Wielki Post w trybie samolotowym: usłyszeć siebie, usłyszeć Boga
W ostatnich dniach przypomniałem sobie, jak wyglądał Wielki Post jeszcze kilka lat temu. W mojej rodzinnej parafii, razem ze wspólnotą oazową, przygotowywaliśmy wielkopostne czuwanie modlitewne. Jednak nie doszło ono do skutku. Czuwanie zostało odwołane, a resztę 40-dniowego czasu zadumy spędziliśmy w prawdziwym odosobnieniu. Był to rok 2020. Czego uczy tamten czas?
Od czasu pandemii koronawirusa minęło już kilka lat. Po licznych perturbacjach większości z nas udało się wrócić do zwykłej codzienności. Ale tamten dziwny czas uświadomił nam coś, co mogło na zawsze zmienić nasze postrzeganie rzeczywistości. Świat jakby się zatrzymał – niezależnie od nas, naszych przekonań i możliwości. Ulice wielkich miast opustoszały, a ich mieszkańcy umilkli, zamknięci w swoich domach i mieszkaniach. Nastała cisza. Właśnie wtedy okazało się, że nie czujemy się w niej tak komfortowo, jak mogłoby się wydawać.
Przebodźcowani i zaplątani w hałasie
Prawdopodobnie żaden okres w historii ludzkości nie był obciążony tak wielkim natłokiem bodźców jak ten, w którym dziś żyjemy. Współczesny człowiek jest wręcz atakowany nimi z każdej strony. Ich głównym nośnikiem są przede wszystkim treści audiowizualne, które zdominowały naszą codzienność. Stosunek liczby osób czytających tradycyjną prasę czy książki do liczby użytkowników korzystających z mediów społecznościowych, słuchających radia i oglądających telewizję jest właściwie oczywisty.
Nasza epoka została zdominowana przez obrazy i dźwięki. Nie ma w tym nic zaskakującego – korzystamy przecież z rozwoju technologii, tak jak wcześniej świat zmieniło wynalezienie druku. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy się zastanawiać, czy to jeszcze my korzystamy z tego dorobku, czy może on zaczyna korzystać z nas.
Sami dobrze wiemy, jak wygląda nasze życie. Funkcjonujemy w ciągłym hałasie. Praca, spotkania, podróże samochodem i komunikacją miejską, a w tle tego wszystkiego gwar rozmów, dźwięki radia i muzyka w słuchawkach. O ciszę coraz trudniej nawet w parku czy w lesie.
Pozostaje jeszcze prywatna przestrzeń naszych domów i mieszkań, która w teorii powinna być ostoją spokoju. Niestety i tam docierają dźwięki radia czy włączonego w tle serialu. Są też tacy, którzy nie potrafią zasnąć bez żadnych odgłosów i kładą się spać z włączonym telefonem. Jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do hałasu i coraz trudniej nam się z niego wyplątać.
Ucieczka przed samym sobą
Każdy, kto kiedykolwiek spróbował zrobić sobie dłuższą przerwę od mediów, zwłaszcza od własnego telefonu, doskonale wie, jak trudne to zadanie. Tym bardziej wiedzą o tym osoby, które miały okazję uczestniczyć na przykład w kilkudniowych rekolekcjach w milczeniu. Niełatwo jest nagle przenieść się do przestrzeni ciszy ze świata, który nieustannie bombarduje nas informacjami.
Współczesny człowiek zmaga się ze zjawiskiem FOMO (ang. Fear of Missing Out), oznaczającym lęk przed wypadnięciem z obiegu informacji. Przyzwyczajeni do stałego dostępu do świata za pośrednictwem nowoczesnych technologii zaczynamy obawiać się utraty tej możliwości i pozostania w tyle za innymi. Nie chcemy czuć się gorsi.
Inną kwestią jest nieumiejętność zmierzenia się z samym sobą. Kiedy odcinamy się od zewnętrznych bodźców, zostajemy sami z własnymi myślami i odczuciami – zaczynamy wyraźniej słyszeć samych siebie. A to nie zawsze budzi pozytywne emocje. Wielu z nas w ciszy przypomina sobie nieprzepracowane sprawy, które wciąż tkwią w psychice i sumieniu, ale przez długi czas były zagłuszane hałasem świata, bo tak było po prostu wygodniej. Dlatego coraz trudniej zasypiać w ciszy, bo właśnie wtedy najmocniej odzywa się to, co nosimy w sobie w ciągu dnia.
W ciszy usłyszeć siebie, usłyszeć Boga
Okres pandemii pozostaje wspomnieniem, które wielu z nas chciałoby wymazać z pamięci. Ale tamten szczególny Wielki Post dał nam lekcję aktualną również dziś: świat może zamilknąć, ale moje wewnętrzne „ja” nigdy – chyba że zrobię wszystko, by zagłuszyć jego głos. Możemy oszukiwać samych siebie tylko do czasu – tak długo, jak długo nie dosięgną nas konsekwencje ignorowania sygnałów płynących z naszego ciała i psychiki.
W ostatnich dniach obchodziliśmy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją – chorobą cywilizacyjną, na którą w Polsce cierpi prawie 1,3 mln osób (dane NFZ). Problemy natury psychicznej często rozwijają się latami, dając subtelne sygnały ostrzegawcze, by przyjrzeć się własnemu życiu. Warunki i tempo funkcjonowania, które narzuca współczesny świat, niestety nie dają nam wiele przestrzeni, by się nad nimi zatrzymać, a czasem nawet je w ogóle dostrzec.
Wielki Post to czas postanowień i refleksji nad własnym życiem. Jeśli jeszcze nie podjąłeś żadnego wyzwania na ten okres, spróbuj postu od hałasu, by naprawdę usłyszeć samego siebie. W ciszy łatwiej usłyszeć także głos Boga.
Możesz zacząć od prostych rzeczy: zamienić kolejny serial na dobrą książkę. W samochodzie wyłączyć radio, a jadąc komunikacją miejską, wyjąć słuchawki i pozwolić sobie na chwilę bez dźwięku. Przed snem dać sobie kilkanaście minut ciszy, by odetchnąć po dniu pełnym bodźców i spokojniej wejść w nocny odpoczynek. Łatwo nie będzie. Ale warto przypomnieć sobie, jak dobrze jest czasem pobyć samemu ze sobą.
Miłosz Żemła


Skomentuj artykuł