Co robić, kiedy nas atakują i obrażają? Tak robił Jezus

Co robić, kiedy nas atakują i obrażają? Tak robił Jezus
(fot. shutterstock)
3 lata temu

To są mocne inwektywy, które rzucano w stronę Zbawiciela. Jezusa z kolei trochę zdaje się to… nie obchodzić. Zupełnie nie komentuje tych wyzwisk. Czyżby nawet Jezus nie mógł wszystkich zadowolić?

Co jakiś czas "przy okazji" różnych afer podnoszą się różne głosy w naszym kochanym Kościele, że wobec zarzutów o pedofilię, kłamstwa, tajemnic chowanych w Watykanie, wyciągania od ludzi pieniędzy... że wobec tego wszystkiego musimy się jakoś bronić. Jest pewien problem - Jezus wobec zarzutów przeciwko Niemu robi zupełnie coś odwrotnego. 
Po odejściu wysłanników Jana Chrzciciela Jezus powiedział do tłumów: "Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali».
Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność" (Łk 7, 31-35).
Możemy się tylko domyślać, że słowa te głównie kierowane są do faryzeuszy, którzy ciągle kręcili nosem, a to na Jana, a to na Jezusa. Dla nas z kolei może być to bardzo zastanawiające, skąd taka odmienność tych dwóch postaci. Praktycznie od razu, kiedy Jan ogłosił Jezusa "Barankiem Bożym" nad Jordanem, Jezus idzie na wesele w Kanie Galilejskiej, gdzie zamienia bardzo dużą ilość wody w wino. Uczniowie Jana, którzy poszli za Jezusem, przyzwyczajeni do okrywania się skórami, życia na pustyni i pożywiania się szarańczą, musieli przeżyć szok. 
Jezus wcale nie zaprzecza tym zarzutom. Ba, mają one w sobie wiele z prawdy. Jezus rzeczywiście nieraz bywał na ucztach u celników (Mateusz, Zacheusz) czy u faryzeuszy. Nie są to salonowe określenia, jednak nie są one obłudnie kłamliwe. Podkreślają w sposób przewrotny zachowania Jezusa, aby Go ośmieszyć, zniszczyć Jego autorytet. 
Czyni się to do dziś, używa się ciągle tych samych metod przeciwko wierze i samemu Zbawicielowi. Ale chciałem zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. 
W tekście oryginalnym możemy przeczytać, że "żarłok" to także "pożeracz", a "pijak" to inaczej "winopijca". 
Tuż po tych słowach przytoczonych wyżej Jezus idzie do faryzeusza Szymona na ucztę, gdzie cudzołożnica namaściła Mu nogi olejkiem i wytarła je włosami. On natomiast nie tylko nie zganił jej, tak ja zrobił to Szymon, ale jeszcze pochwalił ją za to i wskazał na jej miłość. Czyli robi zupełnie to samo, co Mu się zarzuca, a nawet gorzej, bo chwali kobietę, która w tamtej kulturze i społeczeństwie była bardzo źle traktowana. 
Takie oskarżenia o tolerowanie i przyjaźń z ludźmi grzeszącymi jawnie mogły skończyć się karą śmierci, jak pisze dr Danuta Piekarz, biblistka. Z kolei porównanie w Ewangelii do dzieci może się nam wydawać nieco dziwne, gdy nie zrozumiemy jednego szczegółu. 
Wyobraźmy sobie rynek i bawiące się dwie grupki dzieci. Pierwsza grupa zaczyna udawać orszak weselny, przygrywa na instrumentach, weseli się - druga kręci nosem i nie chce się bawić. Pierwsza grupa zaczyna więc naśladować orszak pogrzebowy i zaprasza do zabawy. Jednak i to nie daje efektu. Druga grupka dzieci pozostaje niewzruszona i ciągle zabawa im nie pasuje. Taką sytuację musiał gdzieś zaobserwować Jezus i do niej nawiązać w swoim nauczaniu. I zaraz tłumaczy, co miał na myśli, mówiąc o tej różnorodności pomiędzy sobą a Janem. 
Ciekawe, że jest jeszcze jedno miejsce, gdzie Boga opisuje się w podobny sposób. Dokładnie w Apokalipsie, gdzie jest ostateczna walka z szatanem i tam Bóg jako "pożeracz ognia" pokonuje złego właśnie… pożerając go. 
Są też w Apokalipsie cztery kielichy wypełnione ludzką nieprawością i Bożym gniewem wywołanym przez ludzkie złe uczynki. Za każdym razem wypija je nie kto inny jak Baranek - symbol Jezusa Chrystusa. 
Bardzo mnie też chwyciło za serce, gdy uświadomiłem sobie, że Jezusa wyzywają od takich "przewinień", jakimi On okazuje miłość. Przecież to ucztowanie z grzesznikami nie było po to, żeby się, za przeproszeniem, "nażreć". Jezus z pewnością tego nie potrzebował, w końcu wierzymy, że był wolny od grzechu.
On ucztował w jednym celu: żeby być jak najbliżej tych, co są daleko od wszystkich. Ludzi, których sam określa jako "tych, co się źle mają". Te uczty to jeden ze sposobów, żeby grzesznikowi powiedzieć: "kocham Cię’" Bez względu na to, jak widzą to inni. 
Zastanawiam się, jak Jego serce musiało kochać, żeby zupełnie nie przejmować się obelgami, które raniły w bardzo wrażliwe miejsce, bo w sposób Jego miłości. I wydaje mi się, że wiem, dlaczego tak bardzo przejmujemy się tymi wszystkimi zarzutami wobec Kościoła (często bardzo prawdziwymi, przykrymi i wstydliwymi) i czemu czasem chcemy się tak zaciekle bronić. Bo wszystkim nam wciąż brakuje bardzo wiele miłości do Boga, Kościoła i do samych siebie. 
Dostrzegam tu dwa wnioski, co tak naprawdę z postawy Pana Jezusa może nam dać do myślenia. 
Przede wszystkim, skoro Jezus nie zaprzecza tym zarzutom, to znaczy, że jest żarłokiem i pijakiem. Dla mnie i pewnie też dla Niego w tym sensie apokaliptycznym. Zbawiciel chce wręcz pożreć wroga, który w nas jest - zło, grzech. I naprawdę jest w stanie to zrobić, a jedyne, jak się zdaje, co trzeba zrobić, to w to uwierzyć. On naprawdę bez żadnego wysiłku pokona złego, nie będzie żadnej walki, bo z Nim nie może nikt ani nic się równać. 
On chce też wypić całe zło, które jest konsekwencją tego, co w naszym życiu nabroiliśmy. Po to przyszedł na ziemię i to dalej robi. Warto Go szczerze o to poprosić, bo to bycie "winopijcą" to nic innego jak odpuszczenie grzechów. 
A drugi wniosek, już bardzo konkretny dla nas: jeśli naprawdę kochamy (to znaczy oddajemy życie za tę miłość, ofiarujemy siebie), to możemy mieć daleko w poważaniu komentarze "faryzeuszów", którym i tak nie dogodzimy, skoro nie dał im rady dogodzić nawet Jezus. Jeśli będziemy tak naprawdę stawali w prawdzie przed sobą i Bogiem i tę prawdę przyjmiemy - nic nie będzie nas w stanie odłączyć od Boga, nawet najbardziej przykre obelgi. 

Maciej Pikor - student, zauroczony w pewnej Książce, szczęśliwy chłopak pięknej dziewczyny, prowadzi bloga zorea.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Danuta Piekarz
12,94 zł
19,90 zł

365 razy na kartach Biblii Pan Bóg powtarza "Nie lękaj się"

Pismo Święte to księga pełna bohaterów takich jak my, doświadczających strachu i radości, smutku i obaw, także w relacji do Boga. Czym jest tak naprawdę...

Skomentuj artykuł

Co robić, kiedy nas atakują i obrażają? Tak robił Jezus
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.