To jedyny fragment Ewangelii św. Marka, kiedy nasza uwaga odrywa się od postaci Jezusa i przenosi na opinie, jakie ludzie mają o Nim i co dociera do uszu króla Heroda. Na tym tle Marek przytacza ludowy przekaz o zabiciu Jana Chrzciciela. Celem nie jest jednak opowiadanie tej historii, ale ukazanie jej jako znaku, który zapowiada przyszły los Jezusa i Jego uczniów.
Ewangelista mówi, że ten cud to ‘początek znaków’, co odnosi nas do kolejnych wydarzeń Ewangelii, a zwłaszcza do ‘godziny’ Jezusa i Jego przebitego boku, z którego obficie wypływa ‘krew i woda’. Jezus przemienia zwyczajność i braki naszego życia w obfitość ‘dobrego wina’.
Bóg poprzez dzisiejszą liturgię słowa zdaje się nas uczyć, że trudne tematy trzeba podejmować, że nie można w nieskończoność od nich uciekać. Nie można unikać intelektualnej i duchowej konfrontacji z faktem Jego przyjścia na świat w ludzkiej postaci, a co za tym idzie – z faktem Jego niesamowitej bliskości z człowiekiem, co widać najmocniej w Eucharystii będącej realną obecnością Chrystusa pośród nas: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (J 6,55).
„Czyż i wy chcecie odejść?” Jasność, klarowność myśli i postaw są nam potrzebne. Jezus nie wywołuje kryzysu u uczniów, ale pomaga im stanąć w świetle. „Największe zdrady dokonują się w nieświadomości”. Dlatego trzeba nam przywracać pamięć i odnawiać szczerość.
„Skąd mnie znasz?” Słowa te wyrażają zdziwienie ucznia. Dobrze oddają je słowa psalmisty: „przenikasz i znasz mnie, Panie... (Ps 139). To jest najważniejsze doświadczenie, jakiego potrzebujemy. Wszechwiedza Boga jest dla zbudowania człowieka, a nie przeciwko niemu.
Kiedy szczerze pytamy, jesteśmy gotowi do usłyszenia odpowiedzi i ewentualnej zmiany przekonań. Wystawianie na próbę zdradza podstęp, zamknięcie i niezdolność do szukania prawdy, lecz zatwardziałość i forsowanie swoich teorii. Jezus niezrażony sytuacją przypomina to, co jest istotą Prawa. Ono może narzucić wszystko oprócz miłości. Ona wypływa z wnętrza osoby, z serca i nie jest abstrakcyjna.
Opowiadania biblijne nie są opisem przeszłości. Są zwierciadłem teraźniejszości. Przez nie ten, kto je czyta, może zobaczyć, co się w nim dzieje.
Boża miłość i zbawienie są darami, które przewyższają wszelkie nasze zasługi i uczynki. To darmowy prezent od Ojca, który nie jest uzależniony od naszych starań. Na czym opiera się nasza nadzieja – czy jest to bezwarunkowa miłość Boga, czy nasze własne poczucie sprawiedliwości i zasług?
Kto się może zbawić? Kto może osiągnąć wolność od posiadania dóbr, wpływu, poczucia sprawczości? Nie jest to możliwe własnymi siłami.
Życie każdego ucznia Chrystusa przechodzi przez ubóstwo, pokorę i służbę. Nie dotyczy to tylko dóbr materialnych, ale wszystkich innych: intelektualnych, moralnych i duchowych.
Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli zachęca nas do tego, żeby kontynuować refleksję o Eucharystii. Sakrament ten trudno zgłębić, a jego bogactwo niełatwo jest opisać w kilkusetwyrazowym tekście. Trudno bowiem pojąć ogrom miłości zawarty w niewielkim kawałku Chleba. Nie mieści się w głowie to, co Bóg mówi do człowieka, dając mu samego siebie do jedzenia: „Jezus powiedział do Żydów: «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?»” (J 6,51-52).
„Jak On może…?” Szemranie, narzekania, spory są znakiem tkwienia we własnych wyobrażeniach, koncepcjach i przyzwyczajeniach, odrzucając to, co Bóg zamierzył i czego dokonał na krzyżu. Upór z jakim to robimy świadczy o zamknięciu na Boże Słowo.
„Dopuśćcie dzieci!” Dziecko żyje dzięki temu, że jest przyjęte i kochane. Nie jest prawdą, że nie może wierzyć, bo żyje całkowitym powierzeniem się i zdaniem na łaskę innych. Ma swój „rozum i żyje czystą wiarą”. Należy do tych ‘wszystkich’, którzy mogą ‘przyjść do Jezusa’.
„Co Bóg złączył...?” Wobec wielu historycznych i współczesnych związków można mieć wątpliwość czy te więzi zostały ‘połączone przez Boga’ ze względu na lekkomyślność, brak odpowiednich umiejętności indywidualnych lub ‘środowiskowych’. Dziś wiemy, że aspekt formalny i zewnętrzny nie przesądza o stanie faktycznym takich związków.
Pokora Bożych posłańców. „A skądże mi to...” – wypowiada zaskoczona Elżbieta, kiedy doświadcza niezwykłych znaków. „Wejrzał na uniżenie Służebnicy” – mówi Maryja w hymnie uwielbienia. Bóg hojnie obdarowuje swoich posłańców, choć nie szczędzi im wyzwań, prób i krzyży ludzkich języków, boleści, upokorzeń i różnorakich cierpień.
Prawdziwe błogosławieństwo. Jezus zwraca uwagę na prawdziwe źródło błogosławieństwa. To nie jakaś predestynacja, szczególne wybranie. To nie spektakularne dary, duchowa sprawczość. Prawdziwym źródłem błogosławieństwa jest wiara, która słucha słowa Boga i wypełnia je.
Dzisiaj nie jest łatwo o wspólnotowe doświadczenie łaski upomnienia braterskiego. Łatwiej osądzać, wytykać błędy, upubliczniać zło i grzech. Nie szanujemy procesu, jaki nam proponuje Jezus: najpierw w cztery oczy, potem dwóch lub trzech, a potem wspólnota. Chcemy iść na skróty.
W codziennym życiu często staramy się mierzyć i oceniać naszą wartość według materialnych kryteriów. Jednak prawdziwa wartość tkwi w pokorze, trosce o innych i gotowości do służby, szczególnie tym, którzy są słabi i zagubieni.
W Biblii zgorszenie to nie zły przykład, skandal, ale pułapka, przeszkoda. A zatem nie dawać powodu do zgorszenia to nie zastawiać pułapki, nie stawiać przeszkód, nie doprowadzać do upadku.
Kiedy jestem na Eucharystii, to często mam takie uczucie, że właśnie tu i teraz powinienem być, że w danym czasie znalazłem się we właściwym miejscu. Jednocześnie mam też świadomość, że to doświadczenie spotkania z Panem w eucharystycznej uczcie dane mi jest na krótką chwilę, żebym potem wrócił do tego, co stanowi moje życie, i był tam inny niż dotychczas.
{{ article.description }}