Patologie duchowości

Patologie duchowości
fot. Eric Ward / Unsplash
8 miesięcy temu

To, co wydarzyło się we Wrocławiu (a jak już wiemy nie tylko tam), to nie tylko historia straszliwej (by nie powiedzieć wprost demonicznej) przemocy seksualnej, emocjonalnej i zupełnie zwyczajnej, ale także ujawnienie się wielu innych patologii duchowości. Niestety nie są one ani trochę wyjątkowe. W mniej radykalnej formie możemy je zobaczyć także w wielu innych miejscach.

Drastyczność przemocy i manipulacji stosowanej przez o. Pawła (albo Marka, bo w zależności od tego, kto o nim opowiada, występuje pod jednym lub drugim imieniem), a także brak należytej kontroli nad nim, co doprowadziło do kolejnych przestępstw, może odwracać uwagę od tego, że problemy (może nie tak radykalne, ale realne), z jakimi stykamy się w tej historii, nie dotyczą tylko tego jednego zakonnika, a znamionują szerzej pewien zespół patologicznych duchowości, z którymi stykać się możemy w wielu miejscach polskiego Kościoła. Historia ojca Pawła zbiera je w jedno, i jak w soczewce ukazuje, do czego prowadzić może tolerowanie - oczywiście zawsze podparte skutecznością duszpasterską - mentalności i duchowości, która nie ma nic wspólnego ani z chrześcijaństwem, ani z religią w ogóle, a wyrasta z ładnie opakowanych w katolickie pudełko   mechanizmów psychomanipulacji właściwych sekcie. Analiza tego, co się wówczas wydarzyło, to poza obowiązkiem zadośćuczynienia ofiarom i sprawiedliwej kary dla sprawcy i ochraniających go przełożonych, w tej chwili jedno z podstawowych zadań, jakie staje przed Kościołem w Polsce. Ta historia, wbrew temu, co nam się wydaje, mówi bowiem sporo o patologiach duchowości wystepujących w polskim Kościele.

Zacznijmy od problemu pierwszego. Pozornie może się on wydawać niewielki, ale prawda jest taka, że to z niego wyrastają kolejne, bez niego niemożliwe stałoby się zbudowanie mechanizmu aż takiej psychomanipulacji. Otóż - i dotyczy to zarówno duchownych, jak i świeckich - w całą tę historię wpisany jest mechanizm uzależnienia, a konkretnie duszpasterstwa rozumianego jako uzależnienie psychiczne. Duchowny - niekoniecznie świadomie, choć akurat w tym przypadku raczej tak było - uważa, że skrócenie dystansu, wejście głęboko w życie, codzienność, dramaty i wreszcie kontrolowanie ich, życie nimi, wykorzystywanie ich w budowaniu relacji czy duchowości - jest duszpasterstwem. Uzależnienie od kapłana, od jego rozeznań, pomysłów, wizji ma się stać drogą chrześcijańską. Nie ma tu miejsca na dojrzałość, na separację, na oddzielenie i pójście samodzielną drogą (choć na tym polega w istocie każda formacja), a zastępuje się to oddaniem kierownikowi duchowemu, duszpasterzowi i uznaniem go za wzór, a pomoc jemu za główne powołanie. Uważne przyjrzenie się wielu katolickim parafiom, duszpasterstwom, wspólnotom pozwala dostrzec wiele historii młodych dziewcząt i starszych kobiet, które spędzały życie przy księdzu i uważały, że robią to dla Boga. Takie ich prowadzenie niewiele ma wspólnego z duszpasterstwem, z kierownictwem, z rozeznawaniem powołania. Ojcostwo (duchowe także) ma prowadzić do odejścia, do oddzielenia się, do pójścia własną drogą (nawet jeśli nadal bliską), a nie do uzależnienia. W momencie, gdy duszpasterz (albo wierny) dostrzega, że pojawia się uzależnienie emocjonalne czy duchowe, to relację trzeba przerwać, bowiem staje się ona nieuporządkowana. Nawet jeśli nie prowadzi ona do naruszania reguły czystości, to jest niebezpieczna duchowo dla obu stron.

Historia o. Pawła pokazuje, że choć część z przełożonych miała świadomość, że zakonnik uzależnia od siebie młodych ludzi tak bardzo, że zaniedbują studia, że zaczynają mieszkać w klasztorze, to jednocześnie jego skuteczność sprawiała, że większość to tolerowała, a nawet uważała za sukces duszpasterski. Warto wiedzieć, że nawet, gdy nie prowadzi to tak daleko, nawet jeśli nie kończy się przestępstwem, to uzależnianie od siebie nie jest ani sukcesem, ani metodą duszpasterską. Jest mniej lub bardziej świadomą manipulacją, i jako taka powinna być przerywana dla dobra zarówno duszpasterze, jak i wiernych.

Nie jest także duszpasterstwem nieustanne piętnowanie w wiernym grzechu, wykrywanie w nim tego, czego on sam nie dostrzega i szukanie nadzwyczajnych metod, by ów grzech z niego wypędzić albo by mu uświadomić jego wielkość. Spowiedź jest w ogromnej większości wypadków  zupełnie wystarczającą metodą radzenia sobie z własną grzesznością. Nie trzeba do tego ani nawoływania do zerwania z bliskimi, ani budzenia wobec nich nieufności, ani szukania diabła w żarówkach (akurat tak było z ojcem Pawłem), czy w przedmiotach. Nie ma i nie może być także miejsca na publiczne wyznawanie swoich grzechów. Spowiedź dokonywać się ma bowiem przed kapłanem, a nie przed wspólnotą i w całkowitej intymności i bezpieczeństwie. Jakiekolwiek wykorzystywanie zaś uzyskanej przez kapłana czy lidera grupy wiedzy o grzechach, zranieniach czy problemach uzyskanych w czasie rozmowy czy spowiedzi jest całkowicie niedopuszczalne, stanowi rodzaj przemocy psychicznej i duchowej, jeśli nawet nie wiąże się z naruszaniem tajemnicy spowiedzi. I znowu - z wielu rozmów z ludźmi - wiem, że takie rzeczy się dzieją. Im bardziej charyzmatyczny (niekoniecznie w znaczeniu stylu religijności) duchowny czy lider, tym częściej.

To wszystko wiąże się z wymogiem poddania się kontroli, władzy kierownika czy duszpasterza, który dzięki temu pozwoli nam ominąć zagrożenia, błędy, pomoże nam pójść prostą drogą. Tyle że droga chrześcijanina, droga Ewangelii to jest droga wolności, a nie zniewolenia, kontroli i braku wolności. Tam, gdzie pojawia się pragnienie kontrolowania wiernego, tam, gdzie pojawiają się „rozeznania” (motywowane szczególną bliskością z Duchem Świętym albo autorytetem kapłańskim) dotyczące drogi życiowej, stylu życia, wyboru kierunku studiów czy modelu życia prywatnego, tam gdzie duchowy lider czy duchowny chcą poznawać za wiele szczegółów naszego życia i gdzie ingeruje on w nie, tak nie mamy już do czynienia z towarzyszeniem duchowym czy z duszpasterstwem, a z formą duchowej przemocy czy psychomanipulacji. Zasłanianie się posłuszeństwem czy wielką tradycją duchowości nie może tego usprawiedliwić. Rolą kierownika duchowego czy duszpasterza nie jest kontrola, ani władza nad penitentem czy kierowanym, a towarzyszenie mu przy pełnym zachowaniu jego wolności.

Patologią duchową jest także nieustanne poszukiwanie nowych, nadzwyczajnych form relacji z Bogiem, nowych form modlitwy, które zastępują normalne formy pobożności, zwyczajną spowiedź czy zwykłą religijność. Do odpuszczenia grzechów wystarcza w zupełności spowiedź, do uwielbienia Boga wystarcza Eucharystia, i naprawdę nie trzeba zarywać nocy, by być człowiekiem pobożnym. Duch Święty „ląduje” - jak mawia siostra ze wspólnoty, do której należę - na wyspanych, a ja dodałbym, że niewyspani, przemęczeni (także wymyślnymi modlitwami czy umartwieniami) nie tyle stają się bardziej pobożni, ile bardziej podatni na manipulacje. Duszpasterz powinien o tym wiedzieć, a ci, którzy go kontrolują, powinni z kolei zdawać sobie sprawę, kiedy jego działania zaczynają ocierać się o manipulacje, tak by w odpowiednim momencie przerwać pewne działania.

I wreszcie, nigdy dość powtarzania tego, Duch Święty, ani tym bardziej żaden Jego reprezentant nigdy nie będzie nas wzywał do łamania norm moralnych, do ich omijania, lekceważenia czy uznawania, że jakaś część wiernych czy duchownych, na rzekomo wyższym poziomie niż inni, ma prawo do odmiennych zachowań, niemoralnego prowadzenia. Nigdy też dość powtarzania, że jeśli duszpasterz domaga się od powierzonego sobie wiernego zachowania tajemnicy dotyczącej form modlitewnych, stylu pobożności, to oznaczać może, że ma on coś do ukrycia. Już tylko to powinno w nas zapalić lampkę alarmową.

Sprawa wrocławska uświadamia jednak jeszcze jedną rzecz. Otóż główną miarą poprawności duszpasterstwa nie może być jego skuteczność. Mocnym argumentem na rzecz bohatera tamtych wydarzeń było to, że przynosi on wiele powołań, że przyciąga młodych, że jest przez nich uwielbiany. Przełożony doceniając tego rodzaju wskaźniki, nie może jednak nie zadawać pytania o to, jakim kosztem się to dokonuje, jakimi metodami, i czy przypadkiem nie dochodzi do sytuacji, gdy cel uświęca środki. Nie ma duszpasterstwa, nie ma realnych korzyści duchowych, które dokonują się przez manipulację, kontrolę, przymus. To zawsze będzie owoc z zatrutego drzewa. O tym także trzeba pamiętać, gdy myśli się o tej sprawie, i o tym, jak przez lata do niej podchodzono.

 

 

 

Doktor filozofii, publicysta Telewizji Republika i felietonista Plusa Minusa, autor wielu książek, a prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Patologie duchowości
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.