Kiedy ogień nie tylko socialmediowych bitew na argumenty i słowa rozpala bardziej niż ogień Ducha, wiedz, że coś jest nie tak.
Obejrzałem wideo na którym widać księdza, mówiącego "porażka" i pomyślałem o tych ludziach, dla których będzie to kolejny argument za tym, żeby z Kościołem nie mieć nic wspólnego. I ja ich naprawdę rozumiem, bo nie tak wygląda Kościół, w którym chciałbym być.
Jednak, choć już "na zimno", bo z parogodzinnym dystansem, to tłucze się we mnie pytanie Jezusa: "Coś wyszedł oglądać? "Coś wyszedł zobaczyć? Trzcinę? Człowieka w miękkich szatach? Proroka?"
Można by w Polsce zaznaczyć na mapie swoistą geografię strachu. Na południowym wschodzie boimy się Ukraińców, bo a nuż zaczną rezać. Na północnym wschodzie boimy się Litwinów, bo są zajadli. Na południowym zachodzie boimy się Niemców śląskich, bo nie chcą pamiętać o okrucieństwach ostatniej wojny.
Krótko po przyjęciu święceń kapłańskich usłyszałem od pewnego wielkiej dobroci i mądrości księdza następującą wskazówkę: "Kuria być może jest stolicą mądrości, ale z pewnością nie jest przyczyną naszej radości". Chociaż zacytowane słowa wygłoszone zostały w charakterze żartu, jest w nich zawarte odzwierciedlenie podejścia wielu duchownych do kurii. Zresztą, nie tylko duchownych.
Modlitwa to nie rzucanie zaklęć, ani "zawracanie dupy" Bogu. To wyraz przyjaźni i dzielenia się z Nim tym, co dla mnie ważne.
Bóg zsyła nam ludzi wspaniałych, kiedy potrzebujemy dotankować siły i napędu do dobra. To nasze power banki. Każdy ma taki i każdy może być takowym. Oczywiście prąd trzeba czerpać z gniazdka. Dla mnie to Chrystus.
Kościół, zrodzony z tajemnicy paschalnej śmierci i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu, wraz z mijającymi pokoleniami uczniów ulega pokusie dawidowej. To musi się zmienić.
Żyjący w powtórnych związkach pytają, co teraz? Teraz, tzn. po Wytycznych Pastoralnych do Adhortacji "Amoris laetitia" (przyjętych 8 czerwca br. na 379. Zebraniu Plenarnym KEP w Janowie Podlaskim).
Czytam ostatnio dość dużo o charyzmatycznej stronie Kościoła. Szczególnie z niezwykłą estymą pochłaniam charyzmatykożerne poglądy, które ich autorów przenoszą w dziecięcy świat "krzywego zwierciadła", kreując zupełnie inną rzeczywistość od tej, która faktycznie jest.
Nie jestem przeciwna nawróconym głoszącym świadectwa. Apeluję jednak jako pedagog i wychowawca - w imię odpowiedzialności za słowo - myślmy, co i komu mówimy, czy to w tym miejscu i czasie przyniesie korzyść.
Czy naprawdę tylko tyle nam pozostało, by mieć swoje wytłumaczenie na wszystko i zamykać się na Ewangelię, która przecież jest mocą Bożą ku zbawieniu wierzących (por. Rz 1,16)? To nie jest tylko teoretyczne przesłanie.
Po dwóch dniach od wybuchu medialnego szumu, przełożony duchownego wydał oświadczenie. Czy to kończy sprawę? Raczej nie.
Kościół nie zajmuje się tworzeniem prawa ani pisaniem ustaw, jak stwierdził abp Grzegorz Ryś. To prawda, ale jednocześnie Kościół ma ewangeliczny obowiązek, żeby być razem z ubogimi, chorymi i potrzebującymi. Tej obecności w czasie protestu zabrakło.
Mam dwóch synów, obu długo karmiłam piersią. Nigdy nie robiłam tego, siedząc w kościelnej ławce. Z prostego powodu - ludzki wzrok sprawiał mi przykrość. Miałam w sobie jednak pewien rodzaj buntu i determinacji, jak czołg pakowałam się do zakrystii i tam rozsiadałam się jak u siebie.
"Domaganie się legalizacji aborcji jest domaganiem się prawnej dyskryminacji człowieka na wczesnych etapach rozwoju" - pisze jezuita, Remigiusz Kalski.
Czy papież zmienił zdanie w sprawie Unii Europejskiej, w sprawie solidarności, w sprawie uchodźców, w sprawie wszystkich "mających pod górkę" - czy też między rozmówcami zaszło nieporozumienie? Pierwsza opcja oznaczałaby prawdziwą sensację obecnego pontyfikatu.
Granica pomiędzy świadectwem a manifestacją jest cienka. Bardzo łatwo przejść z poziomu spotkania i misterium do performansu, show z udziałem Jezusa. Boga nasza wrażliwość ani nie wstydzi, ani nie brzydzi, pytanie tylko czy nam samym pomaga doświadczać tego, po co procesje Bożego Ciała w ogóle są?
Ważne, by modlitwa stała się zaczynem i duszą naszej działalności, a nie usprawiedliwieniem dla "pobożnej" bierności i wygodnej obojętności.
Kończąc kurs chrześcijańskiej formacji dla dorosłych w ubogiej dzielnicy Cochabamby (Boliwia), jedna z kobiet uczestniczących w zajęciach wykrzyknęła: "Bozia zawsze nam towarzyszy". Co wyrażamy, gdy nazywamy Boga w ten sposób?
{{ article.description }}