Wypatrując autorytetu

Wypatrując autorytetu
(Fot. pl.depositphotos.com)

Nasza troska o Kościół nie może przesłaniać prawdy najważniejszej, że nasze zbawienie zależy najpierw od Jezusa. Słusznie patrzymy i oceniamy ludzi, których powołał do swojej służby - księży, biskupów, ojców dyrektorów, zakonnice i zakonników, ale to nie oni są gwarantami naszego spełnienia, szczęścia i zbawienia, lecz nasza osobista relacja z Chrystusem.

Kilka dni temu obchodziliśmy trzecią rocznicę tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. - Nie bądźmy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę - apelował wówczas dominikanin o. Ludwik Wiśniewski. Grzmiał, że trzeba skończyć z nienawiścią, pogardą i bezpodstawnym oskarżaniem innych.

Jego słowa silnie rozbrzmiały na całą Polskę i przez wiele tygodni nie schodziły z ust w wielu domach. Dla większości ludzi zatroskanych o losy Kościoła w Polsce, był to głos od wielu lat wyczekiwany. Paradoksalnie, sytuacja ta pokazuje, że brakuje w polskim Kościele autorytetów, a więc ludzi, którzy jak kard. Wojtyła czy kard. Wyszyński mogliby pociągnąć za sobą tłumy. Tylko czy naprawdę to właśnie w Kościele jest najważniejsze?

W dobie, kiedy tak dramatycznie zmalała liczba autorytetów i z troską myślimy o przyszłości Kościoła, uważam, że nie jest wcale najpilniejszą potrzebą, byśmy tych autorytetów poszukiwali, albo - co gorsza - na siłę je kreowali. Potrzeba, by nasze oczy były utkwione w Jezusie. „A oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione” - zanotował św. Łukasz Ewangelista.

Nasza troska o Kościół nie może przesłaniać prawdy najważniejszej, że nasze zbawienie zależy najpierw od Jezusa. Słusznie patrzymy i oceniamy ludzi, których powołał do swojej służby - księży, biskupów, ojców dyrektorów, zakonnice i zakonników, ale to nie oni są gwarantami naszego spełnienia, szczęścia i zbawienia, lecz nasza osobista relacja z Chrystusem. Nawet najdoskonalej urządzona parafia z wymarzonym proboszczem i kaznodzieją nie są gwarantami naszego zbawienia. Bo Duch Mesjański spoczął tylko na Jezusie - to od Niego czerpiemy energię życia. I siłę. I nadzieję.

Wpatrywać się w Jezusa można też w różny sposób i z różną intensywnością. Można widzieć w Nim tylko tego, który pochodził z Betlejem i z Nazaretu. Wówczas dostrzeżemy jedynie niezwyczajnego człowieka. Takim też zapewne widzieli Go słuchacze w synagodze. Ale można też wpatrywać się w Jezusa, który pochodzi od Ojca. Z Niego odwiecznie zrodzony. Przez Niego posłany. Jest Bogiem. Nie tylko naucza, ale też zbawia. Wskrzesza umarłych. Uzdrawia. Odpuszcza grzechy. Głosi Słowo z mocą. Słowo, które nie tylko informuje, ale formuje.
Nie tylko objaśnia, ale i stwarza. To całkiem inna perspektywa. Czym innym bowiem jest wiedzieć, że był Jezus z Nazaretu; czym innym zaś wierzyć, że jest moim Panem i moim Bogiem.

Tak samo zresztą jak na Jezusa, możemy patrzeć na Kościół. Możemy widzieć w nim jedynie dobrze zorganizowaną instytucję. Ale możemy też widzieć znacznie więcej - przestrzeń działania Chrystusa, który wciąż naucza, zbawia, odpuszcza grzechy, wskrzesza, na nowo stwarza…

„Kościół jest dla mnie miejscem gdzie mogę sie zrelaksować, porozmawiać po swojemu, bez »klepania modlitwy. To miejsce, gdzie kiedyś potrafiłam pozbierać myśli. Z chwilą kiedy zauważyłam, że jest mi coraz trudniej skupić się na modlitwie i drażni mnie w koło to samo powtarzane Słowo Boże, odstąpiłam. Jestem sporadycznie, w święta: Wielkanoc i Boże Narodzenie, ponieważ mam taką wewnętrzną potrzebę” - napisała do mnie ostatnio pewna kobieta. I można się obruszać i irytować, że nie dostrzega tego, co najważniejsze. I można się smucić, że nie widzi w Kościele ani Jezusa człowieka, ani - tym bardziej - Jezusa Boga. Warto jednak spojrzeć na to z innej perspektywy.

Inaczej patrzymy na życie innych i nasze życie z naszymi wątpliwościami, zranieniami i grzechami, gdy uświadomimy sobie, że ta niedoskonałość i nieumiejętność wpatrywania się w Jezusa Boga bierze się nie tylko ze złej woli, ale i stąd, że my - ludzie - wciąż jesteśmy w drodze, wciąż dorastamy i dojrzewamy.

Zdobyta wiedza i doświadczenie tylko po części pomagają zorientować się w sprawach ludzkich i Boskich. Dlatego można i trzeba uczyć się o Jezusie z Nazaretu. Ale to, kim On jest, odkrywamy dopiero w czasie modlitwy, wpatrzeni w Niego, zasłuchani w Jego Słowo. Dostrzegamy wtedy, że tylko On jest jedynym i prawdziwym Autorytetem. A odkrywając Go, odkrywamy Kościół.

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wypatrując autorytetu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.