbają o swoją duchowość, że z lenistwa np. nie dbają o życie sakramentalne. Pewnie jakaś część ludzi tak właśnie żyje. Znam jednak wielu takich, którzy szukają od lat, ale zderzają się z murem. Bylejakości, oceniania, przepychanek wewnątrz Kościoła. Tych, którzy komuś zaufali i przejechali się tak bardzo, że boją się zaufać kolejny raz. To zniechęca. Podcina skrzydła tym, którzy nie nauczyli się jeszcze latać, a tak bardzo - gdzieś w głębi - tego pragną.

Wielką siłę i sens widzę w zwykłych, często przypadkowych rozmowach tych bardziej zaangażowanych, świadomych katolików z osobami, które są na innym etapie swojej życiowej drogi. Jesteśmy na różnych etapach swojego życia duchowego, a drugi człowiek jest często kimś, kto nie pojawia się na naszej drodze by go oceniać, ale po to, byśmy wzajemnie mogli się ubogacać. Wspierać. Jest jednak pewno "ale". Musisz być na tyle prawdziwy, otwarty na ludzi, dojrzały i normalny by ludzie chcieli z tobą rozmawiać. By pokazywali ci swoje rany. By mówili o swoich tęsknotach i zawiedzionych oczekiwaniach. To wcale nie jest przecież takie łatwe, ale jest możliwe. Ja właśnie takich ludzi ostatnio spotykam, takich którym po prostu ufam…

Od lat przemawiają do mnie słowa, które kiedyś usłyszałam, że często jesteśmy jedyną Biblią, po którą ludzie sięgają. Jeśli jesteś w Kościele, zobacz czy jesteś dla innych inspiracją, czy kamieniem, który lepiej wrzucić w morze. Czy masz w sobie otwartość na słuchanie bez oceniania. Na proste bycie, którego wszyscy tak bardzo pragniemy, ale niewielu z nas potrafi go innym dać. Potrzebujemy siebie nawzajem. Bardzo. Bez względu na to na jakim etapie życia duchowego dziś żyjemy. Pragnienia mamy te same, choć różne drogi prowadzą do ich realizacji. Bądźmy dla siebie mądrym wsparciem. Kimś, przy kim po prostu można czuć się bezpiecznie, również w przestrzeni życia duchowego.

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Magdalena Urbańska

Nie musisz być perfekcyjna. Bądź doskonała!

Doskonałość to nie bezgrzeszność ani zbieranie odznak za nieskazitelny wygląd, idealne wychowanie dzieci, wzorcowe małżeństwo czy dom godny pokazania na Instagramie. Doskonałość to nieustanne dążenie do prawdy ‒ o...

Skomentuj artykuł

Potrzeba nam kogoś, kto zrozumie nasze duchowe potrzeby bez ich oceniania
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.