Nie naiwna, a konieczna. Nadzieja według ks. Jana Kaczkowskiego

Nie naiwna, a konieczna. Nadzieja według ks. Jana Kaczkowskiego
Maksacjusz TV/ YouTube
Logo źródła: WAM ks. Jan Kaczkowski

“Dla mnie życie na pełnej petardzie to odcięcie się od wszystkich lęków, strachu… Życie w zgodzie z własnym sumieniem, z tym, co czuję. Życie tak, jak w danym momencie, w danej chwili wymaga tego ode mnie sytuacja” - ks. Jan Kaczkowski nie oferował tanich porad ani banalnych pocieszeń. Mówił, że na życie nie można czekać. Że wydarza się ono tu i teraz i najważniejsze, co powinniśmy zrobić, to przyjmować je z nadzieją i otwartym sercem. Mija 10 lat od jego odejścia, jednak lekcje, którymi dzielił się ze światem wciąż pozostają aktualne. Publikujemy fragment książki “Nadzieja. Słowa na pożegnanie”.

1. To jest wysiłek: być na tyle eleganckim, żeby nawet w złości, kiedy ktoś nas obrazi, nie odwdzięczać się tym samym. Ale odpowiedzmy sobie na pytanie: dlaczego warto? Wszystkie kłopoty, przeciwności powinniśmy traktować jako wyzwanie. Mogę kimś pogardzić, ale co to zbuduje? Zbuduje jego? Mnie? Wydaje mi się czymś przepięknym, pociągającym to, że każdy ma szansę życiem napisać swoją Ewangelię. Wtedy, kiedy nienawidzę, kiedy pogardzam innym, wkładam kolejne ciężary na ramiona Zbawiciela, który już dźwiga niemało.

DEON.PL POLECA

 

 

2. Nie jesteśmy w stanie uchronić ludzi przed popełnianiem błędów, a świata przed złem. W Piśmie Świętym świat i Ewangelia zwykle pozostają ze sobą w kontrze. Ale jednak w jednym momencie Ewangelia świętego Jana patrzy na świat pozytywnie. „Chrystus nie przyszedł na świat, aby go potępić, ale żeby świat był przez Niego zbawiony” (J 3,17). Jesteśmy częścią tego świata, dlatego nie stawiajmy się w kontrze do niego.

3. Im bardziej jesteśmy autentyczni, tym bardziej jesteśmy swobodni. Natomiast pewna sztywność w postawie i w myśleniu, która jest zarzucana katolikom, może wynikać z tego, że oni sami są po prostu nie do końca przekonani do tego, co robią. Ktoś, kto czuje się dobrze na swoim miejscu, potrafi wyjść z konwencji. Nie mówię o rozmienianiu się na drobne i odrywaniu od korzeni, ale o takim wzroście, który pozwala sięgać naprawdę daleko. Jednocześnie nie ma tu miejsca na żadne zgniłe kompromisy moralne. Jak zachować nieskazitelność gołębia i roztropność węża? Roztropność nie może doprowadzić do kompromisu moralnego, a  nieskazitelność nie może doprowadzić nas do purytanizmu, przez który przestaniemy być skuteczni. Po to mamy sumienie, żeby się nim kierować, kiedy musimy stąpać po cienkim lodzie. A musimy robić to stosunkowo często, ponieważ w wierze jesteśmy wezwani do ryzyka.

4. Czy jest możliwe, aby się nie bać i żyć? Oceniam, że jest to możliwe, przynajmniej sądząc po sobie. Wydaje mi się, że w rzeczywistości pełnej zagrożeń osiągnąłem pewien poziom wolności od strachu. Walczę ze strachem w  szczególny sposób od chwili, kiedy przyszła ta moja choroba. (…) Strach nas nie buduje. Życie samymi obawami nie ma więc sensu. Przecież i tak w życiu każdego z nas nadejdzie jakiś trudny moment. Jest to wpisane w nasz los: chwile pełne piękna, dla którego brakuje słów, i chwile cierpienia, w obliczu którego można tylko milczeć. Kiedy przyjdą problemy, wtedy trzeba będzie wysoko podnieść głowę i stawić im czoło. Człowiek ma do tego dość sił. Pan Bóg nie daje nam zadań, których nie potrafilibyśmy unieść. Z trudnych historii na ogół wychodzimy mocniejsi, mądrzejsi.

5. Pluszowi katolicy są katolikami wychowanymi przez pluszowych księży. (…) Pluszowi księża to ci pośród moich współbraci, którzy cały czas egoistycznie patrzą w siebie i mówią, że w kapłaństwie koniecznie musi być fajnie, miło i przyjemnie. Wcale tak nie musi być, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. Wychowują więc pluszowych katolików, ludzi nieumiejących zmierzyć się z wymaganiami moralnymi, bo od początku tkwią w atmosferze przyjemnego ciepełka, w naszych wspólnotach, w duszpasterstwach akademickich, w grupach dominikańskich czy jezuickich, ale też w inicjatywach z górnej półki: w środowiskach twórczych, akademickich, inteligenckich. Pluszowatość grozi każdemu, kto zacznie żyć w przekonaniu, że „ma być fajnie i przyjemnie”. (…) Oczywiście, sukcesy po ludzku też są nam potrzebne, bo gdybyśmy ciągle przeżywali porażki, to wreszcie zabrakłoby motywacji do zaczynania bez przerwy od nowa. 

DEON.PL POLECA


6. Zachęcam was do odwagi i otwartości. Do tego, byście czasem albo często krzyczeli przeciw niesprawiedliwości, niszczeniu autorytetów. Żebyście mieli siłę, by w swoim środowisku przecinać pęta i więzy zła.

7. Naszym braciom, którzy nie są jeszcze gotowi, by żyć w pełni życiem chrześcijańskim, nie stawiajmy poprzeczki za wysoko, bo przecież dobrze wiemy, że do wielu rzeczy sami dorastamy. O ile dorastamy. Być może są całe dziedziny naszego życia, w których w ogóle nad sobą nie pracujemy… Dlaczego? Bo się tak przyzwyczailiśmy do jakiejś słabości, że nie wyobrażamy sobie codzienności bez niej, niepostrzeżenie wrosła w nas. Nie rozliczajmy innych. Rozliczajmy siebie.

8. Depresja jest wciąż lekceważoną chorobą XXI wieku. Michel Houellebecq w książce Uległość twierdzi, że Zachód znudził się ateizmem. Że pustka, która wyziera z laicyzmu, prowadzi do depresji. Ludzie zaczynają na powrót szukać religii, bo w niej odnajdują utracone poczucie sensu. Houellebecq pisze, że tamtejsze społeczeństwo wpada w otchłań nie tyle melancholii, ile nihilizmu. Tylko że ten nihilizm zaczyna być już męczący. Paradoksalnie, pcha ich on w stronę religii. Jakiejkolwiek.

9. To, że Chrystus jest tak blisko i  chce nas zbawić, nie zwalnia nas z odpowiedzialności i obowiązku szukania Boga. Pan Bóg jest tak delikatny, że nigdy nie wpieprza się w nasze życie w sposób dosłowny, nigdy nas Bożym paluchem nie przestawia. Kiedy dzieje się coś  złego, nie mówmy: „Załatw za mnie, Panie Boże, tę sprawę”. Nie módlmy się: „Zrób to czy tamto”. Zachęcam, by próbować innych słów: „Uzdolnij mnie, Duchu Święty, przybądź, rozwiń dary, których zalążek otrzymałem w bierzmowaniu: mądrości, roztropności, męstwa, żebym to ja sam umiał załatwić swoje sprawy przy Twojej pomocy”.

10. Bądźmy optymistami. Ufajmy Bożemu miłosierdziu. Ale nie rozszerzajmy własnych sumień, ufając zuchwale. I bądźmy pewni, że jeżeli dochowamy staranności, włożymy intelektualny i duchowy wysiłek, by wszystkie swoje problemy rozkminić, będziemy uczciwie podchodzić do rozmaitych problemów, które stawia nam życie, to – tak myślę, w to wierzę – Pan Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu właśnie ten wysiłek doszukiwania się prawdy w wolności będzie oceniał.

11. W chorobie, podobnie jak w innych życiowych trudnościach, ratuje nas poczucie humoru, autoironia i dystans do siebie.

12. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się skarżył, że był biedny, całe życie musiał tyrać albo nie pojechał na Seszele. Ale wielokrotnie widziałem żal z powodu głupio zerwanych relacji. Tego, że się nie zdążyło przytulić syna czy córki. Że się nie zawalczyło o małżeństwo, gdy się zaczęło walić, i że się rozsypała rodzina. Relacje rodzinne, przyjacielskie są życiodajne. Wysiłek, który włożymy w budowanie dojrzałych związków międzyludzkich, ochroni nas przed grubszymi moralnymi wpadkami. Często jako pokutę polecam ludziom, żeby wyobrazili sobie twarz bliskiej im osoby i pomodlili się za nią tak bardzo, jakby chcieli ją przytulić.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Jan Kaczkowski

Chciałbym wam powiedzieć jeszcze jedno: walczcie o siebie, nie dajcie się wdeptać kryzysom beznadziejności, chwilowej ciemności, walczcie o czyste sumienie i nigdy nie myślcie, że Bóg jest przeciwko wam.

Ksiądz Jan Kaczkowski wiedział, jak trudno...

Skomentuj artykuł

Nie naiwna, a konieczna. Nadzieja według ks. Jana Kaczkowskiego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.