Setki tysięcy osób z całego świata modli się i walczy o życie chłopca tak, jak tylko potrafi. Chcesz się do nich przyłączyć? Nie zapomnij o jednej rzeczy, która może zaszkodzić całej sprawie.
Pro-life po polsku kończy się na narodzinach, a resztę pozostawia własnej zaradności. Łatwo nieść sztandar za życiem, trudniej realnie pomóc bliźniemu, który bez zewnętrznej pomocy po prostu nie przeżyje.
Jak wygląda wasz dzień? Noc? Doba? Mam wrażenie, że moja doba trwa już od prawie czterech lat. Czasem przerywana dłuższym, czasem krótszym snem. Dziękuję Ci Boże, że jesteś, inaczej nie dałabym rady. Dziękuję Ci też za moje dzieci, bo "Powód do śmiechu dał mi Bóg" (Rdz 21, 6).
Można by się na taką postawę obruszyć, trzeba jednak uwzględnić fakt, że w dużej mierze mamy do czynienia z pokoleniem Millenialsów lub z tzw. Pokoleniem Z. To pokolenia pełne oczekiwań, również wobec Kościoła.
Niemal co drugi kaznodzieja w ten czy inny sposób głosi nieprzydatność rozumu. U kaznodziejów, którzy trwają w tej oświeceniowej mentalności, widoczna jest bardzo dobrze pewna prawidłowość.
Piotr Chydziński
W nowej adhortacji papież Franciszek mocno wypowiada się na temat plotkarzy. Również tych kościelnych. Mówi, że plotkowanie może prowadzić do poważnej choroby duchowej. Jakiej?
Potworki sztuki sakralnej z brokatem, różem, lilijami i sztucznym uśmiechem. I pobożna przesada, która sprawiała, że wycofywałam się o kilka kroków, gdy słyszałam słowo "Mateńka" i "przez Maryję do Jezusa". Przeszłam drogę odwrotną - to Jezus zaprowadził mnie do Maryi.
Gdyby nie on, nie wiem, czy dziś wierzyłbym w Boga. To on wprowadził mnie w świadome przeżywanie tego, czym jest chrześcijaństwo, i nauczył, czym jest prawdziwa rewolucja.
Osoby podróżujące samolotami wiedzą dobrze, co oznacza znaleźć się "na liście oczekujących". Nigdy nie zna się ostatecznej decyzji linii lotniczej, nie ma przecież żadnej gwarancji, ale sama nadzieja, że może kiedyś zostaniemy wpuszczeni na ten ostatni lot, sprawia nam radość. Dlatego gaudete et exsultate!
Jest przewidywalnie nieprzewidywalna. Uciekamy przed nią, bo wywala nam do góry nogami nasz bezpieczny świat schematów. Zawlecze tam, gdzie się nie ma ochoty iść.
Ten list przejdzie do historii. To bardzo ważny dokument, nie tylko dlatego, że papież Franciszek przyznaje się w nim do błędu i prosi o wybaczenie. Także z innych, nie mniej istotnych powodów.
Mamy problem. Bo papież Franciszek wzywa do pójścia na peryferie, do zajmowania się tymi, którymi nikt nie chce się zajmować, a jednocześnie wiemy, że takie peryferie bywają mało chrześcijańskie. Na przykład w fawelach ludzie utrzymują się często z przestępstw i przynależność do krwawych gangów jest tam poniekąd normą. Jak być duszpasterzem osób czynnie uwikłanych w wojnę narkotykową?
Dzisiaj bardzo jest nam potrzebny duch miłosierdzia. Dlaczego? Bo w naszym Kościele dzieją się rzeczy bardzo niepokojące. Takie zachowanie jest absurdem i podłą drwiną z prawdy - pisze ostro jezuita.
Swoją postawą Papież demaskuje całą naszą powściągliwość, oględność, dwuznaczne i relatywizujące tłumaczenia, gdy mówimy o tym problemie na naszym polskim podwórku.
Czym różni się nauczanie św. Jana Pawła II i Franciszka? Ten pierwszy w "Familiaris consortio" (rok publikacji 1981) dokonał rewolucyjnej zmiany.
Trwa w Polsce reforma kursów przedmałżeńskich. Przy tej okazji chciałbym was zaprosić do dyskusji. Napiszcie, co sądzicie o kursach, na których byliście? O jakich marzycie? W czym kursy mogłyby wam pomóc? A ja podzielę się moimi refleksjami.
Czy kościelna instytucja charytatywna powinna przekazany jej w ten sposób i w takich okolicznościach dar przyjąć?
Papież wzywa do modlitwy, aby ta ważna sprawa nie była przedmiotem tylko jałowego, akademickiego teoretyzowania. Chodzi przecież o kwestię stanowiącą "być albo nie być" całej ludzkości.
Czy praca i modlitwa sama w sobie powinna być okraszona czymś jeszcze, by była prawdziwa, szczera i wartościowa? Odpowiedź na to pytanie daje nam sam Bóg, "który tak umiłował świat, że Syna Jednorodzonego nam dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne".
Ten sam kapłan, który (obserwowałam to w niejednym wypadku) rozpływał się w mokrą plamę przed każdą panią profesor - zakonnice traktował jak niższy rodzaj służby. Nie wstydził się przed nimi ani wybuchów gniewu, ani wymagań co do standardu usługi.
{{ article.description }}