Kiedy padają pierwsze słowa litanii odśpiewywanej przez starsze panie, zaczyna się we mnie dziać coś dziwnego. Zwyczaj, który do tej pory kojarzył mi się z nieco naiwną, prostolinijną i ludową religijnością, sprawia, że do oczu napływają mi łzy.
Oczywiście, wszystko dla dobra Kościoła i by utwierdzić czytelników, że "trwa w ten sposób walka o rząd dusz w naszym kraju".
Kościół wymaga specjalnego traktowania. I nie powinno ono iść w stronę nietykalności, braku kontroli. Wręcz odwrotnie.
Wszystko zaczęło się już prawie rok temu, kiedy w kinach pojawił się "Kler". Wokół filmu było bardzo dużo szumu. Potem wróciliśmy do codziennych "aferyjek". Z ostatnich pamiętam sąd na Judaszem i tęczową Maryję. Przy każdej z takich sytuacji zadawałam sobie pytanie: czym my się zajmujemy?
Nadzwyczajne zebranie Rady Stałej KEP to znak, że "Nikt w Kościele w Polsce nie udaje, że nie mamy problemu". Jego efekty sygnalizują poważną zmianę i dają nadzieję na przyszłość. Jest jednak kwestia definiowania problemu.
Kościół w Polsce przypomina dziś pacjenta na sali pooperacyjnej. Wrzód pękł, stan jest ciężki lecz w miarę stabilny. Pacjent jest obolały i potrzebuje dobrych lekarzy, by wrócić do zdrowia.
Kościół musi oczyszczać się, nawracać na życie tą łaską, która została złożona w jego ręce. Wobec nagłaśnianych skandali aż trudno uwierzyć, żeby Bóg chciał posługiwać się takim słabym narzędziem - pisze o. Adam Strojny.
"My, kobiety, jesteśmy częścią tego Kościoła i dlatego musimy włożyć swój wkład i sprawić, aby nasze głosy zostały usłyszane" - mówi przełożona klasztoru benedyktynek.
Odpowiadam, że nie po to zostałem wyświęcony na księdza, żeby się bać. Uważam, że do kryzysu pedofilii w Kościele doprowadziło milczenie tych, którzy powinni głośno krzyczeć. A jednak milczeli.
Ofiara chce się ukryć za tym milczeniem. Boi się środowiska, boi się o najbliższych, boi się napiętnowania. Ale milczenie sprzyja bezkarności.
Wyznanie Pauliny Młynarskiej aktywowało "obrońców" Kościoła, którzy z satysfakcją podkreślali, że - jak widać - pedofilia nie jest tylko problemem księży, ale ma miejsce również w świecie zupełnie świeckich artystów. Można więc powiedzieć, że cierpienie Młynarskiej zostało przez część internautów wykorzystane instrumentalnie. A to stanowi już zwyczajną podłość.
Za każdym razem, kiedy ciśnie nam się na usta któreś z tych określeń, warto uświadomić sobie prosty fakt obecności Chrystusa w drugim człowieku, niezależnie od tego, jak nam do jego poglądów daleko.
Co zrobił kardynał z Łodzi, że kilka dni temu zrobiło się o nim głośno na całym świecie?
Patrząc na każdego człowieka powinniśmy w nim widzieć kogoś, kogo Wszechmogący kocha niewyobrażalną miłością. Gardząc człowiekiem, kimkolwiek by nie był, w jakiejkolwiek byłby sytuacji, gardzimy miłością Boga. Lekceważymy Boga.
Polscy biskupi nie rozwiążą sami problemu pedofilii i przemocy seksualnej wśród duchownych z dwóch powodów. Po pierwsze KEP jako ciało jest niewydolne. Strach bierze górę, a do zmiany są nie tylko wewnętrzne przepisy i kodeks postępowania, ale przede wszystkim mentalność samych biskupów. Po drugie oskarżenia dotyczą niektórych z nich. Trudno być sędzią we własnej sprawie.
Pilnie potrzebna jest zmiana mentalności w instytucjach kościelnych, które zbyt często osobę przychodzącą zgłosić, że została skrzywdzona, traktują jak intruza. To musi się skończyć. Wspieranie Skrzywdzonych i rozliczenie oprawców musi stać się faktem. Dziś słowa przepraszam to za mało.
Kościół - aby mógł być autorytetem społecznym - musi być tak samo po stronie wierzących, jak i niewierzących.
Za kilka godzin w serwisie YouTube odbędzie się premiera filmu dokumentalnego o pedofilii w Kościele w Polsce "Tylko nie mów nikomu". Nasz komentator już go obejrzał. Przeczytajcie jego wrażenia po seansie.
Każdy ma prawo przyjść do Maryi, usiąść i opowiedzieć Jej o tym, co czuje. Nic Jej nie zdziwi, nie obrazi ani nie zgorszy, bo za bardzo nas kocha. I nie trzeba dorabiać tęczowej aureoli do Jej głowy, by to zrozumieć.
Dariusz Piórkowski SJ / DEON.pl
W uroczystość św. Stanisława wysłuchałem płomiennego kazania, w którym kaznodzieja ubolewał nad zagubieniem i moralnym upadkiem społeczeństwa. Dwie rzeczy szczególnie mnie uderzyły.
{{ article.description }}