Jan Paweł II powiedział nam co robić, Benedykt XVI powiedział dlaczego to robić, a Franciszek mówi do nas: Rób to! Tak w schematycznym uproszczeniu opisał kolejne pontyfikaty nowy metropolita Chicago, abp Blase Cupich. Pokazał tym samym, że każdy papież ma inny profil i że ma do tego prawo.
Ewangelia jest prosta. Cudzołożnicy, homoseksualiści, żyjący w ponownych związkach będą przed nami w królestwie niebieskim… - mówił pewnego razu kaznodzieja w rzymskim kościele Il Gesù. Wszystkich wbiło w siedzenie, napięcie gęstniało. - Tak samo gwałciciele, pedofile, zdradzający małżonków… - To nie jest prawda! - wrzasnął ktoś spośród zebranych i szybko wybiegł z kościoła…
Może teraz jest dobry moment, właśnie po zakończonym Synodzie, by katolickie media, katoliccy publicyści w ramach zawodowej odpowiedzialności za dobro publiczne głośno - na różne sposoby - zapytali TVP, czy nie popełniono błędu, odrzucając spot kampanii "Rozwód - przemyśl to".
Znów jest sensacja. Biskup Rzymu Franciszek oświadczył, że "Ewolucja natury nie jest przeciwstawna pojęciu stworzenia". Odniósł się też do teorii Wielkiego Wybuchu, stwierdzając, że "Big-Bang, który dzisiaj uważa się za początek świata, nie stoi w sprzeczności z interwencją boskiego stworzyciela, lecz się go domaga".
Gest Patriarchy Filareta, który oświadczył, że jest gotowy zrezygnować ze swojego urzędu dla stworzenia na Ukrainie jedynego Kościoła Prawosławnego, jest gestem bardzo pięknym. Ale czy możliwym do realizacji?
Chcę raczej zapytać o to, czy nie nadużywamy czasem modlitwy, traktując ją jako środek służący do zakasowania oponenta? A może taka modlitwa w ogóle nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, ponieważ Boga zaczynamy traktować po prostu jak bożka?
Zaraz po zakończeniu Synodu "obrońcy rodziny i tradycji" ogłosili swoje zwycięstwo. "Ave Maria! Kościół uratowany!". A ja się pytam - z kim zwyciężono i przed czym niby uratowano Kościół?
Niedawno ks. Wojciech Węgrzyniak przyczepił się (jeśli można tak powiedzieć) do bpa Grzegorza Rysia za homilię jaką wygłosił (16 października) na Mszy św. w intencji mężczyzn. Byłem na tej Eucharystii. Słuchałem z zaciekawieniem rozważań biskupa. I były dla mnie inspirujące.
Wraz z zakończeniem nadzwyczajnego Synodu Biskupów o rodzinie weszliśmy w bardzo ciekawy okres. Najbliższy rok Kościół katolicki na całym świecie ma poświęcić na dyskusję, która swój szczyt osiągnie na zgromadzeniu zwyczajnym w październiku 2015 roku. No to zaczynamy.
Co możemy począć wobec takich zarzutów? Możemy się obrazić. Możemy przejść do kontrofensywy. Ale możemy także posłuchać tego, co ma do powiedzenia grono polskich profesorów na temat naszej, kościelnej, obecności w życiu społecznym naszego kraju. Posłuchać krytycznie.
"Kościół cały jest misyjny. Cały i wszędzie! Wy wszyscy, którzy nie podejmujecie posługi na terenach misyjnych - nie zapominajcie, że nasza własna, polska Ojczyzna wciąż potrzebuje nowej ewangelizacji. Podobnie jak cała chrześcijańska Europa. Po setkach lat - i tysiącleciach - wciąż na nowo! Cała Europa stała się kontynentem nowego wielkiego wyzwania dla Ewangelii. I Polska też". Kto to powiedział i kiedy?
Kilka dni temu zadzwonił do mnie znajomy maniak produktów z nadgryzionym jabłkiem w logo i drżącym nieco głosem wyjawił pewien problem. Otóż jest on katolem, i to zdeklarowanym, a tu zarządzający firmą produkującą jego ukochane gadżety wprowadzili przepis, który przyprawił go o spory zgrzyt sumienia.
Po zakończonym III Nadzwyczajnym Synodzie Biskupów zatytułowanym "Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji" można odnieść wrażenie, że tak zwani liberałowie i wrogowie Kościoła katolickiego mają powody do rozczarowania, a tak zwani konserwatyści i prawdziwi katolicy powody do umiarkowanej radości.
Warto, żeby polskie rodziny czuły, że Kościół jest z nimi w ich zwykłym życiu, a nie tylko przy okazji obyczajowych batalii. Bo naprawdę nie tak rzadko słychać głosy: Kościół naucza ponad naszymi głowami i troskami.
Tak widać było w wyrokach boskich napisane, że Synod poświęcony rodzinie i ewangelizacji skończył się symbolicznie beatyfikacją Pawła VI - papieża, który nadał jednoznaczny kierunek nauczaniu o rodzinie i moralności małżeńskiej następnym pontyfikatom. Ojcowie Synodalni przegłosowali już dokument końcowy, można więc pokusić się o jakieś refleksje.
Czy to nie jest tak, że w Kościele potrzeba nam przede wszystkim radości? Otóż… nie. Nie tego nam trzeba i mam zamiar to udowodnić.
Ojciec Święty Franciszek w swojej adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium w kontekście nowej ewangelizacji przypomina, że każdy katolik jest misjonarzem (EG 120). Czy potrzebne są więc jeszcze misyjne seminaria? Większość z nich przeżywa dzisiaj kryzys.
Po lekturze artykułu red. T. Terlikowskiego w dzisiejszej (17.10) "Rzeczpospolitej" pt. "Herezje na synodzie" dochodzę do wniosku, że D. Piórkowski w jednym punkcie się mylił. Zarzuty publicysty nie ocierają się o demagogię: są demagogią w czystej postaci.
Jezus nie jest znakiem sprzeciwu. My też nie powinniśmy. Bóg nikomu i nigdy nie mówi: "Ale ci teraz dowalę", na nikim się nie mści. Kościół nie jest po to, żeby kogoś potępiać. My mamy nieść radość.
Czytając artykuł pt. "Czy chrześcijanin może praktykować zen?", poczułem się wezwany do tablicy. Dlaczego? Bo należę do grupy osób, o której Mateusz, mój współbrat i autor tego artykułu, wspomniał: "Dla wielu chrześcijan na świecie spotkanie z zen umocniło ich relację z Chrystusem". Sprecyzuję.
{{ article.description }}