Reforma kościelnego sądownictwa może być potrzebna, ale to dopiero początek
Od sześciu lat Kościół dysponuje narzędziami pozwalającymi rozliczać biskupów z zaniedbań w sprawach wykorzystania seksualnego. Dziś pojawia się kolejny pomysł – utworzenie jednego kościelnego trybunału karnego dla całej Polski. To krok w dobrą stronę, ale największym wyzwaniem pozostaje zmiana ludzi i ich sposobu myślenia.
Kiedy w roku 2019 papież Franciszek promulgował list apostolski motu proprio „Vos estis lux mundi” (VELM), w którym dość szczegółowo opisano m.in. procedury badania oskarżeń biskupów i wyższych przełożonych zakonnych o zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich, których dopuszczali się podlegający im kapłani, obwieszczono rewolucję. Zwłaszcza, że Kościół od trzech lat miał już inny dokument („Come una madre amorevole”), który podawał m.in. okoliczności w jakich biskup może zostać usunięty z urzędu. VELM został w roku 2023 znowelizowany i wraz z „Come una madre amorevole” tworzy w miarę spójne prawo, pozwalające na zbadanie oskarżeń pod adresem danego hierarchy i następnie wyciągnięcia wobec niego konsekwencji.
Przez ponad rok od publikacji VELM – przynajmniej w sferze publicznej – działo się niewiele. W czerwcu 2020 r. po emisji filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, gdy abp Wojciech Polak złożył w odniesieniu do bp. Edwarda Janiaka zawiadomienie o możliwych zaniedbaniach – o czym poinformował publicznie – ruszyła lawina zgłoszeń. W roku 2021 nie było praktycznie miesiąca, by Watykan nie komunikował o zakończeniu postępowania w odniesieniu do któregoś z polskich biskupów i nałożeniu sankcji. Do dziś takich postępowań było co najmniej 20 – przynajmniej o tylu oficjalnie dowiedziała się opinia publiczna.
Poza wydanym przez Dykasterię Nauki Wiary w roku 2021 tzw. vademecum proceduralnym, w którym odwoływano się do VELM brakowało swoistego przewodnika dotyczącego stosowania procedur. Można więc powiedzieć, że działano w sposób nieco intuicyjny, dokonując indywidualnych interpretacji teksu. Kilka tygodni temu komentarz do tego dokumentu, autorstwa polskich kanonistów działających w zespole ds. konsultacji prawno-kanonicznych Fundacji Świętego Józefa KEP zatytułowany „Praktyczny komentarz do listu apostolskiego motu proprio papieża Franciszka Vos estis lux mundi” ukazał się pod patronatem wspomnianej fundacji. Przy tej okazji ks. dr hab. Jan Dohnalik, jeden z autorów komentarza, wykładowca prawa kanonicznego na UKSW, a także kanclerz krakowskiej kurii zaproponował w wywiadzie dla Fundacji św. Józefa, który powieliły liczne media, zreformowanie sytemu sądownictwa kościelnego w Polsce. W jego propozycji nie chodzi jednak o to, by wyrzucić do kosza wszystkie procedury opisane w Kodeksie Prawa Kanonicznego oraz ustawach pozakodeksowych, ale, by do rozpatrywania spraw karnych stworzyć w Polsce kilka lub nawet tylko jeden trybunał karny.
Ksiądz profesor słusznie zauważa, że działające praktycznie w każdej diecezji sądy kościelne wyspecjalizowane są w sprawach małżeńskich, a wracające „do łask” kościelne prawo karne zbyt wielu specjalistów nie ma. Postuluje zatem, by zebrać takie osoby i utworzyć jeden trybunał. Nie byłoby to jakąś nowością w Kościele powszechnym – takowy trybunał działa np. we Francji.
11-letni Leonardo przybył sam na Lampedusę, stracił mamę, teraz ma nową rodzinę i podzielił się z Leonem XIV swoją historią. Podarował Papieżowi piłkę, żeby ją przekazał innemu dziecku.
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) July 4, 2026
️https://t.co/tID1ri4p4L
© Vatican Media pic.twitter.com/AXuFeNYigU
Propozycja ma sens. Kościelnym postępowaniom karnym nie od dziś zarzuca się nie tylko brak przejrzystości, ale posądza się je także o stronniczość. Zazwyczaj bowiem sprawę księdza X z diecezji Y rozpatruje sąd tejże diecezji, w którym pracują jego koledzy. Nie chciałbym posądzać nikogo o złe zamiary, ale układ towarzysko-koleżeński każe stawiać pod znakiem zapytania rzetelność takowego procesu. Znany jest mi np. przypadek, w którym kolega rocznikowy oskarżanego księdza nie dopatrzył się przestępstwa, a po latach wyszło, że przestępstw tych było bez liku. Stąd też, by uniknąć podejrzeń o stronniczość coraz większa liczba biskupów decyduje się na to, by sprawy karne powierzać trybunałom z innych diecezji. Problem w tym, że najpierw takowy trybunał trzeba znaleźć – nie ma bowiem przepisu, który nakazywałby biskupowi A, by przyjął do rozpatrzenia sprawę, z którą zwraca się do niego biskup B. Jeden trybunał dla całej Polski mógłby być odpowiedzią na te bolączki. Mam jednak świadomość tego, że droga do tego będzie długa i wyboista.
Tak jak długa i wyboista jest droga do tego, by osoby skrzywdzone były uznawane za strony, ale także do tego, by były w kuriach i biskupich sądach traktowane z należytym szacunkiem i po partnersku. Wiele na ten temat słów popłynęło od papieży, wiele od watykańskich dykasterii, ciągle uwagę na ten aspekt zwraca Papieska Komisja ds. Małoletnich czy nasze rodzime Centrum Ochrony Dziecka. I jak grochem o ścianę. Urzędnicy kurialni w wielu kuriach i tak wiedzą swoje. Pokrzywdzeni traktowani są jak piąte koło u wozu. Co z tego, że mamy procedury, skoro po drugiej stronie mamy człowieka bez odrobiny empatii? Tu jest pies pogrzebany: możemy napisać setki podręczników, zorganizować dziesiątki szkoleń, ale na końcu i tak jest człowiek. Albo przywróci wiarę w prawo, sprawiedliwość i Kościół, albo sprawi, że wiary tej nie będzie nigdy. Nad zmianą mentalności tych ludzi winniśmy w Kościele pracować w pierwszej kolejności. Bo idziemy w przepaść.
.webp)

Skomentuj artykuł