Rozeznanie i wrażliwość mogą uratować nasz świat
Fala przemocy i wyzwań wychowawczych wśród młodzieży wymaga od nas dojrzałego rozeznania oraz wsparcia dla nauczycieli i szkoły. Brutalizacja życia, tragiczne wydarzenia w Polsce i brutalne spektakle medialne na świecie stawiają pytanie o naszą wrażliwość. Zło nie dzieje się w próżni – to efekt obojętności i braku reakcji. Zamiast zrzucać winę na innych, musimy chronić najsłabszych. Przeciwwagą dla chaosu pozostają prawe sumienie, odwaga i determinacja w budowaniu ludzkiego świata.
Wstrząsające, ale i bulwersujące są wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami w ostatnim czasie, zarówno u nas w kraju, jak i na świecie. Nie, nie ustępujemy innym w zastanawiających i zaskakujących skalą negatywnych zjawiskach przemocy, gwałtu, perwersyjnego ekshibicjonizmu czy pospolitego chamstwa. W wielu wypadkach dotrzymujemy kroku światu, choć wielu miejsc jeszcze nie znamy i nie mamy do nich dostępu.
Bulwersuje nas to, co dzieje się w USA, zwłaszcza ostatnie wydarzenia, przerwana procedura wykonania kary śmierci i zapowiedź transmisji z wykonania innego wyroku śmierci przez rozstrzelanie. Kościół jednoznacznie sprzeciwia się nie tylko samej karze śmierci, ale i czynieniu z niej widowiska medialnego. To nie jest droga do żadnej sprawiedliwości, nie odstrasza nikogo, a dodatkowo brutalizuje i znieczula wrażliwość moralną i społeczną odporność na zło.
Oczywiście, w ostatnich dniach żyjemy wydarzeniami z okolic Wyszkowa czy innych polskich miejscowości. Budzą one nasz psychiczny sprzeciw, złość, ale i konsternację. To jest pośród nas, w naszym sąsiedztwie, nie w jakichś zdegenerowanych patologicznych środowiskach. To są nasi młodzi ludzie i często nasze małe ojczyzny.
Nie jest łatwo znaleźć równowagę między tym, na ile mamy dać się wciągnąć i angażować (nawet tylko jako bycie na bieżąco z informacją) w różnego rodzaju wydarzenia, które się dzieją w naszym środowisku lokalnym, krajowym czy na świecie. Nie wszystko bowiem mi służy. Nie wszystko jest przydatne. Dużą rolę odgrywają tu media, także te społecznościowe. Korzystanie z informacji, jakie są dostępne wymaga dobrego rozeznania, umiejętności oceny nie tylko zjawisk, ale i potencjalnych ich konsekwencji. Rozeznanie jest tu słowem kluczem.
Jest duża pokusa, żeby pomyśleć, że ‘to oni, tamci’... To się dzieje jednak blisko, pośród nas. Może łatwiej byłoby to zaakceptować, gdyby takie rzeczy działy się daleko od nas. Może by mniej bolało albo może mniejsze byłoby poczucie zawodu, rozczarowania sobą i innymi.
Kara śmierci jest niedopuszczalna, uderza w nienaruszalność i godność osoby - wskazuje Leon XIV. Sprawiedliwość i dobro wspólne mogą być chronione bez uciekania się do tej kary ️ https://t.co/P63j20WcRP https://t.co/XmytnvcXUH
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) October 10, 2026
Nie, to nie są jednak jacyś obcy ludzie. Nie możemy dać sobie wmówić, że są jakimś obcym elementem, którego sami sobie nie stworzyliśmy i nie dopuściliśmy, choćby przez wycofanie, niereagowanie na zło, brak uwagi i wrażliwości na wpływ otoczenia. Nie mam swoich dzieci i nie będę nikogo pouczał, jak ma sobie radzić z wychowaniem, ale daleki jestem od tego, by łatwo oskarżać i przypisywać komuś złą wolę. Jesteśmy w tym wszyscy razem i boli nas wszystkich. Nie jednakowo, bo to niemożliwe, ale stosownie do miejsca i roli, jaka każdemu jest przypisana.
Mam wielu przyjaciół nauczycieli. Niejednokrotnie mam okazję do słuchania o problemach wychowawczych i rozwojowych. Mam szacunek do ich wysiłku i serca, które wkładają w wychowanie młodego pokolenia. Ostatnie wypadki dotyczą w szczególny sposób niepełnoletnich, a więc młodych ludzi jeszcze w wieku szkolnym. Nasz system edukacji, nauczyciele i personel szkolny zasługują na szacunek i uznanie za wysiłek wychowawczy, jaki podejmują. A organizatorzy challenge-ów powinni być ścigani jako podżegający do przestępstwa.
Żyjemy w niezwykle rozdygotanym świecie. Trwające wojny, napięcia społeczne i polityczne, zapaść instytucji międzynarodowych, rozjemczych i pomocowych, zawirowania gospodarcze sprawiają, że nie tylko ład ogólnoświatowy, ale i nasze lokalne wspólnoty są nieefektywne i nie są w stanie osiągnąć tego celu, do jakiego zostały powołane, a mianowicie dbać o pokój i ład społeczny, wspierając przede wszystkim najsłabszych i bezbronnych.
Choć brzmi to dosyć pesymistycznie, nie jesteśmy skazani na porażkę. Wciąż mamy jako oręż dobre intencje (nie mylić z chęciami), wyczucie tego, co dobre i właściwe, wrażliwość i odwagę, prawe sumienie i determinację, aby pozostawiać po sobie świat bardziej przyjazny i ludzki. To nie jest zadanie dla innych – obcych. Rozeznanie i wrażliwość każdego z nas jest drogą do uratowania naszego świata.


Skomentuj artykuł