Życiowa checklista nie ma końca. Dlaczego po każdym sukcesie czujemy pustkę?
Życie to nieustanny ciąg wyznaczania sobie kolejnych celów. Dotyczą one zarówno codziennych obowiązków, jak i planów na przyszłość - zdobycia wykształcenia, kupna mieszkania, budowy domu czy upragnionego awansu. Wydaje się, że dotarcie do mety zapewni nam długotrwałe poczucie szczęścia. Tymczasem radość często trwa krótko. Szybko pojawia się kolejny kierunek i następne marzenie. Żyjemy od celu do celu, ale nie potrafimy w pełni cieszyć się ich osiąganiem.
Po wielkim finale nadeszła cisza
Niedawno zakończył się piłkarski mundial. Przygotowania do tej wielkiej międzynarodowej imprezy sportowej trwały latami. Od momentu ogłoszenia gospodarzy organizatorzy robili wszystko, by zapewnić jak najlepsze warunki zawodnikom i kibicom. Na długo przed turniejem odbywały się również eliminacje, które wyłoniły uczestników finałów. Cel był jeden: zagrać na mistrzostwach świata.
Dla wielu reprezentacji samo wywalczenie awansu było sukcesem porównywalnym ze zdobyciem mistrzowskiego tytułu przez największe piłkarskie potęgi. Awans świętowano z ogromną radością, ale trwała ona krótko. Bardzo szybko pojawił się kolejne cele: wyjście z grupy, awans do ćwierćfinału, zagranie o medal, zdobycie mistrzostwa.
Lata przygotowań, setki meczów eliminacyjnych, tysiące godzin pracy i miliony spraw organizacyjnych sprawiły, że turniej mógł się odbyć. Po nieco ponad miesiącu poznaliśmy zwycięzców. Potem zapadła piłkarska cisza. Każdy kibic zna to uczucie, gdy przez wiele tygodni żyje wielkim wydarzeniem, śledzi wyniki, analizuje mecze, a nagle wszystko się kończy i pozostaje przykra pustka.
Chociaż mundial zakończył się już jakiś czas temu, doskonale pokazuje mechanizm naszego życia. Zawsze musimy na coś czekać, do czegoś dążyć. Pewnie piłkarscy kibice po zakończeniu turnieju żyją już meczami ligowymi swoich ulubionych drużyn. Szybko zapomną, że jeszcze niedawno trwał mundial w USA. Jednak ta prawidłowość ma przełożenie także na bardziej znaczące obszary życia.
Kolejne punkty do odhaczenia
Już dzieci mają przed sobą konkretne cele do osiągnięcia. Są to często najprostsze rzeczy, takie jak wykonanie pracy na zajęcia plastyczne, nauczenie się wierszyka na pamięć, a później przygotowanie się do klasówki albo większego egzaminu. Dostają ocenę i idą dalej, bo tych ocen będzie w ich życiu jeszcze wiele. Nie ma więc czasu, by pochylać się nad takim sukcesem jak zaliczenia jednej kartkówki.
Kto zdawał maturę, pamięta, jak przez lata nauczyciele przy każdej możliwej okazji odmieniali to słowo przez wszystkie przypadki. Stresował się nią każdy, ponieważ była przepustką do dostania się na wymarzone studia. Kiedy przychodzą pozytywne wyniki, jest chwila na radość i świętowanie, która znowu nie trwa długo. Z tyłu głowy pojawia się już myśl i obawa, czy to wystarczy do przyjęcia na dany kierunek.
Podobnie jest z innymi kwestiami, jak uzyskanie awansu w pracy, budowa domu czy kupno mieszkania, zakończenie jakiegokolwiek zlecenia albo inwestycji. Można tak wymieniać w nieskończoność, bo właśnie na tym polega ludzkie życie. Może nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jest ono checklistą zbudowaną z kolejnych punktów do odhaczenia. Powiedzmy sobie szczerze: taka perspektywa nie jest zbyt romantyczna, ale sęk w tym, co mieści się między kolejnymi punktami na tej długiej liście zadań.
Zapomnieliśmy spoglądać w dół
Przykrym paradoksem życia jest to, że im więcej sukcesów osiągamy, tym trudniej jest nam czerpać radość z kolejnych. Nie mamy nawet czasu się nimi nacieszyć, bo na horyzoncie pojawiają się następne cele, przy czym za każdym razem stawiamy sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Najgorsze, że wielu z nas zupełnie nie dostrzega progresu, który dokonał się na przestrzeni lat. Łatwo wpaść w pułapkę ciągłego podnoszenia sobie poprzeczki, która każe wspinać się na kolejne szczeble, ale nie pozwala spojrzeć w dół, by dostrzec, jak wysoko już zaszliśmy.
Trudno się dziwić, że tak wielu ludzi zmaga się dziś z poczuciem ciągłego niedosytu, skoro nie potrafimy cieszyć się własnymi sukcesami. Pozostaje za to mnóstwo przestrzeni na samokrytykę. Nie chodzi więc o to, by nie stawiać sobie celów i nie dążyć do ich realizacji, ale o zostawienie sobie przestrzeni na radość, poczucie dumy i docenienie własnej drogi, bez ciągłego odnoszenia do kolejnych pozycji na liście zadań. Uczucie pustki po zakończeniu pewnego etapu to szansa, by wypełnić ją poczuciem spełnienia i radości. A na kolejne cele będzie jeszcze czas.


Skomentuj artykuł