Herezje w liście Episkopatu, czy awantura o nic?
Episkopat opublikował list do wiernych z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Dokument, który dotyka relacji chrześcijańsko-żydowskich oraz problemu antysemityzmu, wywołał burzę. Skala reakcji jest bezprecedensowa: od rzeczowej krytyki po zarzuty o herezję. Jeśli mierzyć temperaturę debaty liczbą komentarzy, mamy do czynienia z jednym z najgłośniejszych listów biskupów w historii.
Największe emocje wzbudziło jedno zdanie: „Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”. Przyznam, że to właśnie reakcja na te słowa najbardziej mnie zdziwiła. Nie dlatego, że zdanie jest odważne – przeciwnie, jest ono teologicznie dość zachowawcze. Biskupi nie ogłosili żadnej nowości, lecz przypomnieli nauczanie obecne w Kościele od dziesięcioleci. Soborowa deklaracja Nostra aetate jasno podkreśla, że Żydów nie wolno przedstawiać jako odrzuconych czy przeklętych przez Boga, choć Kościół jest nowym Ludem Bożym.
Ten sam wątek powraca u papieża Franciszka w Evangelii gaudium: przymierze Boga z narodem żydowskim nie zostało odwołane. Z kolei św. Paweł w Liście do Rzymian przypomina, że „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29). To zresztą dobra wiadomość także dla chrześcijan: skoro Bóg jest wierny Izraelowi, tym bardziej pozostaje wierny Kościołowi.
Izrael pozostaje z łaski Bożej narodem wybranym
Ciekawy trop interpretacyjny podsuwa o. Jacek Gniadek SVD, sięgając do wczesnego eseju Josepha Ratzingera Neopoganie i Kościół. Przyszły papież proponuje, by pytanie o zbawienie stawiać „od góry”, a nie „od dołu”. Innymi słowy: nie zaczynać od ludzkich wysiłków i statystyk („ilu się zbawi?”), lecz od działania Boga.
Ratzinger analizuje przypowieść o uczcie weselnej (Mt 22,14) i przekonuje, że zdanie „wielu jest powołanych, lecz niewielu wybranych” bywa błędnie rozumiane. Nie chodzi o prostą arytmetykę zbawienia – ilu się „załapie”, a ilu nie – lecz o dynamikę Bożego wyboru. Najpierw wybrany zostaje Izrael, „niewielu” wobec wszystkich narodów. Następnie, w Chrystusie, logika ta zostaje odwrócona: poganie, dotąd „nie-wybrani”, zostają włączeni do obietnicy.
To nie anulowanie przymierza z Izraelem, lecz jego rozszerzenie. Paweł pisze przecież o tajemnicy, w której „cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11, 26). W tej perspektywie „niewielu wybranych” nie oznacza elitarnej grupy ocalonych, lecz tych, przez których Bóg realizuje swój plan wobec wszystkich, w tym „całego Izraela”.
Prawdziwe, „odgórne”, pytanie brzmi: jak Bóg dotrzymuje swoich obietnic (Rz 11) poprzez paradoksalny mechanizm „wielu powołanych – niewielu wybranych”? Właśnie dzięki tym „niewielu” – jako narzędziu łaski Chrystusa – w końcu cały Izrael zostanie zbawiony.
Osobny porządek zbawienia?
Jeszcze więcej kontrowersji wzbudził fragment niejako wynikający z omawianego wyżej zdania, że Żydzi wciąż są narodem wybranym i sugerujący – tak twierdzą krytycy – że skoro Stare Przymierze wciąż jest ważne, to Bóg przygotował dla Żydów osobny porządek zbawienia. Niektórzy proboszczowie z tego powodu nie odczytali listu w swoich parafiach.
Tak zrobił ks. Daniel Wachowiak, który napisał na X: „Mam obowiązek czytania listu, gdy jest odpowiednia kurialna adnotacja. Pod bieżącym listem KEPu nie znajduję takiej informacji, więc głoszę homilię o Jedynym Zbawicielu Jezusie Chrystusie” – napisał proboszcz parafii pw. św. brata Alberta w Koziegłowach. Jest to wyraźna sugestia dlaczego list dla wielu księży stał się problematyczny. Uznali oni, że biskupi promują osobną drogę zbawienia dla Żydów, bez udziału Chrystusa.
Uważam, że ten zarzut jest bezzasadny. Dokument wpisuje się bowiem w nauczanie Kościoła katolickiego, podkreślając nieodwołalność Przymierza z Izraelem, wspólne duchowe dziedzictwo oraz eschatologiczną nadzieję na pełne włączenie Żydów w zbawienie przez Chrystusa, bez negowania Jego centralnej roli jako jedynego Pośrednika i sugerowania dwóch niezależnych od siebie dróg zbawienia.
List explicite mówi o wspólnej mesjańskiej nadziei eschatologicznej, przypominając – zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego – że gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza. Końcowy cytat: „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” – nie wprowadza dwóch dróg, a raczej wyznacza granice ludzkiego rozumienia. Nie ma tu dwóch dróg zbawienia – jest jedna, przez Krzyż, z tajemnicą Bożego miłosierdzia wobec Izraela.
Poza Kościołem nie ma zbawienia
Zbawienie nie jest możliwe bez Chrystusa. Trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie. Zawsze przychodzi ono przez Niego. Żaden ksiądz, tym bardziej biskup, nie twierdzi inaczej. W liście Episkopatu również nie znajdziemy takiej tezy. Nie oznacza to jednak, że zbawienie nie może stać się udziałem wyznawcy innej religii, czy człowieka nieochrzczonego. Owszem – jak naucza Kościół – może! Istnieje nadzieja zbawienia dla wszystkich ludzi dobrej woli. To Dobra Nowina i wielka radość. Przecież jako chrześcijanie chcemy żeby wszyscy dostąpili zbawienia i żyli na wieki z Bogiem. Chcemy?
Wielu krytyków listu cytowało aksjomat Cypriana z Kartaginy, który mówi, że poza Kościołem nie ma zbawienia (extra Ecclesiam nulla salus). To prawda – zbawienie przychodzi zawsze przez Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa. Jednak jako ludzie, ujmujemy Kościół w ramy ziemskiej instytucji, tak jak potrafimy. Jego prawdziwe granice, o ile w ogóle jakieś są, zna tylko Zbawiciel. Świetnie to ujął Jan Kochanowski w pieśni „Czego chcesz od nas Panie”, zwracając się do Boga słowami: „Kościół Cię nie ogarnie”. Chrystus zostawił nam Kościół i sakramenty jako instrumenty zbawienia, sam jednak nie jest nimi ograniczony. „Jezus nikomu nie zamyka drogi do nieba. Ona jest otwarta dla wszystkich. Zbawienie nie jest zarezerwowane dla nielicznych. Uwierzmy w to, że Królestwo Boże jest w naszym zasięgu. Jezus swoją śmiercią i zmartwychwstaniem wysłużył je wszystkim” – napisał na X abp. Józef Kupny.
Zły moment na taki list?
Myślę, że tak ostre reakcje na list episkopatu związane są nie tylko z teologiczną wymową tego dokumentu, ale także z jego kontekstem społecznym i politycznym, którego nie da się zignorować. Dziś niezwykle trudno jest oddzielić teologię od wydarzeń bieżących – biblijnego Izraela i Boże obietnice do niego skierowane, od państwa Izrael, które zabija cywilną ludność w Strefę Gazy a jego działania wywołują w tym regionie katastrofę humanitarną, przymusowe przesiedlenia większości mieszkańców oraz zniszczenie niemal całej infrastruktury. Ciężko czytać o Bożym wybraniu Żydów w sytuacji, gdy państwo Izrael zamyka bazylikę Grobu Pańskiego i po raz pierwszy w historii nie będzie w niej sprawowana liturgia Wielkiego Tygodnia… W tym kontekście każde zdanie o „wybraniu” brzmi ostrzej, bardziej prowokująco.
Wybuch antysemityzmu?
Jest jeszcze jeden czynnik, o którym mówi się niechętnie, ale którego nie da się pominąć: antysemityzm. Nie zawsze jawny, często ukryty, czasem nawet nieuświadomiony, ale obecny. W Polsce „wyłazi z prawa i z lewa” – jak zauważył w komentarzu do listu Episkopatu opublikowanym na Facebooku ks. Andrzej Luter. Podkreślił, że dzięki wojnie na Bliskim Wschodzie antysemityzm ma dziś znacznie łatwiej.
Wątpliwości, że antysemityzm jest jedną z przyczyn tak gwałtownych reakcji na dokument biskupów, nie ma również mój współbrat. „Przeczytałem cały ten list i mam wrażenie, że większość z komentujących go nie czytała, ale skupiła się na słowie: «Żydzi». Po drugie mam wrażenie, że jest też inna grupa odbiorców, w której słowo: «Żydzi», obudziło to, co w nich zawsze było, a co jest jednym z ważnych aspektów tego listu, mianowicie: antysemityzm” – napisał Grzegorz Kramer.
Niestety aż 83 proc. polskich Żydów uważa, że poziom antysemityzmu w Polsce wzrósł w ostatnich latach. Polska wypada dużo gorzej w tych badaniach niż większość krajów europejskich. Poziom uprzedzeń i mowy nienawiści należy do najwyższych w Europie. Wnioski z badań nie są optymistyczne – europejscy Żydzi powszechnie doświadczają antysemityzmu, szczególnie w naszym kraju. Z badań przeprowadzonych w Unii Europejskiej wynika, że antysemityzm ulega „niepokojącej normalizacji”, czyi powoli staje się elementem życia codziennego, czymś normalnym i akceptowalnym. Normalizacja zaś jest pierwszym krokiem do akceptacji.
Chcesz nawracać innych? Nawróć się sam!
W tle tej całej dyskusji pojawia się jeszcze jedno pytanie: jaka powinna być postawa chrześcijan wobec Żydów? Dla niektórych odpowiedź jest prosta – nawracać. Problem w tym, że łatwo wpaść wtedy w ton wyższości: my mamy prawdę, oni się mylą.
Tymczasem chrześcijaństwo zaczyna się od czegoś znacznie mniej spektakularnego – od własnego nawrócenia. Ks. Franciszek Blachnicki trafnie zauważał, że nie pociągniemy innych ku Bogu, jeśli sami nie będziemy Nim żyć, jeśli sami się nie nawrócimy.
Dialog – czy to ekumeniczny, czy chrześcijańsko-żydowski – nie jest strategią PR ani teologicznym kompromisem. Jest praktyką pokory. Uznaniem, że choć wierzymy w prawdę, to nie jesteśmy jej właścicielami. To przyznanie własnych win i wspólne powierzanie się Bogu, bez wywyższania się.
Chcesz nawrócić innych? Nawróć się sam!


Skomentuj artykuł