Mieczysław Łusiak SJ: epidemia to próba naszej miłości

Mieczysław Łusiak SJ: epidemia to próba naszej miłości
(fot. Marcin Jarzembowski / diecezja.bydgoszcz.pl)
8 miesięcy temu
Mieczysław Łusiak SJ

Tego rodzaju zachowanie dziś jest dla nas chrześcijan cenniejsze nawet od uczestnictwa w Eucharystii, nawet niedzielnej. Dziś tego od nas oczekuje Chrystus. To jest specyfika tego czasu. Czasu miłości.

Nawet gdyby z powodu epidemii kościoły były zamknięte, to i tak ta msza święta byłaby odprawiona. Bo przecież to nie jest tak, że księża mogą odprawiać mszę świętą tylko wtedy, kiedy są wierni na niej. (...) Tak jak zwykle liczyłem zawsze na to, że na naszej mszy 13-tego będzie dużo ludzi, tak dzisiaj liczyłem na to, że będzie nas bardzo mało. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nie było nikogo prócz nas dwóch, celebransów. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że mam do was jakieś pretensje, że przyszliście, ale chciałem zwrócić uwagę na to, że są takie momenty, czasem dzieją się takie rzeczy, które wymagają zachowania w sposób inny niż zwykle. Jeżeli takie rzeczy się dzieją, to one na pewno dzieją się dla naszego pożytku duchowego. Powinniśmy na to patrzeć właśnie według tego klucza, że z tego można wydobyć jakieś dobro.

Wyraz małej wiary

Pojawiają się tu i ówdzie takie głosy, że rezygnacja z uczestniczenia we mszy świętej teraz, w czasie epidemii; że rezygnacja z przyjmowania komunii świętej, albo przyjmowanie na rękę, zamiast do ust - że to jest wyraz małej wiary. Czytałem taki artykuł, jeden z publicystów, który w pewnych kręgach bywa uważany za autorytet w kwestiach wiary i kościoła (...) napisał, że w średniowieczu, kiedy była epidemia, to ludzie tłumnie gromadzili się w kościołach, i że to jest wzór dla nas, że my tak właśnie powinniśmy dzisiaj robić. Powinniśmy tym bardziej chodzić do kościołów, tym bardziej przyjmować komunię świętą i tym bardziej do ust, żeby pokazać jaka jest nasza wiara.

Kiedy czytałem te słowa, przypomniała mi się pewna ewangeliczna scena. Kiedy Pan Jezus był na pustyni, po 40 dniach Jego pobytu podszedł do niego szatan i powiedział: "Jeśli jesteś Synem Bożym, to rzuć się w dół z narożnika świątyni. Bo przecież napisane jest, że aniołowie będą Cię nosić na rękach". (...) Kiedy ja wyobrażam sobie tę scenę, to wyobrażam sobie, że szatan mówił jeszcze więcej: pokaż jaka jest twoja ufność, pokaż jaka jest twoja wiara. Ale Pan Jezus na to powiedział: nie. Bo powiedziane jest: "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga swego". W średniowieczu ludzie nie wiedzieli w jaki sposób przenoszą się choroby. Gdyby wtedy był koronawirus, nie wiedzieliby, że człowiek przez dwa tygodnie może być zarażony tym wirusem, przenosić te zarazki, a nie mieć żadnych objawów. Tego nie wiedzieli, a my dzisiaj to wiemy. Dlatego potrzebne jest zachowanie odpowiednie do sytuacji. Zachowanie, które podpowiada nam z jednej strony wiara, a z drugiej strony miłość. Miłość.

Chrześcijanin to nie jest człowiek, który przede wszystkim wierzy w Boga. (...) Nie to wyróżnia chrześcijanina od innych ludzi, innych stworzeń, bo w to wszystko szatan też wierzy. Szatan wierzy w Boga lepiej niż my wszyscy tu razem wzięci.

My chrześcijanie nie jesteśmy tylko ludźmi wiary. Chrześcijanin to nie jest człowiek, który przede wszystkim wierzy w Boga. To nie jest człowiek, który wierzy w moc Najświętszego Sakramentu. Nie to wyróżnia chrześcijanina od innych ludzi, innych stworzeń, bo w to wszystko szatan też wierzy. Szatan wierzy w Boga lepiej niż my wszyscy tu razem wzięci. Szatan lepiej niż my wierzy w moc Boga, dlatego się tak strasznie Boga boi. Szatan tak mocno wierzy w Najświętszy Sakrament, że wyczuwa jego obecność nawet jeśli jest on schowany. (...) Co więc wyróżnia chrześcijanina od szatana? Miłość. Szatan jest stworzeniem, które nie kocha. Nie interesuje się drugim. Czerpie satysfakcję z tego, że komuś dzieje się krzywda i szuka okazji, żeby tę krzywdę wyrządzić. Szatan nienawidzi miłości, a chrześcijanin to jest ktoś w miłości zakochany.

Chrystus oczekuje, że pokieruje nami miłość

Jeżeli chcemy w tej całej obecnej sytuacji przyjąć postawę chrześcijańską, to powinniśmy przede wszystkim kierować się miłością, czyli zastanawiać się co służy dobru drugiego człowieka. Co służy jego bezpieczeństwu? W jaki sposób mogę drugiemu człowiekowi pomóc? Dlatego w tych dniach o wiele cenniejszą rzeczą niż uczestnictwo w Eucharystii, będzie zainteresowanie się kimś, kto jest chory, słaby, w podeszłym wieku. Czy jest na tyle zabezpieczony we wszystko, co jest mu potrzebne do życia, żeby nie musiał wychodzić z domu? Wczoraj odwiedziłem moją 82. letnią mamę i z miłości do niej nawet nie podałem jej ręki. Przywiozłem jej kilo mąki, jogurt, bo tego jeszcze nie zdążyła kupić.

Tego rodzaju zachowanie dziś jest dla nas chrześcijan cenniejsze nawet od uczestnictwa w Eucharystii, nawet tej niedzielnej. Dziś tego od nas oczekuje Chrystus. To jest specyfika tego czasu. Czasu miłości, czasu troski jeden o drugiego - zwłaszcza o tego najsłabszego. Może właśnie po to mamy nie pójść do kościoła, żeby pójść do kogoś z pomocą? Albo właśnie zostać w domu, żeby przypadkiem nie przenieść choroby, jeśli nie muszę z domu wychodzić?

Jeżeli ta epidemia jest karą Boską, to ja z takim Bogiem nie chcę mieć nic wspólnego.

To byłby wyraz lęku, gdybyśmy teraz tłumnie gromadzili się w kościołach, błagając o to, że dzięki tej licznej obecności Bóg się da zjednać, da się uśmierzyć w ten sposób Jego jakiś gniew, który wyraża się epidemią. Tak mnie bolą słowa, które w tych dniach tu i ówdzie słyszę, że ta epidemia to jest kara Boska. Że to nie przypadek, że to się zaczęło w Chinach, bo tam się zabija dzieci nienarodzone na masową skalę. Jeżeli ta epidemia jest karą Boską, to ja z takim Bogiem nie chcę mieć nic wspólnego. Bo ja swoich dzieci nigdy bym w taki sposób nie potraktował, nawet gdyby dopuścili się aborcji. Nawet gdyby uchwalali prawa proaborcyjne, zezwalające na aborcję nawet do 9. miesiąca ciąży nie zachowałbym się w ten sposób. Ja swoich dzieci nigdy bym nie ukarał, bo tak je kocham. Kocham każdego, kto jest moim dzieckiem, a dzieci mam wiele jako ojciec duchowny.

Podziękujmy Bogu za ten sprawdzian

Nasza Eucharystia o tyle ma sens, o ile budzi w nas miłość. Nasze uczestnictwo w niej o tyle ma sens, o ile budzi w nas miłość. To jest miłość. Przez tyle lat mogliśmy spokojnie uczestniczyć i w niedzielę, i co dzień, we mszy świętej. Może teraz przyszedł czas, żeby się okazało, czy myśmy z tej Eucharystii czerpali miłość? Może przyszedł czas sprawdzianu czy potrafimy o siebie nawzajem zadbać w sytuacji poważnego, realnego zagrożenia? Po to jest ta epidemia. To nie jest kara Boska! To jest próba naszej miłości. Wtedy, kiedy zdajemy egzamin z miłości, zdajemy egzamin z wiary. Bo choćbym miał wiarę taką, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał - byłbym niczym. Egzamin z miłości jest egzaminem z wiary. Tyle w nas jest wiary, ile jest miłości.

Jakkolwiek by to dziwnie brzmiało, przyjmijmy ten trudny czas w naszej ojczyźnie, w świecie. Przyjmijmy nie z lękiem, ale z wdzięcznością. Nie z przerażeniem, że Bóg się na nas pogniewał z powodu naszych grzechów. Nie z przekonaniem, że jako Polacy grzeszymy mniej niż inni, to pewnie będziemy mniej "ukarani" tą epidemią. Przyjmijmy ten czas, to co się dzieje, z wdzięcznością Bogu, że daje nam szczególną okazję sprawdzić się w miłości, w trosce jeden o drugiego. W odpowiedzialności za siebie, za drugiego. Za zdrowie własne i cudze, bo jeśli dbam o własne zdrowie, to dbam o zdrowie innych - w tym wypadku ma to wyjątkowe znaczenie. Dbając o to, by nie zarazić się tą straszną chorobą, dbam o innych. To szczególna okazja i jakkolwiek by to dziwnie brzmiało, już teraz Bogu za to doświadczenie dziękujmy. Za to szczególne, wielkopostne doświadczenie. Wejdźmy w nie z miłością i wdzięcznością.

Wysłuchaj całego kazania:

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
James Martin SJ
33,00 zł
55,00 zł

Nie jest to przewodnik, który umożliwi zrozumienie wszystkiego o wszystkim.Pokazuje on raczej, jak odnaleźć Boga w każdym wymiarze swojego życia.

  • Skąd mam wiedzieć, co powinienem w życiu robić?
  • Skąd mam wiedzieć, kim być w życiu?
  • ...

Skomentuj artykuł

Mieczysław Łusiak SJ: epidemia to próba naszej miłości
Komentarze (21)
JL
Jerzy Liwski
19 marca 2020, 23:39
Czy jest ksiądz za zakazem funkcjonowania sklepów, komunikacji miejskiej, banków, wszelkich zakładów pracy etc etc Tam też gromadzą się ludzie. Co mi powie ksiądz? Że sklepy etc muszą działać, bo są potrzebne do życia... A Eucharystia nie? Komunikacja jest potrzebna, ale Komunia nie? Skąd wśród tak wielu ta niechęć do Eucharystii, to zniechęcanie, to odbieranie wartości, to dezawuowanie, to nazywanie uczestnictwa nieodpowiedzialnym i pozbawionym miłości etc etc. Chrystus słucha tych wszystkich waszych "kazań". Ten czas epidemii to wielki czas prawdy o wielu...
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 09:36
Panie Jerzy, nie jestem za żadnym zakazem i niczego nie zakazuję. Po prostu dzielę się moją wiarą. Moim rozumieniem Ewangelii. Zgodnie z tym, czego nauczył mnie Kościół. Jak ksiądz mówi kazanie, to oznacza, że zaraz coś zakazuje lub nakazuje? Nie jestem od tego. Jeszcze będzie miał Pan w życiu wiele możliwości przyjmowania Komunii św. (chyba, że Bóg wkrótce zabierze Pana do Siebie), a teraz ma Pan niepowtarzalną (zapewne pierwszą w życiu) okazję pokazania, że dla Pana, jako chrześcijanina, zdrowie własne i innych jest ważniejsze niż praktyki religijne, nawet tak szczególne jak Eucharystia. Pamięta Pan jak Pan Jezus uzdrowił w szabat paralityka, a potem polecił mu nawet nosić swoje łoże? A religijni oponenci Jezusa mówili przecież racjonalnie: jest sześć dni w tygodniu, kiedy możecie leczyć się. Po co robicie to w szabat? "My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci" 1 J 3, 14.
WS
~Wojciech Sobolski
20 marca 2020, 13:48
Na szczęście są jeszcze inni kapłani i świeccy dzielący się z nami swoją wiarą i swoim zgoła innym rozumieniem Ewangelii. A to jak księdza rozumienie jest przyjęte to proszę spojrzeć na łapki pod własnym zdjęciem na górze artykułu.
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 14:53
Nie głoszę Ewangelii po to, by dawano mi łapki w górę. Nie jest moim celem podobać się komukolwiek. A tak na marginesie, na youtubie sytuacja z łapkami jest zgoła odwrotna :-)
TS
~Taki Sobie
20 marca 2020, 15:33
Łapki w dół już dawno przestały na kimkolwiek robić wrażenie, i nie ma znaczenia co by się tutaj ukazało. Z miłości nas rozliczą, jak chrońcie swoją rodzinę, której nie odwiedzam choć bardzo tęsknię, tak chronie innych, nie sądzę że Bóg jest tyranem, który nie zrozumie, choć i za nim wierzę Ci że bardzo tęsknisz.
MM
~Magda Miliana
20 marca 2020, 17:41
Rozumiem Ewangelię podobnie jak Ksiądz i bardzo czuję to kazanie. Od lat uczestniczę w codziennej Eucharystii i to daje mi dużo radości i siły do codziennych zmagań, a przede wszystkim do kochania, miłości. Teraz właściwie nic się nie zmieniło, nadal codziennie karmię się Ewangelią i Eucharystią i jestem Bogu wdzięczna za tę możliwość. Na codzień jest mało osób, a jak w niedzielę poszłam na jedną z najbardziej "uczęszczanych" Mszy (mimo, że wcześniej wysłuchałam kazania Księdza nie odebrałam go jako nakazu czy zalecenia, ale wybór) były 3 osoby. Wzruszyłam się, ale jednocześnie ucieszyłam, że jesteśmy tak zdyscyplinowani i odpowiedzialni, że myślimy o sobie nawzajem. Wiem, że to w niczym Panu Bogu nie dodaje ani nie ujmuje, czy ja będę na Mszy czy nie, czy będzie 10 osób czy 100. Nam się czasem wydaje, że musimy upominać, nawracać, ewangelizować aby Panu Bogu nie zabrakło czcicieli, ale kim my jesteśmy? Wszechmocny Pan Bóg naprawdę sobie poradzi bez naszej pomocy i "ewangelizacji"...
MM
~Magda Miliana
20 marca 2020, 17:49
Wracając do kazania: nie odczytuję tego jako napominanie, Ksiadz nie mówi co mamy robić, nie zakazuje iść do Kościoła i uczestniczyć we Mszy św. tylko w domu, nie mówi, że należy komunię przyjmować na ręce, ... Ksiądz mówi, jak on widzi tę sytuację, jak on to czuje, dzieli się z nami swoimi przemyśleniamj i myślę, że dla wielu może to być pomocne i niesie ze sobą pokój serca... A czy "łapki" o czymś w ogóle świadczą...? Ciekawe ile łapek
JL
Jerzy Liwski
20 marca 2020, 19:29
@Ks. Mieczysław. Dlaczego ksiądz sugeruje fałszywe sprzeczności. "w tych dniach o wiele cenniejszą rzeczą niż uczestnictwo w Eucharystii, będzie zainteresowanie się kimś, kto jest chory, słaby, w podeszłym wieku". W jaki sposób uczestnictwo w Eucharystii utrudniałoby pomoc innym? Księdza powołaniem jest nieść wiernym Eucharystię, a nie chleb wodę i lekarstwa (choć w żaden sposób to się nie wyklucza!) - to mogą zrobić inni, tak jak w naszej parafii robi to służba liturgiczna i parafialny caritas. "Tego rodzaju zachowanie dziś jest dla nas chrześcijan cenniejsze nawet od uczestnictwa w Eucharystii" i ksiądz i ja dobrze wiemy, że żaden święty nigdy nie postawiłby czegokolwiek ponad Eucharystię. I proszę mnie dobrze zrozumieć, bo to co widzę, to ciągła próba przeciwstawienia - miłość do człowieka kontra Eucharystia. Eucharystia jest i będzie, w każdej chwili i w każdym czasie Najważniejsza, bo jest realnym i rzeczywistym udziałem i zjednoczeniem z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu cdn.
JL
Jerzy Liwski
20 marca 2020, 19:40
@ks. Mieczysław. cd To że Eucharystia jest Najważniejsza w niczym nie umniejsza znaczenia miłości bliźniego, która jest przejawem miłości do Chrystusa. "a teraz ma Pan niepowtarzalną okazję pokazania, że dla Pana, jako chrześcijanina, zdrowie własne i innych jest ważniejsze niż praktyki religijne, nawet tak szczególne jak Eucharystia". Jakże smutno słyszeć takie słowa od katolickiego księdza. Mam pokazać, że moje własne zdrowie jest ważniejsze niż Eucharystia... Obym księże Mieczysławie nigdy tego nie odczuł i nie okazał... i Ofiarę Chrystusa na Krzyżu sprowadza ksiądz, do "szczególnej praktyki religijnej"... księże, co się dzieje?...
JL
Jerzy Liwski
20 marca 2020, 19:47
@Ks. Mieczysław. Wirus minie, zagrożenie minie - ale zostanie krajobraz po bitwie. Ludzie z wpojonym przekonaniem, że działalność charytatywna, pomocowa jest ważniejsza niż Eucharystia, że miłość do drugiego człowieka jest ważniejsza niż Eucharystia, że Boga można spotkać tak samo wszędzie, że tak samo jak na Eucharystii można go spotkać w domu (na przykład grając w gry planszowe z bliskimi, jak napisał jeden z autorów deonu)... Taki będzie krajobraz po bitwie... tylko kto się z nim zmierzy?
JL
Jerzy Liwski
20 marca 2020, 19:53
Na każdym rogu widzę prace jakie podejmują sprzedawcy, by móc dostarczyć sprzedawane przez siebie dobra innym. W piekarni ograniczenie do jednej osoby w środku, w warzywniaku w drzwiach wstawiona pleksi z wyciętym otworem przez który jak w aptece sprzedawca podaje warzywa, biedronka w której ochrona pilnuje ilości osób, które weszły do środka, apteka w której też może być tylko jedna osoba i wyklejona taśmą podłoga, do którego miejsca wolno podejść by farmaceuta był bezpieczny... etc etc. Oni wszyscy chcą dostarczyć dobro, które mają. A co robi Kościół, by dostarczyć największe dobro, które posiada, Eucharystię? Przewyższającą wartością wszystkie chleby warzywa i leki całego świata? Nic, po prostu powie nam, że są rzeczy ważniejsze niż Eucharystia i możecie po nią przyjść jak już będzie bezpiecznie...
TS
~Taki Sobie
20 marca 2020, 20:46
Długo i nieprzekonywująco, nikt nikomu nic nie zakazał, w opowieści o dobrym Samarytaninie mowa jest o kapłanie, który spieszył do swiątyni nie pomógł bo stałby się rytualne nieczysty , w jego mniemaniu Bóg w światyni był najważniejszy, a raczej wydawało mu sie, że Bóg od niego tego oczekuje to było dla niego najważniejsze, no przeszedł obok i poszedł do swiatyni.
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 21:15
Nie da się nie przeciwstawić w tym szczególnym okresie Eucharystii i pomagania ludziom. Eucharystia jest z zasady ZGROMADZENIEM ludzi. Pomoc, o którą chodzi w tych dniach, jest niesiona pojedynczym osobom. Tę pomoc można (chyba jest wskazane) nieść nawet trochę na odległość - na przykład zostawiając zakupy pod drzwiami, by uniknąć zbliżania się na mniej niż kilka metrów. Nie powiedziałem, że "uczestnictwo w Eucharystii utrudniałoby pomoc innym". Powiedziałem, że uczestnictwo w Eucharystii, która jest ZGROMADZENIEM, jest teraz narażaniem siebie i innych na chorobę, a może nawet śmierć.
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 21:16
Nie da się nie przeciwstawić w tym szczególnym okresie Eucharystii i pomagania ludziom. Eucharystia jest z zasady ZGROMADZENIEM ludzi. Pomoc, o którą chodzi w tych dniach, jest niesiona pojedynczym osobom. Tę pomoc można (chyba jest wskazane) nieść nawet trochę na odległość - na przykład zostawiając zakupy pod drzwiami, by uniknąć zbliżania się na mniej niż kilka metrów. Nie powiedziałem, że "uczestnictwo w Eucharystii utrudniałoby pomoc innym". Powiedziałem, że uczestnictwo w Eucharystii, która jest ZGROMADZENIEM, jest teraz narażaniem siebie i innych na chorobę, a może nawet śmierć.
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 21:23
A jak ma Pan na przykład anginę, z gorączką 39 stopni i wyraźne zalecenie lekarza, by leżeć w łóżku aż do wyzdrowienia, to też Pan idzie w niedzielę na mszę, bo msza jest ważniejsza niż zdrowie? Ofiara Chrystusa na Krzyżu nie dokonuje się tylko w czasie Eucharystii. Tam dokonuje się w szczególny sposób. Dziś ofiara Chrystusa dokonuje się w szpitalach, gdzie lekarze oddają życie za innych. To jest też Eucharystia, tylko ma inną formę.
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 21:34
Jak rozmawiam z ludźmi niewierzącymi, zwłaszcza młodymi, to często słyszę zarzut, że katolicy są "święci" w kościele, a wystarczy, że przekroczą próg świątyni i wrócą do domu, a już wszystko wraca do "normy" - przemoc, krzywda, obgadywanie, oszustwa itd. A tak poza tym, może "po bitwie" będzie odwrotnie - ludzie poczują, jak wielką wartością jest uczestnictwo w Eucharystii. Tak często bywa, że doceniamy wartość bliskich nam osób dopiero wtedy, gdy ich zabraknie. Może podobnie będzie z Eucharystią?
Mieczysław Łusiak SJ
20 marca 2020, 21:37
Eucharystia jest zgromadzeniem wiernych wokół Stołu Pańskiego, a nie sprzedażą warzyw.
AD
~Anna D
23 marca 2020, 20:58
Prawdziwy Kościół zejdzie do podziemia. Już niebawem... A "przypudrowani" księża, którzy być może nieświadomie łamią sumienia ludzkie odpokutują za to co teraz czynią... Zamykacie kościoły, chowacie się w swoich pałacykach. Boicie się wszystkich.... WSZYSTKICH tylko nie BOGA!
JB
Jerry Bo
25 marca 2020, 12:40
(cd.): Ap 2, 5 "Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie nawrócisz." Ap 3, 10 "Skoro zachowałeś nakaz mojej wytrwałości i Ja cię zachowam od próby, która ma nadejść na cały obszar zamieszkany, by wypróbować mieszkańców ziemi. 11 Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał!" A co Kościół ma cenniejszego niż Ciało Pana Jezusa, Chleb Życia wiecznego?
JB
Jerry Bo
25 marca 2020, 12:48
Tu nie chodzi o tych, którzy ewidentnie nie mogą ruszyć się z domu/łóżka, ale o całkowite ograniczenie dla wszystkich, w tym młodych i zdrowych. Przez całe wieki ludzie chorowali i umierali, lekarze i pielęgniarki oddawali swoje życie próbując im pomóc, co nie przeszkadzało jednocześnie uobecniać Ofiary Jezusa. Ofiara Chrystusa, to ofiara Chrystusa, a ofiara lekarzy to ofiara lekarzy - to NIE jest to samo, a jeśli dla księdza jest, to może trzeba było zostać lekarzem ciał, a nie dusz? Może trzeba sprawować od dzisiaj wieczną Pamiątkę Ofiary Lekarzy wszystkich czasów? Prawdziwą wartość przed Bogiem każdej jednej ofiary ma złączenie jej z ofiarą Chrystusa. Inaczej nawet najlepsze moralnie dzieło może się okazać słomą, zbieraną dla własnej chwały...
JK
~Jan Kowalski
27 marca 2020, 15:14
Panie Jerzy, czytając Pańskie komentarze odczuwam jakieś ogromne pokłady nienawiści. Skąd i po co?! Artykuł księdza mówi o miłości, a tutaj ... Nie rozumiem!

Skomentuj artykuł

Mieczysław Łusiak SJ: epidemia to próba naszej miłości
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.