Czy zaryzykuję wszystko, by żyć Królestwem Bożym?
Gdyby Bóg stanął dzisiaj przed nami i powiedział dokładnie to samo, co usłyszał niegdyś król Salomon: „Proś o to, co mam ci dać” (1 Krl 3, 5), co byśmy odpowiedzieli?
Myślę, że moglibyśmy odruchowo pomyśleć o sprawach, które na co dzień spędzają nam sen z powiek. Poprosilibyśmy pewnie o zdrowie dla siebie i bliskich, o święty spokój, o stabilność finansową albo o długie i bezstresowe życie. To absolutnie ludzkie i zrozumiałe. Tymczasem młody Salomon, stając przed ogromnym zadaniem kierowania narodem, prosi Boga: „Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła” (1 Krl 3, 9). Bóg zachwyca się tą prośbą, ponieważ Salomon nie prosił dla siebie o długie lata życia, bogactwa ani o śmierć wrogów, lecz poprosił o mądrość – o serce pojętne, zdolne do słuchania.
Czym jest jednak owa mądrość? Możemy ją niekiedy mylić z wysokim ilorazem inteligencji, wiedzą encyklopedyczną albo z jakąś tajemną nauką dla wybranych. Tymczasem biblijna mądrość to umiejętność rozpoznawania tego, co jest sprawiedliwe, czyli tego, co pochodzi od Pana. Mądrość to zdolność patrzenia na rzeczywistość i własne życie oczami Boga. Pseudomądrość każe nam gonić za tym, co ulotne. Dopóki więc w głębi serca nie uwierzymy w obietnicę Królestwa Bożego, dopóty będziemy spalać się w tym niekończącym się wyścigu. Będziemy szukać fałszywego poczucia bezpieczeństwa – jak wskazuje pierwsze czytanie – w gromadzeniu dóbr czy szukaniu doczesnych gwarancji. Psalmista odpowiada dzisiaj na tę pokusę słowami modlitwy: „Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze niż tysiąc sztuk złota i srebra” oraz: „Przeto bardziej miłuję Twoje przykazania niż złoto, niż złoto najczystsze” (Ps 119, 72. 127). Czy potrafię tak myśleć? Czy Boże Słowo i wola Pana są dla mnie najcenniejsze niż doczesne korzyści?
W dzisiejszej Ewangelii otrzymujemy od Jezusa krótki, ale niezwykle dynamiczny cykl przypowieści o Królestwie niebieskim. Pierwszy obraz jest prosty: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę” (Mt 13, 44). Ten człowiek nie kalkuluje na chłodno. Znajduje coś tak cennego, że z radością pozbywa się dotychczasowego majątku, aby zaryzykować wszystko i wejść w posiadanie tego jednego skarbu.
Gdzie znajduje się ten skarb? W roli. A czym jest ta rola? Zaledwie kilka wersetów wcześniej, wyjaśniając przypowieść o chwaście, Jezus powiedział: „Rolą jest świat” (Mt 13,38). Królestwo Boże nie jest jakąś abstrakcyjną pieśnią przyszłości czy też pośmiertną nagrodą dla tych, którzy jakoś przetrwali ten doczesny łez padół. Królestwo jest ukryte tu i teraz, w samym środku naszego świata, wewnątrz naszej codzienności. Można je dostrzec już dzisiaj, ale trzeba chcieć zaryzykować i postawić na nie wszystko, co się posiada. Co więcej, człowiek z przypowieści nabywa skarb razem z całą rolą. Nie wykopuje tylko tego, co cenne, pozostawiając ziemię dawnemu właścicielowi. Zostaje w świecie! Zyskując Królestwo, wchodzi jednocześnie w posiadanie roli i nie ucieka od niej. To oznacza, że chrześcijanin nie ma odwracać się od doczesności z pogardą. Przeciwnie – ma wejść w posiadanie świata, który może i powinien przemieniać. Ma go uprawiać tak, aby wydawał dobre plony. Królestwo zmienia nasz stosunek do rzeczywistości: stajemy się ludźmi, którzy czynią dobro tam, gdzie na co dzień żyją.
Zaraz potem Jezus przedstawia drugą przypowieść: „Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją” (Mt 13, 45-46). Spójrzmy na ten tekst w kluczu, który być może wywróci naszą pobożność do góry nogami. Królestwo Boże to nie jakiś obszar geograficzny, ale Osoba. Królestwo to sam Jezus Chrystus i relacja miłości, którą z nami tworzy. Jeśli tak, to kim w tej przypowieści jest kupiec? Kupcem jest sam Bóg! To Bóg poszukuje drogocennych pereł. A tą drogocenną perłą w oczach Boga jestem ja sam. Bóg dostrzega w człowieku niezwykłą wartość. Widzi w nas perły, za które jest gotów oddać absolutnie wszystko. I naprawdę oddał wszystko, już to zrobił – Syn Boży oddał swoje życie na krzyżu, przelał swoją krew, aby nabyć człowieka na własność.
Warto zauważyć różnicę między rolą a perłą. Z roli człowiek ma konkretne korzyści: owoce, zboże, plony. Z perły nie ma żadnego użytku gospodarczego. Perła zachwyca swoim pięknem. Służy do tego, by na nią patrzeć i cieszyć nią oko. Taka jest właśnie miłość Boga do nas: całkowicie bezinteresowna. Bóg nie potrzebuje nas do tego, abyśmy dla Niego pracowali jak na roli. On po prostu pragnie nas posiadać, bo nas kocha, bo zachwycił się naszym istnieniem. Kiedy przyjmiemy tę prawdę, zrozumiemy słowa Pawła Apostoła: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru” (Rz 8, 28). Skoro Bóg oddał za nas wszystko, to cokolwiek spotyka nas na tej roli, jaką jest świat – nawet trudne doświadczenia czy niepowodzenia – On potrafi obrócić w dobro dla tych, którzy odpowiedzieli na Jego miłość.
Do tych dwóch obrazów, Jezus dołącza także trzeci: „Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju” (Mt 13, 47). Morze to żywioł niebezpieczny, chaotyczny – nasz świat. Sieć Bożego Królestwa ogarnia w nim każdego człowieka. Bóg nikogo z góry nie odrzuca ani nie wyklucza. Zaproszenie skierowane jest do wszystkich, bez wyjątku. Jednak nie każdy podejmuje życie według logiki Królestwa, do czego potrzebna jest dojrzała decyzja.
Jezus podsumowuje te przypowieści słowami: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare” (Mt 13,52). Uczonym jest ten, kto potrafi mądrze odczytywać Boże obietnice. „Rzeczy stare” to całe bogactwo Starego Przymierza i historia zbawienia, które odnajdują swoje spełnienie i sens w „rzeczach nowych” – w Słowie Wcielonym, w osobie Jezusa Chrystusa i w Jego Ewangelii. Chrześcijanin ma dostrzegać, że wszystko – od samego początku świata – zmierzało do Chrystusa. Dzisiejsza liturgia słowa odsłania przed nami niesamowity dynamizm wiary rozumianej jako relacja Boga z człowiekiem. Człowiek odnajduje skarb, ale także Bóg szuka człowieka, widząc w nim wartość. Człowiek daje wszystko, by nabyć rolę, a Bóg w Chrystusie daje wszystko na krzyżu, by zyskać nas dla siebie. Prawdziwą mądrością jest to zobaczyć, uwierzyć w tę miłość i podjąć decyzję, by odtąd całe nasze życie było kierowane logiką nie z tego świata – logiką bezinteresownego oddania Bogu i zachwytu nad Jego Królestwem, które jest już obecne pośród nas.


Skomentuj artykuł