Te małe gesty robią nam Triduum. Jak przeżyć święty czas, gdy kryzys goni kryzys?

Te małe gesty robią nam Triduum. Jak przeżyć święty czas, gdy kryzys goni kryzys?
Fot. Thays Orrico / unsplash

Przytłoczenie - to słowo, które od dłuższego czasu najlepiej opisuje naszą codzienność. Kakofonia nieustających potrzeb dzieci, niekończące się obowiązki zawodowe, choroby i niespodzianki z kategorii „full hardcore”, które - jak wiadomo - nigdy nie przychodzą pojedynczo. Bywa, że nasza duchowa codzienność bardziej przypomina zarządzanie kryzysem niż tankowanie u Źródła nadziei i pokoju. I w tej perspektywie, wchodząc w Wielki Tydzień, powtarzam sobie i bliskim: no zobaczcie, jak dobry jest Pan Bóg, jak dobrze, że znowu możemy przeżywać Triduum. Dlaczego?

Triduum, czyli szansa jedna na rok

Bo Triduum jest coroczną szansą, pod warunkiem, że zechce się włożyć minimum wysiłku, by je zauważyć i spróbować świadomie przez te dni przejść. Bardzo mi pomaga owocnie je przeżywać uświadomienie sobie, że Triduum jest liturgią na wskroś przenikającą moją codzienność. Ono wcale nie dzieje się tylko w kościele - to jest przecież ten wyjątkowy czas w roku, gdy liturgia przez trzy dni się nie kończy, a wręcz niejako „opuszcza” świątynie i wchodzi z nami „pod strzechy”. Ta myśl bardzo wyostrza moje duchowe radary. Gdy z powodu choroby dziecka nie mogę np. sama uczestniczyć w wielkoczwartkowych uroczystościach, to w pewnym stopniu krzepi mnie świadomość, że świętowanie się zaczęło, ale nie skończyło i że mój Kościół robi wszystko, bym w jego przestrzeni mogła choć na chwilę zbliżyć się do sacrum - czy to w „ciemnicy” czy przy całonocnej adoracji Krzyża. Jasne, że to nie to samo, ale jednak coś. Są też małe gesty, które bardzo pomagają uświęcić ten czas w domu. Od lat je stosujemy w naszej rodzinie i co roku przekonujemy się, jak bardzo nas budują.

DEON.PL POLECA




Wielki Czwartek. Bliskość przy stole (i na kanapie)

Mamy czwórkę dzieci, w tym jednego malucha na etapie: „45 minut w ciszy i w jednym miejscu, chyba sobie kpisz, mamusiu?!”. Odsądzane przez liturgistów od czci i wiary pomysły na podwójne liturgie w parafii (jedną uroczystą, drugą, nieco „krótszą”) są więc dla nas naprawdę wspaniałą szansą, by móc bez szkody dla czystości myśli (naszych i bliźnich), uczestniczyć w wielkoczwartkowej Eucharystii. Staramy się skwapliwie korzystać z tych okazji, bo niewątpliwie dobrze jest zacząć Triduum we wspólnocie Kościoła. Po Mszy pędzimy jednak do domu na naszą prywatną wieczerzę.

Entourage jest co roku podobny: odświętne ubrania, biały obrus, świeca i proste danie nawiązujące do biblijnego stołu (duchowość duchowością, ale głodny człowiek średnio kontempluje tajemnice wiary). Rozmawiamy przy stole niby jak co dzień, ale jednak inaczej. Czuć, że zaczyna się coś ważnego. Nastolatki żywo komentują usłyszane kazanie, my, rodzice, staramy się spokojnie podzielić i naszymi refleksjami po Wielki Poście, zastanawiamy się, jak to było, gdy Pan Jezus siedział ze swoimi uczniami na Passze. Maluchy, jak to maluchy, roztrząsają własne problemy („czy naprawdę muszę jeść tą rybę, maaamoooo”).

Kulminacją wieczoru jest jednak mycie nóg - za każdym razem przeżywane tak samo: z lekkim skrępowaniem i w takt nerwowych chichotów dzieci. Kiedy najpierw mój mąż, a potem ja klękamy przed sobą wzajemnie i przed dziećmi z miską i ręcznikiem dzieje się coś bardzo intymnego. To jest każdorazowo trudne dla tego, kto myje i dlatego, kto jest obmywany. Nastolatek, który jeszcze rano naburczał na ciebie i trzasnął drzwiami, teraz podaje ci niezręcznie stopę, a ty masz szansę jeszcze lepiej zrozumieć jak niesamowity gest uczynił Chrystus. W naszym domu to wielkoczwartkowe mycie nóg działa lepiej niż niejedna rozmowa „o relacji”. Po takim geście nic już nie jest takie samo.

Wielki Piątek. Krzyż w centrum

Kilka lat temu byliśmy u znajomych. W ich salonie stały dwa stoły. Przy jednym toczyło się życie, na drugim - tuż przy wejściu - leżał duży, prawie metrowy krzyż, obok świece i Pismo Święte. Gospodarze za każdym razem, gdy przechodzili obok, dotykali krzyża.
Tak po prostu, jakby to było najbardziej naturalne na świecie. Kiedy zapytałam o to gospodynię, przytuliła krzyż i powiedziała: „Piękny jest, prawda? Przypomina nam, jakimi jesteśmy szczęściarzami”. I to zdanie wraca do mnie co roku.

DEON.PL POLECA


W Wielki Piątek i na naszym stole kładziemy największy krzyż, jaki mamy w domu - wszystko po to, by przypominał nam o Miłości, która nie waha się iść aż na Golgotę. To centralne ustawienie pozwala raz po raz zatrzymywać się przy nim na chwile czułego spojrzenia. Kiedyś córka powiedziała mi - „Lubię patrzyć, jak go dotykasz, gdy przechodzisz obok. To mi się kojarzy z wieczorem, gdy przychodzisz do nas powiedzieć, że nas kochasz. Też takie ciepłe to jest”.

Wielka Sobota. Zapracowana cisza

Moi bliscy wiedzą, że w sobotę czeka nas wielkie sprzątanie. Tak, wiem. Mało mistyczne, za to bardzo wcielone. Każdy dostaje zadanie, a kto się miga od mopa i odkurzacza, awansuje do sekcji kuchennej: pieczenie chleba, ciasta albo produkcja pisanek (co, jak wiadomo, potrafi być bardziej wymagające niż niejedno szkolenie zawodowe).

W tej zapracowanej ciszy - bo i o ten wymiar staramy się zadbać - nigdy nie chodzi o perfekcję wykonania, tylko o udział. O wspólnotę doświadczenia i oczekiwania, o to, żeby każdy, nawet najmłodszy, mógł powiedzieć: to są nasze święta, ja też do nich dołożyłem swoją cegiełkę. A przy okazji, przygotowując „święconkę”, staramy się też zadbać o to, by komuś coś z niej oddać. Zawsze spotykamy podczas święcenia a to kogoś z rodziny, a to znajomych, którym można coś podarować z koszyczka. To dobrze przypomina, że nasze ręce mają moc błogosławienia i przekazywania dobra innym. I nie jest to żadna magia, tylko Boża logika zapisana w naszych sercach.

Poranek, który nie zna umiaru

Muszę wyznać, że w naszym domu sobotnia cisza kończy się spektakularnie. Ci, którzy wracają z nocnej liturgii, wchodzą do domu ze śpiewem na ustach, a niedzielny poranek już od lat rozbrzmiewa uwielbieniem. Zaraz po przebudzeniu puszczamy na cały regulator „Alleluja”. Tak, to słynne Haendla. I nie, sąsiedzi nie mają nic do powiedzenia - Chrystus zmartwychwstał, więc trudno zachować się powściągliwie!

A kiedy tak w wielkanocny poranek śpiewamy, tańczymy, czasem wygłupiamy, dzieje się coś pięknego: dzieci, które widzą radość rodziców, wchodzą w nią bez oporu i wzmacniają swoim potencjałem. W efekcie to my, dorośli, uczymy się od nich, jak całym sobą mówić Bogu „dziękuję” i cieszyć się dobrą nowiną, że nasze życie wcale nie kończy się tu i teraz.

Przytłoczony? Jezus też tam był

Kiedy patrzę na Jezusa u progu Wielkiego Tygodnia, wraca do mnie jedna myśl: On też był przytłoczony. Tym, co miało nadejść. Ludźmi - raz zachwyconymi, raz wrogimi, raz czułymi, raz kompletnie obojętnymi, w dużej mierze … nierozumnymi i nierozsądnymi. Cierpieniem, które było już bardzo blisko. Hałasem, pytaniami, gestami, nadziejami (swoimi i innych). Jak On to wszystko przeszedł? Nie wiem. Ale widzę jedno: nie zatrzymał się na ciężarze.

Życzę więc nam wszystkim - sobie też - żebyśmy w tym roku nie tylko „dali radę” z Triduum, tylko byśmy je na miarę naszych rzeczywistych szans i możliwości spróbowali przeżyć choćby w małych, domowych gestach. Czasem to właśnie one prowadzą nas najprościej do Źródła Miłości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Grzegorz z Nyssy

Zamieszczone w zbiorze homilie na okres paschalny nie zostały pomyślane przez ich autora, św. Grzegorza z Nyssy (ok. 335 – ok. 395), jako spójny cykl. Są one zróżnicowane zarówno pod względem treści, stylu, poruszanych zagadnień,...

Skomentuj artykuł

Te małe gesty robią nam Triduum. Jak przeżyć święty czas, gdy kryzys goni kryzys?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.