W Polsce przybywa ludzi opuszczających Kościół. Czy ktoś usiłuje wniknąć w ich tajemnicę? Włączyć się w ich rozmowę? Wysłuchać? Czy ktoś lituje się nad nimi? Papież Franciszek nieustannie przestrzega przed Kościołem, który żyje w sobie, z siebie i dla siebie.
„Proszę o przyjście syna z pismem. To jest kłamstwo. Ja znam swoje prawa” – słyszą od biskupa rodzice chłopaka molestowanego przez księdza. „Ciało Chrystusa!” – mówi podniesionym głosem inny ksiądz i wkłada Komunię do ust osoby, która wyciąga po nią ręce.
Polityka jest ważna, ale jest i powinna pozostać przede wszystkim domeną ludzi świeckich. Hierarchia czy duchowieństwo wkraczając w nią nie tylko wkracza w nie swoją przestrzeń, ale przede wszystkim szkodzi, przede wszystkim Kościołowi.
Postawmy na empatię i patrzmy szerzej. Czy to się komuś podoba, czy nie – osoby nieheteroseksualne istniały, istnieją i będą istnieć. Również w Kościele.
I to przerwanie milczenia – choć w gorszącym stylu – jest paradoksalnie czymś, za co możemy być wdzięczni kaliskiemu hierarsze. Milczenie polskich biskupów z ostatnich miesięcy było raniące dla zagubionych i zdezorientowanych wiernych.
Wiadomo na kogo można złożyć skargę, co w niej powinno się znaleźć, gdzie można ją skierować, ale nie określono w jaki sposób to uczynić.
Niedemokratyczne rządy mają łatwiej niż demokratyczne, gdy chcą ukrywać prawdę. Propaganda hula, cenzura ją wspiera
Dlaczego Kościół ma się nawracać? Czy dlatego, że traci wiernych, czy też dlatego, że winien mieć na względzie pierwotny projekt, zamysł Jezusa Chrystusa?
To niesamowite kuriozum w ustach duchownego stwierdzać, że Polak nie "krytykuje" biskupów. Domyślam się, że chodzi o "prawdziwego Polaka", czyli "katolika". Ale na szczęście z punktu widzenia Ewangelii ważniejszy jest konkretny człowiek, jego zbawienie, jego cierpienie, któremu trzeba zaradzić, niż dobro Polski.
Łatwiej zbudować pewien system myślenia, życia czy nawet tożsamość w sprzeciwie do czegoś, do osób czy do jakiegoś sposobu myślenia lub życia. Jednak mam wrażenie, że w tym przypadku wpadamy w dwie bardzo niebezpieczne pułapki.
Potrzebujemy odzyskać głos i zacząć go używać. Mówić „nie” wobec kolesiostwa i ręki myjącej rękę współwinnego krzywdzie. Domagać się zadośćuczynienia. Nas, świeckich, nie suspendują, nie wyślą na rekolekcje w milczeniu ani na misje do Nowej Zelandii. To my możemy być głosem ofiar, bo ci ludzie przeszli już zbyt wiele. Nadeszła nasza kolej.
Obserwując ten spór, początkowo byłam zaniepokojona tym, że z pozoru tak „niewinny” projekt, jakim zdaje się „Biblia dla kobiet”, wywołał tak skrajne reakcje. Po dłuższym zastanowieniu doszłam jednak do przekonania, że to… bardzo dobrze.
W moim pokoleniu, które z duszpasterstwa akademickiego wychodziło dwadzieścia lat temu, zaangażowanie osłabło. Przyjrzałem się losom moich znajomych z duszpasterstwa akademickiego. Część weszła w różne bardziej intensywne i radykalne nurty katolicyzmu, czasem zabarwionego politycznie. Część – we wspólnoty takie jak neokatechumenat czy Odnowa. Wielu z nas wiarę straciło, a u większości ona płowiała, wtapiała się w tło, zderzała z życiem.
Podczas pandemii nasz przykład ma znaczenie. Tym bardziej że trzeba będzie nauczyć się z nią żyć, jak z zagrożeniami ruchu drogowego.
Arcybiskup Gądecki musi mieć świadomość, że wszystkie oczy patrzą teraz na niego i obok tej sprawy nie da się przejść bez reakcji. Pierwszą wydaje się być wystąpienie do Stolicy Apostolskiej o zastosowanie środków zapobiegawczych wobec biskupa Janiaka.
Milczenie, zamilczenie krzyku ofiar, wieloletnich zaniedbań, systemowych błędów, z jakim mamy do czynienia, poraża. To, że po wstrząsającym filmie „Zabawa w chowanego” biskupi - z nielicznymi wyjątkami - milczą, musi wywoływać i w wielu osobach wywołuje, szok i niedowierzanie. Jeśli jednak nie spróbujemy zrozumieć, co za tym milczeniem stoi, nie pójdziemy dalej w kwestii rozwiązywania problemu przemocy seksualnej w Kościele.
Podczas gdy trwa słuszna, ważna i konieczna krucjata z pedofilią w Kościele, na stronie jednego z wydawnictw można znaleźć naprawdę szkodliwy i bulwersujący tekst.
Co takiego się wydarzyło, że szeregowi księża, biskupi, a nawet kardynałowie nie tylko nie potrafią zrozumieć papieża Franciszka, ale wręcz przeciwko niemu bez żadnego wstydu występują? Przychodzi mi do głowy wiele odpowiedzi, ale najważniejsza wydaje się jedna.
Zrozumiała tęsknota za tym, żeby również w Kościele i w kościołach znów było tak, jak przed wybuchem epidemii, nie może być usprawiedliwieniem dla podejmowania działań sprzecznych z przykazaniem miłości bliźniego.
O niebo lepiej byłoby złożyć rezygnację teraz (prawdopodobnie zostałaby przyjęta) i na wynik postępowania wyjaśniającego oczekiwać jako biskup-senior niż trwać w uporze i być usuniętym z urzędu.
{{ article.description }}