Minął już jakiś czas od filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu". Odbyło się kilka spektakularnych konferencji, otwarto sklepik z koszulkami, opluto kilku kleryków, księża - część słusznie, a część niesłusznie - też dostali za swoje.
Gdy kobiet nie uważają za partnera do dyskusji, do zabaw towarzyskich, do wspólnych marzeń i zachwytów, do dzielenia się troskami, do wspólnoty ducha. To w kim mają się zakochiwać?
Nigdy nie doświadczyłabym miłości, gdybym polegała tylko na medialnym obrazie życia w Kościele katolickim. I to niezależnie, czy w latach jego "świetności", czy wobec obecnych kryzysów. Bez doświadczenia, bez uczestnictwa w nim, bez zmierzenia się z jego specyfiką, bez życia we wspólnocie, bez upadania i podnoszenia się, bez bliskości i troski nie miałabym prawa cokolwiek o nim mówić.
Bilans kilku ostatnich tygodni może budzić niepokój. Czy jednak daje podstawy do wyciągania daleko idących wniosków na temat realnej sytuacji Kościoła katolickiego w Polsce? Czy faktycznie mamy do czynienia z planowym atakiem na Kościół, ze zorganizowanym prześladowaniem, a w konsekwencji z prawdziwym zagrożeniem dla jego bezpiecznego istnienia i funkcjonowania?
Dystans do księży i przekonanie o ich moralnej wyższości umacnia klerykalizm i daje ludziom Kościoła władzę, z której nie zawsze korzystają dla dobra wiernych. Przestępstwa seksualne wobec małoletnich to nie jedyne grzechy kleru, z których niejeden ksiądz powinien sobie zrobić rachunek sumienia.
Cały czas wierzę, że mimo miażdżących umysł statystyk i naukowych wizji, możemy zrobić więcej, niż nam się wydaje.
Ilekroć papież oddaje kobietom wyższe stanowiska, wzbudza to spore zaskoczenie. Tym razem po raz pierwszy w historii mianował cztery z nich konsultantkami synodu oraz członkiniami sekretariatu tego zgromadzenia. Czy to początek rewolucji?
Często oburzamy się na opieszałość Kościoła w wyjaśnianiu tego typu spraw. Żądamy natychmiastowego wyciągania konsekwencji, dotkliwych kar. Przypadek ten pokazuje dobitnie, że przynajmniej w odniesieniu do spraw z przeszłości, nie wszystko jest tak proste jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Ludzie potrzebują weryfikacji, starcia się z fachowcami, z elitą. Aby im pomagać w nawigowaniu w oceanie informacji, nie wolno być zadufanym.
Katastrofa kościoła nie ma nic wspólnego z liczbą ofiar czy rozmiarem tragedii w Czarnobylu. Łatwo jednak zauważyć podobieństwo reakcji ludzkiej na to, co się wydarzyło.
Czy pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny ma dzisiaj, po 40 latach, w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla Kościoła w Polsce? Kolejna data do odnotowania w podręcznikach? A może jednak wydarzyło się wtedy coś niesłychanie ważnego i dalekosiężnego dla wspólnoty polskich katolików?
Bardzo bym chciała, by mały Jaś lub Krzysio nie byli rugani, gdy są smutni, lecz raczej, aby słyszeli od matek i ojców "synku, jeśli potrzebujesz, to płacz, jestem przy Tobie".
W Gdańsku, w moim Gdańsku, mieście Heweliusza, "Solidarności" i wielkich ideałów, zdarzyło się coś, w co trudno mi było uwierzyć. Tak zresztą na początku pomyślałam - że to chyba niemożliwe. Albo że nie może być tak źle. Po tym jednak, jak zobaczyłam zdjęcia z Marszu Równości, stwierdziłam że owszem - jest tak źle.
Przyszedł moment, w którym powinniśmy oswoić stopniowanie przysłówka "sucho". Wody mamy mało, a zmiany klimatyczne i konsumpcjonizm powodują, że będzie jej jeszcze mniej.
W "Naszym Dzienniku" Krzysztof Gajkowski w komentarzu pod znamiennym tytułem "Diabeł zasiewa zwątpienie", stawia tezę, że list biskupów na temat wykorzystywania małoletnich przez księży "miał być znakiem" przejęcia się hierarchów tym problemem, ale nim najwidoczniej nie był. Dlaczego?
Najczęściej to matka pierwsza dostrzega (lub przeczuwa) u swego dziecka oznaki kontaktów z pedofilem.
Szymon Żyśko / DEON.pl
W jednym z przedszkoli znajoma nauczycielka zapytała grupę 6-latków, co w sobie lubią. Dzieci zaczęły chwalić się tym, co potrafią i czego już dokonały. To samo pytanie zadała grupie czterolatków. Oni najczęściej odpowiadali: "za kręcone włosy", "za brązowe oczy", "bo jestem kwiatuszkiem tatusia".
Na krótkim briefingu prasowym dziennikarze usłyszeli, że Kościół poważnie zmierzy się z problemem pedofilii. Podobne zapewnienia znalazły się także w liście do wiernych. Jednak bez wyłożenia pieniędzy na systematyczne wsparcie istniejących już dzieł pomocy ofiarom wszystkie zamierzenia pozostaną jedynie na poziomie werbalnym.
Jest coś przerażającego w tym upartym powtarzaniu "Nie zachowaliśmy się przyzwoicie, bo nie mieliśmy odpowiednich przepisów i procedur". Było przecież przykazanie miłości, był Dekalog...
Nie wiem, czy jest szansa wpłynąć na zachowanie ważnych polityków, duchownych i przedstawicieli środowisk LGBT. Trochę chyba przestaję w to wierzyć. Wiem tylko, że mogę zmienić siebie. Powiedzieć stanowcze nie brakowi wrażliwości w moim sercu. Starać się każdego dnia żyć tak, żeby nikogo nie ranić. I w ten sposób małymi krokami odbudowywać solidarność w naszym poranionym i podzielonym społeczeństwie - pisze Piotr Żyłka.
{{ article.description }}