Jezus zwołuje Dwunastu i wysyła ich z misją "głoszenia Królestwa i uzdrawiania". Mają spełnić swoją misję w prostocie, ubóstwie i zaufaniu. Pan przygotowuje ich na przeciwności i na odrzucenie. Jest to dla nich próba wiary i zaufania w działanie Opatrzności.
Uczeń Chrystusa nie żyje tylko dla siebie – jego życie jest misyjne, a każde słowo i czyn mają moc stawania się światłem dla innych. Słowo, które przyjmujemy, ma być widoczne, rozjaśniać mrok i prowadzić innych ku Bogu. Autentyczność życia w prawdzie Ewangelii czyni świadectwo wiary wiarygodnym i skutecznym. To wezwanie, by uważać, jak słuchamy, i by dzielić się światłem, które Pan składa w naszych sercach.
Żyjemy w epoce „lifehacków”. Wszyscy chcą być sprytniejsi, bardziej wydajni, zoptymalizowani. Szukamy sposobów, jak oszczędzić pięć minut na dojeździe do pracy, jak taniej kupić bilet na wakacje, jak ugotować obiad w kwadrans. Chcemy zabezpieczyć swoją przyszłość – odkładamy na emeryturę, wykupujemy polisy, inwestujemy. Myślimy o tym, co będzie za 10, 20 czy 40 lat. Chcemy mieć pewność, że gdy przyjdzie starość, choroba bądź jakiś życiowy kryzys, to będziemy mieli gdzie mieszkać i za co kupić chleb. I to jest mądre, to jest roztropne. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie inaczej. To jest po prostu zaradność, dbanie o siebie i o swoich bliskich.
Człowiek przez całe życie staje przed różnymi wyborami. Ma do dyspozycji różnego rodzaju dobra. Musi jednak nauczyć się nimi posługiwać, jak ‘zarządca dobrem powierzonym’, a nie jak ‘właściciel’. Musi mieć na uwadze cel i właściwą hierarchię dóbr.
Lęk przed Bogiem. Tradycja mówi często o ‘timor reverentialis’ – poczuciu onieśmielenia z szacunku wobec czegoś wielkiego, boskiego. Często jednak ta ‘bojaźń’ wynika bardziej z uporu przy swoich wyobrażeniach i planach. Nie przyjmujemy perspektywy wiary, krzyża Chrystusa i zmartwychwstania, ale upieramy się przy swoich wizjach.
Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.
Lata życia w Nazarecie nie są "ukrywaniem się" Jezusa, ale objawieniem Boga. To tam kształtowało się człowieczeństwo Jezusa, Jego wrażliwość i komunikacja z innymi. Tam uczył się pracy, posłuszeństwa Słowu. Tam uczęszczał do synagogi. Od ludzi, od Maryi, Józefa, krewnych i sąsiadów nauczył się "wszystkiego o człowieku". Jezus w Nazarecie to Bóg, który całkowicie "przejął" nasze ludzkie życie.
Dzisiejsza Ewangelia przypomina, jak łatwo znaleźć pretekst, by odrzucić Boga – czy to w surowości Jana, czy w bliskości Jezusa wobec grzeszników. Pan nie zmusza nikogo do wiary, ale zaprasza, by odpowiedzieć sercem wolnym od wymówek. Czy jestem gotów dostrzec Jego obecność w codzienności i zaufać Jego drodze?
Współczucie Boga. To cecha szczególnie bliska ewangeliście Łukaszowi. Bóg wchodzi w naszą historię, staje się jej częścią, nawet tam, gdzie jest obumarcie i desperacja. Właśnie w takich okolicznościach On przychodzi ze swoim słowem i dotyka nas, przemienia nasz smutek w radość.
Każdy z nas może stanąć u stóp krzyża tworząc wraz z Matką i wszystkim, co nas otacza swoisty wszechświat skoncentrowany na swoim Panu, który oddaje za nas swe życie.
Dziś Kościół zaprasza nas do spojrzenia na Krzyż. I nie chodzi tu o zwykłe patrzenie na symbol religijny, który wisi nad ołtarzem, albo na wisiorek na szyi. Chodzi o spojrzenie głębokie, pełne prawdy. Chodzi o spotkanie z rzeczywistością, która nas przerasta, boli, a może nawet i przeraża. Bo Krzyż nie jest wygodny. Nie jest lekki. Krzyż to śmierć. To cierpienie i wszystko to, od czego tak bardzo chcielibyśmy uciec.
Zbawienie lub potępienie to nie wynik ‘przeznaczenia’, ale wolnej decyzji człowieka i jej konsekwencji.
Nie może ograniczyć się do teologii, nauki o Bogu, ale musi ją wcielić w codzienność i pokazać swoim życiem. Jezus przypomina nam, że Jego uczeń to codzienny praktyk miłosierdzia, służby, pojednania i przebaczenia.
Jezus zachęca swoich słuchaczy do szczodrości, do dawania obficie, bo taką samą miarą zostanie nam oddane. Poprzez dzisiejszą przypowieść zachęca nas do szukania w wydarzeniach naszego życia głębszego sensu. Prowadzenie niewidomego to zachęta do odpowiedzialności za innych, kierując ich ku dobru.
Gdy rezygnujemy z osądzania i odwetu, a wybieramy życzliwość nawet wobec tych, którzy nas ranią, otwieramy się na wolność serca i wewnętrzny pokój. To nie słabość, ale najwyższa forma siły, zdolność do przemiany bólu w gest miłosierdzia, który rozbraja zarówno nas, jak i drugiego człowieka.
Jezus nie błogosławi ani nie "uświęca" ubóstwa, głodu czy płaczu, ale i nie głosi jakiejś utopijnej "zamiany miejsc". Głosi Królestwo Boże, które jest "inne". Jest przestrzenią służby, pojednania i przebaczenia.
Bycie przy Jezusie ma sens o tyle, o ile uzdalnia nas do dawania świadectwa o Nim wobec całego świata. Poproś o łaskę usłyszenia głosu Pana, który cię wzywa do bycia Jego świadkiem.
‘Nie bój się Józefie’. Jak, pierwsze słowa Adama do Boga w raju były: ‘przestraszyłem się’ tak pierwsze słowa Boga do człowieka są: ‘nie bój się!’. Bóg nigdy nie przymusza nikogo do pójścia za Nim. Chce, by człowiek odkrył w wydarzeniach ze swojego życia to powołanie, które jest mu dane przez Boga: ‘aby wypełniło się słowo Pańskie’.
‘Noszenie swojego krzyża’. Jest różnica między ‘brać-wziąć’ a ‘nosić’. Łukasz mówiąc wcześniej o braniu czy wzięciu krzyża dodaje ‘dzień po dniu’. Tutaj przypomina o ‘noszeniu’, a nawet lekki ciężar z czasem staje się krzyżem trudnym do uniesienia. To jest jednak istota chrześcijaństwa: każdego dnia dźwigać swój krzyż z Jezusem.
Ewangelia z dzisiejszej liturgii przypomina, że prawdziwa wolność chrześcijanina nie polega na skrupulatnym przestrzeganiu przepisów ani na samowoli, lecz na przylgnięciu do Boga i kierowaniu się miłością. Jezus uczy, że to On jest Panem szabatu, a dzień Pański ma być czasem spotkania, wdzięczności i życia w duchu wolności dzieci Bożych.
{{ article.description }}