„Nie wiesz kim być? Bądź sobą” - zachęcał parę dobrych lat temu w refrenie swojej piosenki jeden z niszowych zespołów polskiej sceny muzycznej. Bez względu na to, czy tę zachętę sformułujemy bardziej coachingowo: „Bądź sobą!”, czy bardziej poetycko: „Sobą bądź…”, pewne jest to, że pragnienie bycia sobą nosi w sobie wielu z nas. Wielu też doświadcza czasem bądź często tego, że nie wiedzą, kim są tak naprawdę.
Człowiek dzisiejszy to istota niecierpliwa. Cały nasz świat jest bardzo ‘rozedrgany’. Gdzie nam tak spieszno? Do dobrobytu, do wpływów, do robienia interesów, do realizowania własnych marzeń, ale też do ‘postawienia na swoim’, zaspokajania własnych ambicji, nawet kosztem innych. Osiągamy, jednak, niewiele z tego, co wyśnione. Jakże bardzo potrzebujemy wytchnienia pośród tylu trudnych i przytłaczających wiadomości. Co nam może dzisiaj podpowiedzieć Kościół, zwłaszcza papież Franciszek?
Kilkuset księży w całej Polsce lad moment zmieni miejsce zamieszkania. Kolejne diecezje ogłaszają tzw. translokaty. Jedni się z tych przeprowadzek cieszą, inni niespecjalnie. Niektórzy przenosiny traktują jako nagrodę, możliwość stawienia czoła nowym wyzwaniom. Inni widzą w nich karę, bo się przyzwyczaili do miejsca lub zwyczajnie im się nie chce. Podobne odczucia występują także po stronie wiernych. Dla jednych przeniesienie księdza na inną parafię to błogosławieństwo, „bo trudno było się z nim dogadać”, „bo był pazerny na pieniądze”, inni płaczą i rwą włosy z głowy, bo „biskup zabiera takiego fajnego człowieka” i nie wiadomo jaki będzie ten jego następca.
Kolejny rok szkolny za nami. Z radością myślę o wakacjach, odcięciu się od szkolnych trosk i dylematów. Jednak gdy rozmawiam z innymi rodzicami, widzę jak dajemy się łatwo wkręcić w szukanie dzieciom kolejnych atrakcji, ciekawych zajęć, uniknięcia - wręcz na siłę - nudy. Chcemy by nasze dzieci były szczęśliwe i zadowolone, a często zapominamy o tym, że odpoczynek to nie tylko kolejne zajęcia z super animatorami, ale też zwyczajne nic nie robienie, które potrafi koić i regenerować w niezwykle skuteczny sposób.
Tradycyjnie tyleż gorące, co jałowe dyskusje na temat czerwonych pasków i systemów oceniania powoli wygasają. Sama siedzę i w wolnych chwilach tworzę Świadectwo Rodzicielskiej Uwagi - rodzaj laurki, którą nasze dzieci tradycyjnie dostają od nas, rodziców, na zakończenie roku szkolnego. Podglądnęliśmy ten zwyczaj w kręgach edukacji domowej i widzimy jego fantastyczne owoce.
Tegoroczny szczyt grupy G7 przejdzie do historii. Zarówno przyjęcie przez papieża Franciszka zaproszenia na spotkanie tego nieformalnego grona, jak i temat, o poruszenie którego został poproszony, skłaniają do zastanowienia.
Pielgrzymowanie jest na trwałe wpisane w życie i duchowość chrześcijańską. Wyraża się ono na różne sposoby. Istotą jest doświadczenie wewnętrzne, przemieniające każdego indywidualnie, ale czasami potrzebuje ono wyrazu wspólnotowego, wyjścia na zewnątrz. Wystarczy pomyśleć tu o naszych Orszakach Trzech Króli, Marszach dla Życia i Rodziny, jakie odbywają się w tym czasie, procesjach eucharystycznych w okresie Bożego Ciała czy o zbliżających się pieszych lub zmotoryzowanych pielgrzymkach do sanktuariów i miejsc świętych, jakie będą się pojawiały w przestrzeni publicznej w okresie wakacyjnym.
Księża to bezrefleksyjni buce łamiący prawo, a małżeństwo wpędzi cię w nieszczęście. Tak mogłabym streścić przegląd prasy z ostatnich kilku tygodni, nadszedł bowiem sezon kampanii antypowołaniowej i z szaf wyciągane są opowieści o księżach (im gorsze, tym lepsze) oraz łzawe listy do redakcji o tym, jak to „byłam w nim taka zakochana, a teraz po ślubie już nie możemy się dogadać”.
Byliśmy w tych dniach świadkami wymiany korespondencji między wiernymi a biskupami. Najpierw list do hierarchów napisała grupa skrzywdzonych przestępstwami seksualnymi. Podkreślając, że wciąż traktowani są w Kościele przedmiotowo, sformułowali kilka postulatów, które ich zdaniem mogłyby tę sytuację zmienić. Wśród nich znalazły się m.in. postulaty zmiany prawa kanonicznego, a także żądanie zawieszenia w funkcji przewodniczącego KEP – abp. Tadeusza Wojdy, któremu zarzuca się niewłaściwe traktowanie pokrzywdzonych i nieprawidłowości w wyjaśnianiu spraw dotyczących przestępstw seksualnych.
Widać, że ludziom naprawdę zależy na tym, by mieć kapłanów, którzy potrafią służyć. By Kościół nie był miejscem dla klaunów w sutannach, karierowiczów, biznesmenów i księży, którym w zasadzie wszystko jedno, a na pewno obojętne jest to, co stanie się z ludźmi, którzy wokół nich się przewijają.
Właściwie zgadzamy się z psychologami, że nuda jest potrzebna. Nawet jesteśmy skłonni przytaknąć, że w przestymulowanym bodźcami świecie wszyscy powinni czerpać z błogosławieństwa nic nierobienia. Byleby tylko to nie dotyczyło szkolnej rzeczywistości.
Człowiek współczesny nie lubi i nie umie już czekać. Kultura dobrobytu przyzwyczaiła nas do tego, że wystarczy tylko sprecyzować swoje oczekiwania, a wszystko będzie niemal natychmiast gotowe do wzięcia i wykorzystania. Zatraciliśmy umiejętność starania się o coś, systematycznej pracy, cierpliwości w oczekiwaniu. Ale konsekwencją tego jest też i to, że nie czujemy smaku sukcesu, nie umiemy się już cieszyć tym, co osiągnęliśmy.
Obserwując media społecznościowe można dostrzec, że w Polsce jednym z istotnych tematów staje się powoli tożsamość księdza. Bez wątpienia wiąże się ona z jego duchowością. Jaki jest jej stan, szczególnie wśród duchownych diecezjalnych?
To, że mamy kryzys, jest jasne. Widać to choćby po ostatnim spisie powszechnym, w którym jedna piąta Polaków odmówiła informacji o swoim wyznaniu, a prawie milion siedemset osób więcej niż dekadę temu określiły się jako osoby bezwyznaniowe.
Czemu dotąd nie wsłuchano się w głos pokrzywdzonych, czemu proponowanych przez nich rozwiązań nie ma? Strach? Mentalność oblężonej twierdzy? Lęk przed tym, że jak się ustąpi w jednym obszarze, to za moment trzeba będzie to zrobić w kolejnym? Pewnie wszystko na raz.
Wielkimi krokami zbliża się zakończenie roku szkolnego i wyczekiwane przez dzieci (i nauczycieli zapewne też…) wakacje. Jako mama czwartoklasisty ze zdumieniem patrzę na to, co dzieje się w szkole i klasie syna. Zaczął się wyścig z czasem i zbyt "niskimi" ocenami. Nie mam pojęcia jak sytuacja wygląda w innych szkołach czy grupach, ale to, co widzę u nas trochę mnie przeraża. Walka o czerwony pasek, o jak najwyższą średnią, bo inaczej… no właśnie.
Kilka lat temu bliska nam para podzieliła się, że każdą swoją wspólną modlitwę małżeńską kończą słowami: "Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Swego". Pamiętam, jak mnie to wyznanie ogromnie dotknęło. To był brakujący puzel, który umykał mojej duchowości!
Obraz „Kościoła-domu” jest nośny i trafia do każdego. Jednak nie zawsze budzi dobre skojarzenia. Czy sytuowanie się Kościoła w pozycji miłosiernego ojca wypatrującego powrotu marnotrawnego syna przyniesie spodziewane skutki?
Nie przeczuwaliśmy, jaki efekt i znaczenie będą miały słowa Jana Pawła II przyzywające ‘zstąpienia Ducha Świętego i odnowieniu oblicza ziemi’. Nawet papież, który je wtedy wypowiadał tego sobie nie wyobrażał, co sam przyznał po latach. A jednak, były to słowa opatrznościowe, które zmieniły naszą współczesną historię. Są dowodem na to, że przez papieży Bóg (Duch Święty) działa, ‘mówi nimi’. Ich słowa są prorockie. Trudno dzisiaj, kiedy mamy 45 lat od tego pamiętnego wydarzenia, do niego się nie odwołać.
Pobożność maryjna często ukazywana jest jako naiwna, ckliwa, aż nazbyt niewieścia. Czy słusznie? Historia temu przeczy. Także nasze, polskie doświadczenie, ukazuje zgoła inną rolę Maryi w pobożności narodu, niż by to wynikało z powierzchownych skojarzeń. Trudne czasy, w których żyjemy mogą nam pomóc spojrzeć w inny sposób na kult maryjny dzisiaj i jego odnowioną rolę.
{{ article.description }}