„…jak przeniknąć poza granice dobra i zła?”. Co za pytanie? Dobro przecież nie ma żadnych granic, a granic zła nie wolno przekraczać. To oczywiste. Niekoniecznie. Bywa przecież dobro, które jest złem i zło, które owocuje dobrem.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie jesień, a z całą pewnością jej pierwsze tygodnie ze swoimi pierwszymi zimnymi, ciemnymi i deszczowymi dniami, to czas wzmożonej zadumy, melancholii i nostalgii. Każdego roku też coraz intensywniej doświadczam w tym czasie bólu związanego z celibatem.
Nowa encyklika Papieża Franciszka Fratelli Tutti czyni coś, co niektórzy katolicy uważali za niemożliwe: ratyfikuje zmianę w nauczaniu Kościoła. W tym przypadku chodzi o karę śmierci.
Czytając encyklikę „Fratelli tutti” dostałem potężnego kopa. Poczułem, że zostałem uderzony w twarz. Tak, dostałem w twarz od papieża, aby odzyskać przytomność i wiarę w to, co robię, w to czego tak naprawdę pragnę.
Nowa encyklika papieża Franciszka "Fratelli tutti" jest wstrząsającym i równocześnie pięknym tekstem. I przede wszystkim takim, który może nawrócić serce. Jeśli tylko je otworzymy i będziemy chcieli słuchać - pisze redaktor naczelny DEON.pl Piotr Żyłka.
Straszy się nas różnymi rodzajami „obcych”. Wielu z nas mówi, że niech sobie będą, byleby się nie obnosili ze swoimi przekonaniami
Podsycanie awantury wokół przyjmowania Komunii świętej na rękę w aktualnej sytuacji musi budzić poważny niepokój w Kościele. Nie tylko ze względów zdrowotnych, ale przede wszystkim z uwagi na jedność wspólnoty wierzących i troskę o prawdziwość podawanej z powołaniem na jego autorytet nauki.
Czy któryś z proboszczów pomyślał kiedyś o zaproszeniu ludzi niewierzących na parafialne spotkanie, by porozmawiać o wspólnych problemach? Zdarza się, ale stanowczo za rzadko. Czy rzeczywiście nie przyszliby, jak twierdzi mój znajomy proboszcz, który nigdy ich nie zapraszał. Bo Jezus z pewnością miałby im coś do powiedzenia.
W pewnej parafii, której pochowałem moją babcię, taca była zbierana dwa razy na pogrzebie: podczas mszy i na cmentarzu. Za pogrzeb należało zapłacić z góry. Inaczej nie ma mowy o pochówku. Jaka to jest skala? Wciąż są takie diecezje, gdzie istnieją przynajmniej nieformalne cenniki.
Z pewnym niepokojem wyglądam dnia, w którym na ulice polskich miast wyjadą auta ciągnące za sobą przyczepki z billboardami, na których przechodnie ujrzą twarze biskupów i hasło: „Oni nie chcą zatrzymać LGBT! Muszą odejść!”. Mieszkańcy Warszawy zobaczą na billboardach kard. Kazimierza Nycza, Poznania – abp. Stanisława Gądeckiego, Gniezna – abp. Wojciecha Polaka, Lublina – abp. Stanisława Budzika…
Wyrastające jak grzyby po deszczu grupy patriotyczno-religijne, które stawiają sobie za cel walkę z szatanem i piętnowanie bluźnierstw, zaczynają napawać mnie lękiem. A gdy do ręki biorą stalowy różaniec i z ostro oszlifowanym krzyżem, zastanawiam się nad tym, ile jeszcze dzieli mnie od tego, by to ostrze zostało skierowane wprost na mnie i moich bliskich.
Historia kard. Angelo Becciu, który właśnie zrezygnował (właściwiej byłoby powiedzieć, że „został zrezygnowany” ze stanowiska prefekta Kongregacji ds. Świętych, a także z praw przysługujących kardynałom), to ważny sygnał, że z dyskusji o „odpowiedzialności” biskupów toczonej w Kościele, także Watykan zaczął wyciągać wnioski.
Nie chcemy słuchać uchodźców. Nasza klasa średnia boi się zrównania z nimi, dania im takich samych praw.
Przecież jeszcze wczoraj rozpalali nasze emocje. Baliśmy się ich, straszyliśmy nimi albo unosiliśmy się moralną wyższością z ich powodu. Nie trzeba było nawet ich realnej obecności, żeby skutecznie wzbudzić w ludziach podłość, nienawiść czy zyskać dzięki nim trochę głosów w wyborach. Uchodźcy. Pamięta ktoś jeszcze uchodźców? Z polskiej perspektywy są jak zeszłoroczny śnieg. Też go nie było.
Choć termin „wojownik kulturowy” jest dość świeży (został stworzony przez amerykańskiego, protestanckiego komentatora politycznego Billa O’Reilliego w 2006 r.), to opisuje on zjawisko występujące od dawna także w Kościele katolickim.
W spowiedzi, jak w soczewce, można oglądać temat granic w Kościele. Mało się o nich rozmawia – kojarzą się bardziej z określaniem, co ludziom wierzącym wolno, a co nie. Wiele nagłówków portali katolickich zaczyna się od słów: „Czy to grzech…?” lub „Czy katolik może…?”. To zrównanie granic z przepisami, niekiedy rozumianymi literalnie aż po karykaturę, usuwa w cień inne, pierwotne rozumienie tego pojęcia: takiego miejsca w człowieku, które strzeże jego godności, poczucia bezpieczeństwa i zdolności funkcjonowania w ogóle.
Bóg pragnie nas dzisiaj zapytać o naszą wrażliwość na losy innych, zwłaszcza tych, których nie zawsze uznajemy za „swoich”. Mam tu myśli ludzi innych religii, narodowości, koloru skóry czy orientacji seksualnej. Nie jest to żaden mit, że mamy w naszej Ojczyźnie i w naszym Kościele wiele trudności i oporów z przyznaniem racji Bogu, który polecił traktować „innych” po ludzku, a nawet po bratersku.
Świat stał się czarno-biały. Jeśli nie jesteś patriotą, to musisz być zdrajcą. Jeśli nie jesteś ofiarą, to jesteś z pewnością oprawcą. Najgorzej jednak nie opowiadać się po żadnej ze stron, bo taka frywolność świadczy o bylejakości i obojętności.
Zamiast szukać winnych, oskarżać nieprzychylne media czy złe środowisko rodzinne, warto zmierzyć się z pytaniem o wewnętrzne przyczyny radykalnego spadku liczby powołań do kapłaństwa i życia zakonnego.
Nie przypadkiem papież Franciszek jest atakowany przez środowiska wspierane przez wielki biznes.
{{ article.description }}