W najbliższy weekend wspominamy w Kościele katolickim coś niezwykle ważnego, co niejednemu wierzącemu może sprawiać ogromną trudność. W sobotę obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Świętego, w niedzielę wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Krzyż, boleść, śmierć, cierpienie, ból. Coś, od czego normalnie uciekamy i jest to zupełnie naturalny i zdrowy odruch, a z drugiej strony - to też prawda, do której kontemplacji zachęca nas Kościół. Po co?
Zestawiając różne dane i informacje można złożyć dwa różne obrazy Kościoła katolickiego w Polsce. Obrazy pokazujące swego rodzaju dwa życia. Czy on mogą się spotkać?
Czy jest jakiś ratunek dla nas? Złe wieści zastępują jeszcze gorsze. Nawet pogoda nie współpracuje. Długotrwałe upały są już bardzo uciążliwe, początek roku szkolnego zdaje się być wielkim wyzwaniem dla dzieci i rodziców, ale też dla szkół i władz, nawet dla Kościoła. Polityka wydaje się być nieustannym konfliktem i nic nie zapowiada, żeby w możliwej do przewidzenia przyszłości coś się zmieniło. Wszyscy jesteśmy zakładnikami tej walki. Wojna za granicami trwa w najlepsze, a jakieś ‘jaskółki’ dialogu mają wszelkie cechy gry pozorów. Tutaj też trudno oczekiwać jakichś radykalnych zmian i natychmiastowych rozwiązań. Co może zrobić pojedynczy człowiek?
Oficjalnie ich nie ma. Nikt tych liczb nie podaje, myślę, że chyba trochę jak w wojsku, żeby nie psuć morale. Czemu? Bo inni, jak zobaczą, też będą chcieli odejść? Nie wiem. Wydaje mi się, że to niezbyt trafna motywacja do tego, by zamilczać temat.
Politycy nie potrafią żyć bez Kościoła. W twierdzeniu tym nie chodzi jednak o fakt bycia katolikiem, który chodzi w niedzielę na mszę, przyjmuje sakramenty i jest po prostu członkiem kościelnej wspólnoty. Politycy nie potrafią żyć bez Kościoła rozumianego jako instytucja. Nie mogą się obyć bez biskupów, czy toruńskiej rozgłośni radiowej.
Polski internet rozgrzała wiadomość o tym, że córka marszałka sejmu Szymona Hołowni nie została przyjęta do Społecznej Szkoły Podstawowej Świętej Rodziny w Otwocku. Jakie wnioski można wyciągnąć z tej sytuacji?
Niedzielna Msza święta z udziałem dzieci, początek kazania. Młody kapłan, nowy w parafii, wychodzi do przodu i opowiada, że jest mu trudno, że trochę się boi, bo zmiany budzą lęk, w nim również. Kilka dni później okazuje się, jak jego słowa były nam bardzo potrzebne.
Trzy różne szkoły podstawowe w trzech różnych miejscach Polski. Troje chłopców w wieku od 8 do 11 lat, spokojnych, inteligentnych, w powszechnym mniemaniu "kulturalnych i ułożonych". Sześcioro rozważnych, wykształconych rodziców. W tej historii łączy ich jedno - bezsilność wobec przemocy w szkole.
Wciąż nie brak sugestii, że Kościół w Polsce jest w lepszym stanie, niż w innych krajach na naszym kontynencie. Czy potwierdza to niedawne spotkanie przedstawicieli europejskich Kościołów lokalnych na II sesję XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, które odbyło się w Linzu?
Po raz kolejny, 1 września – od Światowego Dnia Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego – rozpoczynamy ekumeniczną inicjatywę ‘Czas dla Stworzenia’, która potrwa do 4 października, święta św. Franciszka z Asyżu. Niektórzy słysząc to, myślą, że to znowu jakaś ‘odleciana’ inicjatywa ekologów, miłośników muszek i kumkających żabek, i w konsekwencji dosłownie lub w przenośni zatykają uszy i nie chcą o tym słyszeć. To błąd, bo świat stworzony to jest jedyna rzeczywistość, którą mamy ponad wszelkimi podziałami, z religijnymi włącznie.
O religii w szkole mówi się dużo, ale brakuje mi ze strony Kościoła jednego, kluczowego przekazu: dlaczego w ogóle warto być człowiekiem wierzącym? Co to daje, że naszej wiary uczymy dzieci? Czy ten przekaz jest tak oczywisty, że wszyscy to wiedzą? No cóż, rzeczywistość jasno pokazuje, że nie do końca.
Rok szkolny za pasem, dyskusja o religii trwa w najlepsze. Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego pozytywnie odpowiedziała na prośbę Kościoła rzymskokatolickiego oraz kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej i lipcowe rozporządzenie minister edukacji dotyczące organizacji lekcji religii w szkołach zostało zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego.
Kilka dni temu mignęła mi na Facebooku mojej parafii wzmianka o Liście Duszpasterskim KEP dotyczącym wychowania. Na końcu listu widnieje informacja, że przeznaczony jest do wykorzystania duszpasterskiego 1 września, tydzień przed planowanym XIV Tygodniem Wychowania. Przeczytałam go, bardzo uważnie i z otwartością. Czy wniósł coś do mojego życia? Nie, choć jest we mnie ogromna wdzięczność, że biskupi starają się taki temat podjąć.
Najnowszy numer „Do Rzeczy” straszy na okładce „ukrainizacją Polski”, czyli – jak czytamy w tekście – „nasyceniem struktury etnicznej Polski komponentem ukraińskim na taką skalę i w taki sposób, które uniemożliwiają asymilację ukraińskiego elementu napływowego do polskości”. Pomijając pytanie o sens owej „asymilacji” – Ukrainiec jest Ukraińcem i jeśli chce, to niech sobie nim zostanie – warto zauważyć, że w przeszłości najczęstszą alternatywą dla braku asymilacji była eliminacja. Czy przy całym szacunku do obaw, które towarzyszą obecności naszych wschodnich sąsiadów wśród nas, rzeczywiście w naszym interesie jest budzenie nacjonalistycznych demonów?
Masowy ruch pielgrzymkowy jest właściwie polskim fenomenem. Pielgrzymowanie – te kilka dni, gdy różni ludzie, o różnym statusie społecznym, wyruszają razem w podróż – to w pewnym sensie papierek lakmusowy polskiego katolicyzmu.
Mierząc się z bieżącymi problemami Kościoła w Polsce warto posłuchać, co mówi w ostatnim czasie papież Franciszek. A mówi m.in. o prawach człowieka, zmianie kontekstu kulturowego i powołaniu Kościoła w konkretnej rzeczywistości.
No i stało się! Zapowiadany scenariusz rugowania lekcji religii ze szkół i przedszkoli publicznych zaczął się realizować. Na razie niby ‘osłodzony’ przepisami przejściowymi, niby pewne rozwiązania nie są obligatoryjne, jak to łączenie w grupy różnych poziomów, ale kierunek jest jasny. Jeszcze są jakieś próby ratowania sytuacji ‘in extremis’, ale raczej można przypuszczać, że w obecnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych nie przyniosą znaczących efektów.
Skąd się biorą opinie o Kościele? W sieci znajdziemy dwa nieco zaskakujące źródła, które mogą wpływać na jego wizerunek. A jedno z nich ma moc porządnie go psuć.
Gdy dzielę się swoim doświadczeniem wiary i codzienności w mediach społecznościowych, często dostaję wiadomości od ludzi, którzy czują się zagubieni. Tak bardzo pragną być bliżej Pana Boga i tak mocno nie potrafią się w tym wszystkim odnaleźć. Co zrobić, by rzeczywiście się z Nim spotkać? Jak żyć, gdy ciągle wraca się do konfesjonału z tą samą listą grzechów?
Przy okazji wakacyjnego pobytu w rodzinnych stronach zabraliśmy się za renowację drewnianego płotu wokół posesji. Pracy było sporo i dla każdego z naszej sześcioosobowej rodziny znalazło się jakieś zadanie.
{{ article.description }}