Dyskusja synodalna zainicjowana przez papieża Franciszka skłania do przypomnienia sobie jak podchodzono do małżeństwa (a więc i rozwodów) w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.
Dyskusja synodalna zainicjowana przez papieża Franciszka skłania do przypomnienia sobie jak podchodzono do małżeństwa (a więc i rozwodów) w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.
Była pierwsza połowa roku 381. W Konstantynopolu toczył się, zwołany przez cesarza Teodozjusza I, sobór. Było to drugie takie zgromadzenie w dziejach Kościoła powszechnego. Jak podają historycy, wzięło w nim udział około 190 biskupów. Nie było papieża ani legatów. Rozstrzygano ważny, choć bardzo trudny, problem teologiczny dotyczący Ducha Świętego.
Była pierwsza połowa roku 381. W Konstantynopolu toczył się, zwołany przez cesarza Teodozjusza I, sobór. Było to drugie takie zgromadzenie w dziejach Kościoła powszechnego. Jak podają historycy, wzięło w nim udział około 190 biskupów. Nie było papieża ani legatów. Rozstrzygano ważny, choć bardzo trudny, problem teologiczny dotyczący Ducha Świętego.
Zarzut Tomasza Terlikowskiego, że część ojców synodalnych nie chce głoszenia Ewangelii i tylnymi drzwiami wpuszcza do Kościoła "konia trojańskiego" ociera się o demagogię.
Zarzut Tomasza Terlikowskiego, że część ojców synodalnych nie chce głoszenia Ewangelii i tylnymi drzwiami wpuszcza do Kościoła "konia trojańskiego" ociera się o demagogię.
Wniosek, że rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, powinno się pozwolić na przyjmowanie komunii, jest raczej ucieczką od problemu. Ośmielę się postawić mocną tezę, że jest to traktowanie Jezusa obecnego w Eucharystii, jako taką "zapchajdziurę" - my czegoś nie umiemy, boimy się stawić czoła problemowi, zatem zostawmy wszystko Panu Bogu, a będziemy mieli czyste sumienie.
Wniosek, że rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, powinno się pozwolić na przyjmowanie komunii, jest raczej ucieczką od problemu. Ośmielę się postawić mocną tezę, że jest to traktowanie Jezusa obecnego w Eucharystii, jako taką "zapchajdziurę" - my czegoś nie umiemy, boimy się stawić czoła problemowi, zatem zostawmy wszystko Panu Bogu, a będziemy mieli czyste sumienie.
Jednym z tematów, którymi media żyły już przed Synodem biskupów była sprawa par niesakramentalnych, czyli tych którzy żenią się ponownie, mimo że ich pierwsze małżeństwo było zawierane w kościele jako sakrament. Przede wszystkim emocjonowano się tym, czy Kościół może w jakiś sposób uznać te nowe związki i dopuszczać tych ludzi do komunii.
Jednym z tematów, którymi media żyły już przed Synodem biskupów była sprawa par niesakramentalnych, czyli tych którzy żenią się ponownie, mimo że ich pierwsze małżeństwo było zawierane w kościele jako sakrament. Przede wszystkim emocjonowano się tym, czy Kościół może w jakiś sposób uznać te nowe związki i dopuszczać tych ludzi do komunii.
Historia Sebastiana Mili - jednego z bohaterów zwycięskiego meczu Polska Niemcy - to coś więcej, niż zwykła opowieść o piłkarzu, któremu udało się strzelić gola w ważnym spotkaniu.
Historia Sebastiana Mili - jednego z bohaterów zwycięskiego meczu Polska Niemcy - to coś więcej, niż zwykła opowieść o piłkarzu, któremu udało się strzelić gola w ważnym spotkaniu.
W Toruniu, dzięki współdziałaniu władz Miasta z Kurią Diecezjalną, na cmentarzu komunalnym powstał grób dzieci martwo urodzonych, których rodzice nie zdecydowali się odebrać ze szpitala.
W Toruniu, dzięki współdziałaniu władz Miasta z Kurią Diecezjalną, na cmentarzu komunalnym powstał grób dzieci martwo urodzonych, których rodzice nie zdecydowali się odebrać ze szpitala.
Czy chrześcijanin może praktykować Zen? Czytamy u św. Pawła, że "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13).
Czy chrześcijanin może praktykować Zen? Czytamy u św. Pawła, że "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13).
Co znaczy bowiem doprowadzić człowieka do skruchy? Jakimi środkami? Czy dokonuje się to przez ukazanie ogromu grzechu? A może poprzez zaprezentowanie wielkości łaski?
Co znaczy bowiem doprowadzić człowieka do skruchy? Jakimi środkami? Czy dokonuje się to przez ukazanie ogromu grzechu? A może poprzez zaprezentowanie wielkości łaski?
Jedną z najcięższych prac na ziemi, moim zdaniem, jest próba wytłumaczenia innym, co ktoś chciał powiedzieć w sytuacji, gdy słowa już zostały wypowiedziane lub napisane i zaczęły swój samodzielny żywot w przestrzeni publicznej. Niezależnie od tego, czy są to słowa polityka, artysty, arcybiskupa czy sąsiada zza płotu.
Jedną z najcięższych prac na ziemi, moim zdaniem, jest próba wytłumaczenia innym, co ktoś chciał powiedzieć w sytuacji, gdy słowa już zostały wypowiedziane lub napisane i zaczęły swój samodzielny żywot w przestrzeni publicznej. Niezależnie od tego, czy są to słowa polityka, artysty, arcybiskupa czy sąsiada zza płotu.
Sam, będąc rozwodnikiem i żyjąc w związku niesakramentalnym, choć z pozoru powinienem takiemu stawianiu sprawy przyklasnąć, wiem dokładnie (właśnie z racji mojego niewesołego doświadczenia), że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
Sam, będąc rozwodnikiem i żyjąc w związku niesakramentalnym, choć z pozoru powinienem takiemu stawianiu sprawy przyklasnąć, wiem dokładnie (właśnie z racji mojego niewesołego doświadczenia), że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
Wystarczyło prześledzić relacje z dwóch pierwszych dni Synodu Biskupów, by odkleić się od tematu rozwodów i spojrzeć na problemy współczesnej rodziny z kilku innych perspektyw. Przyznaję, za bardzo w Polsce i Europie skupiliśmy się na problemie komunii św. dla osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. To ważna sprawa, ale są też inne.
Wystarczyło prześledzić relacje z dwóch pierwszych dni Synodu Biskupów, by odkleić się od tematu rozwodów i spojrzeć na problemy współczesnej rodziny z kilku innych perspektyw. Przyznaję, za bardzo w Polsce i Europie skupiliśmy się na problemie komunii św. dla osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. To ważna sprawa, ale są też inne.
"Dlaczego ci jezuici ciągle zajmują się rozwodnikami? Przecież synod ma mówić o rodzinie, czyli nie tylko o rozwodach." Słychać takie głosy, takie pytania. I, jak sądzę, są one często zadawane przez osoby szczerze zatroskane o dobro Kościoła.
"Dlaczego ci jezuici ciągle zajmują się rozwodnikami? Przecież synod ma mówić o rodzinie, czyli nie tylko o rozwodach." Słychać takie głosy, takie pytania. I, jak sądzę, są one często zadawane przez osoby szczerze zatroskane o dobro Kościoła.
Bardzo liczę na to, że poświęcony rodzinie synod, który rozpoczyna się w Watykanie także do naszych dyskusji o Kościele wniesie więcej z "rewolucji Franciszka".
Bardzo liczę na to, że poświęcony rodzinie synod, który rozpoczyna się w Watykanie także do naszych dyskusji o Kościele wniesie więcej z "rewolucji Franciszka".
Idę sobie wieczorem na różaniec w stronę bazyliki Św. Piotra po Via della Conciliazione, czyli głównej ulicy prowadzącej od Tybru do Watykanu i nagle słyszę dziwny dźwięk. Podchodzę bliżej i w podcieniach koło Sala Stampa (biuro prasowe Watykanu), tam gdzie zazwyczaj o zmroku układają się do snu barboni, czyli rzymscy bezdomni , widzę jednego z nich nadmuchującego pompką ogromny dwuosobowy materac.
Idę sobie wieczorem na różaniec w stronę bazyliki Św. Piotra po Via della Conciliazione, czyli głównej ulicy prowadzącej od Tybru do Watykanu i nagle słyszę dziwny dźwięk. Podchodzę bliżej i w podcieniach koło Sala Stampa (biuro prasowe Watykanu), tam gdzie zazwyczaj o zmroku układają się do snu barboni, czyli rzymscy bezdomni , widzę jednego z nich nadmuchującego pompką ogromny dwuosobowy materac.
Spośród trzech wymienianych poziomów myślenia o kobiecie ( i o mężczyźnie), zwłaszcza ostatni ciągle w zbyt małym stopniu wpływa na nasze pojmowanie relacji pomiędzy płciami, jak też ich praktykę.
Spośród trzech wymienianych poziomów myślenia o kobiecie ( i o mężczyźnie), zwłaszcza ostatni ciągle w zbyt małym stopniu wpływa na nasze pojmowanie relacji pomiędzy płciami, jak też ich praktykę.
Kluczowe wyzwania tegorocznego synodu na temat małżeństwa i rodziny będą, moim zdaniem, trojakiego rodzaju.
Kluczowe wyzwania tegorocznego synodu na temat małżeństwa i rodziny będą, moim zdaniem, trojakiego rodzaju.
"Tymczasem znalazłem cierpliwą, niezachwianą wiarę w sakrament małżeństwa. Okazało się, że to ja byłem księdzem niewierzącym! Nie wierzyłem wcześniej w to zdanie, że każde sakramentalne małżeństwo można uratować, nawet po rozwodzie, nawet po zdradzie...".
"Tymczasem znalazłem cierpliwą, niezachwianą wiarę w sakrament małżeństwa. Okazało się, że to ja byłem księdzem niewierzącym! Nie wierzyłem wcześniej w to zdanie, że każde sakramentalne małżeństwo można uratować, nawet po rozwodzie, nawet po zdradzie...".
Sprawa sakramentów dla osób rozwiedzionych nie będzie najważniejszym tematem synodu poświęconego rodzinie, ale dyskusja wokół tego problemu jest ważna i nie powinniśmy jej bagatelizować albo - nie daj Boże - zakazywać.
Sprawa sakramentów dla osób rozwiedzionych nie będzie najważniejszym tematem synodu poświęconego rodzinie, ale dyskusja wokół tego problemu jest ważna i nie powinniśmy jej bagatelizować albo - nie daj Boże - zakazywać.
Pojawiają się głosy, że synod o rodzinie będzie musiał rozczarować tych, którzy spodziewają się zmian jeśli chodzi o postępowanie z rozwodnikami. Że tak naprawdę Kościół nie ma nic nowego do powiedzenia, że ten problem jest nie do rozwiązania. Jakoś nie może mnie ucieszyć takie pesymistyczne patrzenie na perspektywy synodu. Dlatego pomyślałem, że warto odświeżyć sobie wiedzę na temat rozwiązań w tej dziedzinie stosowanych przez inne niż katolickie tradycje, a konkretnie mówiąc, przez prawosławie i luteranizm, tym bardziej, że wszystkie one uznają nierozerwalność małżeństwa, a jednak "pozwalają" na rozwody.
Pojawiają się głosy, że synod o rodzinie będzie musiał rozczarować tych, którzy spodziewają się zmian jeśli chodzi o postępowanie z rozwodnikami. Że tak naprawdę Kościół nie ma nic nowego do powiedzenia, że ten problem jest nie do rozwiązania. Jakoś nie może mnie ucieszyć takie pesymistyczne patrzenie na perspektywy synodu. Dlatego pomyślałem, że warto odświeżyć sobie wiedzę na temat rozwiązań w tej dziedzinie stosowanych przez inne niż katolickie tradycje, a konkretnie mówiąc, przez prawosławie i luteranizm, tym bardziej, że wszystkie one uznają nierozerwalność małżeństwa, a jednak "pozwalają" na rozwody.