Są wydarzenia, na które pierwszą reakcją powinny być pytania, zadane wprost i bez znieczulania. Do takich właśnie wydarzeń doszło w naszej Ojczyźnie, w społeczeństwie i w Kościele, niedawno, tuż przed Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego. Co do nich doprowadziło?
Nie wolno strajkować, ale jak się bardzo chce, to można - pisze Jacek Siepsiak SJ.
W kazaniu wygłoszonym w Wielki Czwartek w tarnowskiej katedrze, biskup Andrzej Jeż przywołał fałszywą wypowiedź zawartą w antysemickim tekście. Jakie z tego dobro?
Franciszek znów zaskoczył wszystkich. Wystąpił w telewizyjnym programie rozrywkowym, w którym odbył rozmowę z gejem. To, co mu powiedział, i tym razem znalazło się w nagłówkach mediów na całym świecie.
Mam wrażenie, że w ostatnich latach szatan szczególnie się uaktywnił jako ten, który przesiewa Kościół przez sito wiarygodności. Czy wie, że w ten sposób pomoże Kościołowi stać się lepszym?
Różnica poglądów między duchownymi może nieco razić. Ale przecież nikt ich nie zmusza do jednomyślności w kwestiach politycznych. Dopóki duchowny niczego mi nie narzuca, nie mówi na kogo głosować, nie ma problemu.
Otóż najczęściej sądzimy, że chodzi o powrót do normalnego życia, coś na podobieństwo Łazarza, który wyszedł z grobu. Nie bardzo jednak widać związek tego z naszym obecnym życiem.
Maryja w tęczowej aureoli rozgrzała Internet, ożywiając stare spory. Na Jasnej Górze odprawiono nabożeństwo ekspiacyjne za ten "akt zniewagi". Mamy jednak na sumieniu znacznie więcej, za co wypadałoby powiedzieć Maryi "przepraszam".
Nie chcę zdejmować ciężaru odpowiedzialności z tych, którzy dopuścili się czynów pedofilskich (...). Chcę tylko pokazać, że przyzwolenie na zło też jest złem. A to ciche, nieświadome przyzwolenie właśnie dzieje się, gdy traktujemy Kościół tylko i wyłącznie jako centrum usług.
Jeszcze raz Franciszek sugeruje drogę pokuty, daleką od wszelkiego triumfalizmu - co potwierdził również w homilii wygłoszonej w tegoroczną Niedzielę Palmową - i od obrazu Kościoła silnego i dominującego, który usiłuje ukrywać swoje słabości i swój grzech. Taka sama była propozycja jego poprzednika.
Ostatnio można w Polsce spotkać postulat funkcjonowania "Kościoła bez biskupów". W zaistniałej sytuacji to chwytliwe hasło. Może jednak wprowadzać w błąd, a nawet wywieść na manowce.
Ci z dalekich krajów kojarzą IRĘ z katolikami, a żołnierzy z USA i Europy z chrześcijańskimi bojownikami. Możemy się odżegnywać. Ale wskażą na podżegających duchownych (mniej lub bardziej otwarcie), na dekoracje w kościołach, na "katolicką" publicystykę, przemówienia w sanktuariach.
"Pobożni" wierni wszystkich czasów mają trudność, by poczuć się braćmi i siostrami grzeszników, ponieważ w swoim życiu nie popełnili grzechów "ciężkich". Tym samym widzą się po stronie sprawiedliwych, a więc tych, którzy mogą szczycić się przed Panem, że nigdy ciężko nie zgrzeszyli.
Znam ludzi, którzy przeżyli na ziemi czyściec. Pomimo totalnej biedy, bezdomności, utraty majątku - jedyne, czego żałują, to zerwane więzi. Jedyne, czego chcą, to być kochanymi. I o tym właśnie jest Wielkanoc.
"Najdoskonalszą owcą zagubioną w Ewangelii jest Judasz (...) Judasz był biskupem, był jednym z pierwszych biskupów. Owca zagubiona, biedaczysko!". O tym trzeba pamiętać.
Od niedzieli zostałem zalany wiadomościami mniej więcej takiej treści: "Czemu nie piszesz nic o zamachach na Sri Lance? Jak się paliła katedra Notre-Dame to od razu komentowałeś!".
Nie ma w całym chrześcijaństwie pół grama teologii na obronę tego czynu. To szatańska parodia ukrzyżowania, dowód, że się z Wielkiego Piątku nic nie zrozumiało, a krzyż ma się za plemienny totem.
To jest Wielkanoc inna niż do tej pory. Przeczuwamy to jako społeczeństwo. Czujemy naszą złość i bezradność wobec wielu spraw, na które nie ma naszej zgody. Trzeba przyznać, że przez cały czas niekończących się deliberacji tak politycznych jak i duchowych jesteśmy karmieni nie-dobrą nowiną.
Myślę, że to nie tylko mój problem, ale części ludzi Kościoła. "Napinamy" się na okres świąt, ale potem (odwrotnie niż u Hitchcocka) napięcie już tylko spada.
Jonasz miał kryzys, doła i obraził się na Boga. Kiedy był pewien, że umrze, połknęła go ryba. Co jest twoją śmiercią? Nasz Bóg przywraca do życia. A ta niedziela jest po to, żeby Mu w końcu na to pozwolić.
{{ article.description }}