Wojna w Ukrainie. Miłość nie pozwala zakorzenić się nienawiści

Wojna w Ukrainie. Miłość nie pozwala zakorzenić się nienawiści
Fot. depositphotos.com

Minęły cztery lata od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Coraz więcej świadectw zdaje się mówić, że wojny nie wygrywa się nienawiścią i liczba zabitych nieprzyjaciół nie przybliża do zwycięstwa. Inna jest droga do triumfu: miłość walczącego żołnierza do własnych dzieci. Dopóki ona nie zgaśnie, nic go nie pokona. To duch, a nie pocisk zwycięża. O takie przesłanie dbają ci, których można spotkać przy linii frontu, obok lekarzy i sanitariuszy – kapelani i młodzież studencka.

Ci ostatni, ledwie pełnoletni, pojawiają się wśród żołnierzy ze śpiewem i programem artystycznym. Przemierzają samochodami ostrzeliwane tereny, zatrzymują się w budynkach zaadoptowanych na szpitale i miejsca ukrycia. Zmęczonym żołnierzom pomagają zapomnieć o okrucieństwach wojny i przywracają wiarę w zwycięstwo.

DEON.PL POLECA

 

 

- Co na to ich rodzice? – pytam o. Andrija Syvaka SJ, który był w tym roku ze studentami w okolicach frontu. Przecież to ekstremalnie niebezpieczna podróż! Na ich miejscu kazałbym dzieciom siedzieć w domu.

- Ich rodzice walczą i często nie wiadomo, gdzie dokładnie są - odpowiada.

Wielu z tych młodych ludzi nie spotkało na froncie swoich rodziców, ale żołnierze patrząc na dziecięcy entuzjazm studentów, ze wzruszeniem myślą o własnych dzieciach. Gdy ojciec Andrij o tym opowiada, zdaję sobie sprawę, jak szybko odwracają się role. Dzieci, które jeszcze kilka lat temu potrzebowały wsparcia rodziców, by nie poddawać się i nie tracić nadziei na lepszą przyszłość, by pilnie się uczyć a potem szczęśliwie założyć rodzinę, dzisiaj wspierają swoich rodziców i ich towarzyszy broni, dodają im motywacji do walki.

„Cierpienie nie kasuje nadziei”

Kapelani przewodniczą liturgii, spowiadają, wysłuchują i wspierają, zarówno ci, którzy są z żołnierzami od lat, jak i przyjezdni, tak jak o. Andrij. Mówiąc o walczących, o. Andrij nie nazywa ich żołnierzami, lecz obrońcami, bo w zdecydowanej większości „nie są to profesjonalni wojskowi, lecz zwykli ludzie powołani, aby bronić kraju lub wolontariusze, kobiety i mężczyźni”. Są w większości w średnim wieku – czterdziestolatkowie, których dzieci skończyły już szkołę średnią, a może nawet uniwersytet.

DEON.PL POLECA


- Odwiedzając ich wraz z młodymi ludźmi, mogłem zobaczyć, jak te wizyty przywracały im sens tego co robią. Przypominali sobie, dla kogo to robią, kogo bronią. Obecność dobrze wykształconej młodzieży, żywej, aktywnej, dynamicznej, patrzącej w przyszłość, która nie boi się, odświeżała walczącym motywację. Po tych spotkaniach z nami, gdy wyjeżdżaliśmy, ich umęczone i przepełnione bólem twarze nabierały blasku” – mówi o. Syvak i dopowiada:

- Cierpienie nie kasuje nadziei.

- Gdy sprawowaliśmy liturgię, wszyscy studenci szli do komunii - wspomina. Poprzez to, dawali świadectwo własnej wiary. Wiadomo, że na wojnie są ludzie z różnych środowisk, niewierzący i wierzący, bardziej lub mniej świadomi swojej wiary. I gdy oni widzieli tę młodzież, która tak otwarcie i świadomie przeżywała swoją wiarę, uświadamiali sobie, że można być pięknym, atrakcyjnym, mądrym, rozsądnym, a jednocześnie być człowiekiem bardzo głębokiej wiary i świadczyć o niej. Uświadamiając to sobie, decydowali się na spowiedź, a ponadto zdobyli odwagę, by mówić otwarcie o własnej wierze w środowisku, które nie zawsze temu sprzyja.

- Szczególnie na wschodzie Ukrainy większość ludzi jest ochrzczonych, lecz wielu z nich nie praktykuje, wstydzi się mówić o wierze. I gdy widzą taką młodzież, bardzo to przeżywają i zmienia się ich nastawienie do wiary w ich własnym życiu – konkluduje jezuita.

Wojna każe spojrzeć we własne serce

W liturgii odprawianej przez katolickiego kapelana uczestniczą często prawosławni i protestanci. Każdy sam decyduje, czy chce przystąpić do Komunii. Wszystkim ochrzczonym oferowana jest możliwość spowiedzi. Wielu z niej korzysta. Wiedzą, że następnego dnia mogą już ze strefy „null” nie wrócić. Nawet protestanci, jeśli nie wprost o spowiedź, to proszą przynajmniej o duchową rozmowę. Katolicy, którzy nie mają dostępu do swoich kapelanów, korzystają z posługi księży prawosławnych.

- A czy są wśród żołnierzy osoby niewierzące? – pytam ojca Andrija.

- Niewielu. Jeden Francuz z legionu międzynarodowego, schodząc po miesiącu z „nulla”, coś takiego tam przeżył, że poprosił od razu o chrzest w kościele katolickim. Chciał być natychmiast ochrzczony. Zorganizowano chrzest przed jego kolejnym wyjściem na front.

Gdy zapytałem mojego rozmówcę o trudny temat przebaczenia, dał mi do zrozumienia, że takiego tematu w ogóle nie ma. Ludzie szukają odpowiedzi na pytania bardziej osobiste, bardziej ludzkie. Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego mój tata czy mój syn? Obrońcy mówią o swoich osobistych problemach, które na wojnie zaczęli bardziej dostrzegać, o rodzinnych konfliktach, o relacjach ze swoimi dziećmi. Wojna obnaża wiele osobistych problemów. Przewartościowuje niektóre rzeczy w życiu. O tym walczący chcą z kapelanem rozmawiać.

Czy w takim razie wojna sprawia, że człowiek staje się bardziej refleksyjny, pragnie być lepszy? – głośno się zastanawiam.

- Wojna odsłania u jednych pozytywne strony, u innych ciemne strony jego życia. Zadaniem kapelana jest przede wszystkich ocalić w człowieku jego własne człowieczeństwo, aby nie stracił z oczu granicy człowieczeństwa. A jeśli ma tendencje do pogłębiania swojej ciemnej strony, pomóc mu, aby nie organizował sobie życia w tej czarnej dziurze, aby przekierował myślenie w inną stronę. Wielu ludziom wojna pokazała, co jest naprawdę istotne w życiu, a co nieistotne; co ma wartość; w co warto inwestować swoje życie – tłumaczy kapelan.

Wojenne macierzyństwo

- Wojna sprawiła, że ludzie stracili nie tylko bliskich, ale także wiele materialnych rzeczy, posadę, pracę, majątki, sąsiadów… Nie ma tego. Wówczas człowiek się pyta: Co wobec tego jest ważne w życiu? Na czym mam budować? Co powinno być moim priorytetem? Można nawet powiedzieć, że ludzie nauczyli się bardziej miłować. I rzeczywiście ta miłość jest taka mało górnolotna, taka prosta.

Dalej podaje przykłady gościnności i ofiarności zwykłych mieszkańców przyfrontowych miejscowości.

- Spotkałem rodzinę, która straciła prawie wszystko, ale widząc nas, chciała nas nakarmić tym, co miała. Zatrzymywaliśmy się w miejscach, gdzie ludzie żyli bardzo skromnie, a dla nas przygotowywali wypasiony obiad. Chcieli nas hojnie obdarować. To było tak szczere, że trudno było odmówić. Wśród wolontariuszy, którzy pomagają pleść siatki przeciwko dronom i kamuflaże, siatki maskujące, spotkałem wielu starszych ludzi. Pamiętam 84-letnią staruszkę, która podczas naszych odwiedzin świętowała swoje kolejne urodziny. Przychodzi codziennie, by pracować przy przygotowywaniu tych siatek. Chce bronić w ten sposób ojczyzny, okazać solidarność walczącym. Wśród wolontariuszy jest wiele matek, których synowie i córki zginęli w obronie Ukrainy. One chcą w ten sposób kontynuować dzieło swoich dzieci. Pracują złączone we wspólnym bólu i czują się potrzebne. Nie rozpaczają w beznadziei. Nadają swojemu życiu sens, przeżywają je solidarnie i wartościowo. W ten sposób kontynuują swoje macierzyństwo.

To wojenne macierzyństwo wyjaśnia posługując się poruszającą metaforą:

- Każda siatka maskująca chroni życie podobnie jak łono matki w stanie błogosławionym daje bezpieczne schronienie dziecku, broni je przed wrogim światem zewnętrznym. Matki w żałobnych chustach, tkając te siatki przygotowują przestrzeń bezpieczeństwa. I jeżeli ta siatka pomogła uratować życie iluś ludziom, to można powiedzieć, że ta matka, która je tkała, jakby ponownie dała im życie. Pomogła im się schronić. To im daje radość, że kontynuują w ten właśnie sposób swoje macierzyńskie powołanie. Chronią życie. Ta prosta rzecz, jak siatka maskująca, to ich codzienna praca w walce o pokój. To ich miłość, która strzeże ich serca przed nienawiścią.

W lutym ojciec Andrij dowiedział się od przyjaciela, że budynek, w którym w okresie Bożego Narodzenia odprawiał Mszę św., został zburzony. Nikt nie zginął. Umieszczona nad pobliskim schronem siatka maskująca, utkana przez matki poległych – spełniła swoje zadanie.

 

 

Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Krzysztof Tomasik

Fascynująca i nieoczywista rozmowa z arcybiskupem Światosławem Szewczukiem

„Chcemy powiedzieć całemu światu, że Ukraina żyje, Ukraina walczy, Ukraina trwa, Ukraina się modli” – tymi słowami do Ukraińców i całego świata zwraca się codziennie arcybiskup większy...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Wojna w Ukrainie. Miłość nie pozwala zakorzenić się nienawiści
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.