Pokój zaczyna się od słów – wciąż uczymy się języka pojednania
Mija niemal 40 lat od historycznego spotkania przedstawicieli religii w Asyżu, zwołanego przez Jana Pawła II. Dziś, wobec wojny, narastającej przemocy i napięć polsko-ukraińskich, jego przesłanie o pokoju pozostaje zaskakująco aktualne: modlitwa musi iść w parze z dialogiem i odpowiedzialnością za słowa.
„Po raz pierwszy w historii spotkaliśmy się: kościoły chrześcijańskie, wspólnoty kościelne i religie świata, w tym świętym miejscu poświęconym św. Franciszkowi, aby złożyć świadectwo przed światem, każdy z nas zgodnie ze swoimi przekonaniami, że pokój ma charakter transcendentny. (…) Wyzwanie, jakim jest pokój, które dziś stoi przed każdym ludzkim sumieniem, przekracza różnice religijne. Jest to problem racjonalnej jakości życia dla wszystkich, problem przetrwania ludzkości, problem życia i śmierci. (...) Dlatego każdy z nas modli się o pokój. Nawet jeśli rozmaicie pojmujemy, i jest tak naprawdę, związek między tą Rzeczywistością i darem pokoju, zgodnie z naszymi różnymi przekonaniami religijnymi, to wszyscy stwierdzamy, że taki związek istnieje. To właśnie wyrażamy, modląc się o pokój”.
To cytat z Jana Pawła II. Sprzed 40 lat. Z przemówienia wygłoszonego 27 października 1986 r. w Asyżu podczas spotkania modlitewnego przedstawicieli różnych religii, którzy przybyli do miasta św. Franciszka na zaproszenie Jana Pawła II, by modlić się o pokój. Jesteśmy niemal w przededniu rocznicy tego spotkania. Uświadomiłem to sobie będąc właśnie w Asyżu, gdy po nawiedzeniu grobu biedaczyny z Asyżu czytałem relacje z wizyty abp. Paula Gallaghera, sekretarza Stolicy Apostolskiej ds. Relacji z Państwami w Moskwie, gdzie za papieżem Leonem apelował o zakończenie wojny i cierpienia ludności cywilnej. Ale internet doniósł także, że polscy biskupi skupieni w Radzie Stałej wydali właśnie „Apel w sprawie pojednania polsko-ukraińskiego”. „Apelujemy do wierzących i niewierzących, do ludzi dobrej woli w Polsce, o szukanie w relacjach polsko-ukraińskich przede wszystkim ducha pojednania i chrześcijańskiej miłości. Apelujemy o uczciwy dialog historyczny, by ciemne plamy naszej wspólnej historii zostały w pełni wyjaśnione. Apelujemy również, aby nie podsycać argumentów narodowościowych wrogich komukolwiek. Apelujemy także do władz państwowych o skuteczniejsze zapobieganie incydentom o charakterze narodowościowym, przy równoczesnym zapewnieniu przestrzegania prawa przez wszystkich, którzy znajdują się na terenie naszego kraju” – napisali biskupi. Na marginesie – chciałoby się powiedzieć: rychło w czas… Wszak zaostrzenie relacji między naszymi państwami, a także wzrost nastrojów antyukraińskich nie nastąpiło wczoraj…
Dwadzieścia dni przede mną (6 sierpnia 2026 r.) w Asyżu był papież Leon. Wzywał młodzież zebraną na spotkaniu „GO! Franciscan Youth Meeting 2026”, by nie bali się „iść na peryferie” i odpowiadać na współczesne wyzwania życiem według Ewangelii. Stwierdzał wprost, że rewolucja Ewangelii burzy mury dzielące ludzi. Z kolei kilka dni temu (22 sierpnia) w San Marino Leon XIV mówił: „Żyjemy w świecie zranionym przez liczne konflikty, w którym z niepokojem obserwujemy narastanie przemocy, zamknięcia i lęku przed drugim człowiekiem. Wobec tych niepokojących tendencji naszą odpowiedzią może być tylko podążanie z jeszcze większym przekonaniem drogą Ewangelii”.
Moja wizyta w Asyżu, wspomnienie spotkania modlitewnego z 1986, wizyta abp. Gallaghera w Moskwie, krótkie spotkanie Leona XIV z młodzieżą w Asyżu, jego słowa w San Marino i apel polskich biskupów mają wspólny mianownik: pokój. Drogą do osiągnięcia pokoju powinna być zatem modlitwa, poprzedzająca, ale i towarzysząca przeróżnym negocjacjom.
Wróćmy na moment do relacji polsko-ukraińskich. Eskalacja negatywnych nastrojów ma przede wszystkim wymiar werbalny. I w tym kontekście przychodzi na myśl list polskich biskupów sprzed kilku lat. Nosił on tytuł: „O ład społeczny dla wspólnego dobra”. Dokument niby sprzed lat, ale wciąż aktualny. Hierarchowie podkreślali w nim bowiem, że jest konieczna w Polsce refleksja nad językiem, którym się posługujemy we wszelkiego rodzaju debatach. „Wszelki dialog kończy się wówczas, gdy język publicznych debat służy budowaniu jednostronnego i nieprawdziwego obrazu życia społecznego czy też stygmatyzowaniu politycznych oponentów” – pisali biskupi.
W liście tym znalazł się także taki apel: „(…) wzywamy wszystkich uczestników życia publicznego, zwłaszcza polityków, dziennikarzy, publicystów i użytkowników mediów społecznościowych, ale także zabierających głos w gronie rodzinnym, sąsiedzkim i współpracowników, do głębokiej refleksji nad językiem używanym w rozmowach o sprawach publicznych. Jesteśmy bowiem przekonani, że jego barwność i wyrazistość można i należy pogodzić z szacunkiem zarówno dla oponentów, jak i dla odbiorców. Wyraża się on poprzez oddzielanie – wypowiadanej w dobrej wierze – krytyki zaniechań lub błędów, od takiego sposobu formułowania ocen poszczególnych osób czy środowisk, który może być krzywdzący, czy wręcz uwłaczający ich godności. Miarą szacunku jest także ograniczenie nadmiernych emocji i uproszczeń, które fałszują rzeczywistość i zamykają drogę zarówno do politycznego kompromisu, jak i do zrozumienia całej złożoności życia publicznego”.
Przywołuję ten fragment, bo on doskonale wpisuje się w debatę na temat relacji polsko-ukraińskich. Ciągle bowiem nerwowo podnosimy sobie ciśnienie. Ulegamy fałszywym narracjom. „Na różne sposoby manipuluje się prawdą, podobnie jak gimnastykę zastępuje się kosmetyką” – pisał w jednym z dokumentów papież Franciszek jakby zaglądając na polskie podwórko. A w czasie rozważań podczas jednej z audiencji generalnej wskazywał, że kiedy zbytnio ufamy sobie, stajemy się pyszni, zarozumiali z przekonaniem o swojej racji, to „wtedy zły znajduje otwarte drzwi” organizuje wyprawę „i bierze w posiadanie nasz dom”. „(…) diabeł wie, jak przebrać się za anioła, wchodzi z grzecznymi słowami i przekonuje was, a na końcu jest to najgorsze niż na początku... Dlatego powinniśmy pozostać czujni, strzec swojego serca” – ostrzegał papież i dodawał: „Strzeż swojego serca, bo czujność jest znakiem mądrości, jest przede wszystkim znakiem pokory, ponieważ boimy się upadku, a pokora jest najlepszą drogą życia chrześcijańskiego”.
A zatem pokornie i z mądrością róbmy swoje. Nie ma sensu oglądać się na tych, którzy niczym małe pieski głośno szczekają i usiłują podgryzać. Ale refleksję nad językiem i tak warto zrobić. I przede wszystkim modlić się o pokój.


Skomentuj artykuł