Zaproszeni na ucztę

Zaproszeni na ucztę
Fot. Depositphotos.com

Trudno zrozumieć ludzi z dzisiejszej Ewangelii. Król zaprasza ich na wesele swojego syna, wszystko jest przygotowane, a oni mają ważniejsze sprawy. Może jednak ich zachowanie wcale nie jest nam takie obce? Ile razy odkładamy modlitwę, bo najpierw trzeba skończyć coś pilnego? Ile razy słyszymy Ewangelię i uznajemy, że zajmiemy się nią kiedy indziej? Oczywiście, nazywamy Jezusa Panem. Pozostaje jednak pytanie, ile do powiedzenia ma On w naszym życiu.

Zaproszeni najwyraźniej nie widzą w spotkaniu z królem niczego, dla czego warto by zmienić plany. W tym możemy rozpoznać własną trudność z wiarą. Znamy jej wymagania, potrafimy wymienić obowiązki, ale czy jeszcze wiemy, z czego mamy się cieszyć? „Przyjdźcie na ucztę!” (Mt 22, 4) – tak brzmi zaproszenie Boga. Tymczasem bywa, że słyszymy przede wszystkim o tym, co musimy zrobić, czego nam nie wolno i z czego znowu trzeba będzie zrezygnować. Prorok Izajasz pomaga nam zobaczyć, do czego Bóg nas zaprasza. Prowadzi nas na górę. Kto chodził po górach, wie, że z wysokości inaczej wygląda droga, którą przed chwilą się pokonywało. Widać więcej. Można dostrzec, dokąd prowadzą poszczególne ścieżki. I takiego spojrzenia potrzebujemy również w życiu, zwłaszcza kiedy jesteśmy pochłonięci problemem, który przesłania nam wszystko inne. Prorok Izajasz pozwala nam spojrzeć dalej, pokazuje przyszłość, którą przygotowuje dla nas Bóg.

DEON.PL POLECA



Na tej górze jest obfitość, jest miejsce dla wszystkich ludów, a śmierć zostaje pokonana. „Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza” (Iz 25, 8). Bóg zna także te łzy, o których nikomu nie opowiedziałem. Jednocześnie obiecuje nam życie, w którym cierpienie nie będzie już odbierać nam radości. Czy przyjmuję tę obietnicę poważnie? Czy raczej brzmi ona dla mnie jak opowieść, której dobrze się słucha, lecz której trudno zawierzyć? Wiara w tę obietnicę ma podstawę w zmartwychwstaniu Jezusa. Tęsknota za niebem porządkuje nasze codzienne wybory. Jeśli wierzę, że moje życie zmierza do pełni w Bogu, łatwiej mi uznać, że nie muszę tutaj zdobyć wszystkiego. Mogę z czegoś ustąpić, przestać porównywać się z innymi, poświęcić komuś czas. Nie każda przegrana przekreśla moje życie. Zarazem tęsknota za Bogiem uwrażliwia na człowieka: skoro czekam na świat bez łez, już dzisiaj mogę pomóc komuś, kto płacze. Tęsknić za niebem to również tęsknić za samym Bogiem. Można przecież pragnąć ulgi, bezpieczeństwa, spotkania z bliskimi, a Jego samego zostawić gdzieś na końcu. Tymczasem pełnia życia bierze się z bycia z Nim.

W tym kontekście przyjrzyjmy się drugiemu czytaniu, w którym Apostoł Paweł pisze o tym, że zna zarówno niedostatek, jak i obfitość. Wie, jak smakuje głód, i umie korzystać z tego, co otrzymuje. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13). Paweł mówi o zdolności przeżywania różnych sytuacji z Chrystusem. Także tych, których sam by nie wybrał. Jego nadzieja sięga dalej niż to, czego teraz doświadcza. Może cierpieć, potrzebować pomocy, nie znać rozwiązania, a jednocześnie wiedzieć, że nadal należy do Pana. To ważne, bo nasze zadowolenie z życia często zależy od tego, czy wszystko układa się po naszej myśli. Wystarczy jedno niepowodzenie i nawet dobro, którego doświadczamy, przestaje nas cieszyć. Od Pawła możemy uczyć się trwania przy Bogu w każdej sytuacji. Nie trzeba nazywać nieszczęścia szczęściem ani udawać, że znamy sens każdego cierpienia. Można przyjść do Jezusa ze swoją bezradnością. Dzisiejszy psalm pomaga powiedzieć Mu: „bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4). Od tych słów może zacząć się odzyskiwanie nadziei. Także powodzenie może stać się próbą wiary. Kiedy wszystko wychodzi, łatwo uznać, że Bóg jest już niepotrzebny. Paweł umie przyjmować dobro z wdzięcznością, a w biedzie pozwala innym sobie pomóc. W obu sytuacjach pozostaje blisko Chrystusa.

Wróćmy do zaproszenia na ucztę, o której słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Jezus kieruje przypowieść do arcykapłanów i starszych ludu, ale dzisiaj my, ochrzczeni i znający Ewangelię, powinniśmy usłyszeć w niej pytanie do siebie. Nie wystarczy wiedzieć, że zostałem zaproszony. Trzeba jeszcze odpowiedzieć. Także mnie mogą tak pochłonąć własne sprawy, że dla Boga zostaną wyłącznie resztki uwagi. Dotyczy to także dobrych zajęć. Warto sprawdzić, czy wśród codziennych spraw potrafię jeszcze rozpoznać okazję do modlitwy albo do służby człowiekowi.

Król wysyła jednak sługi dalej. Mają zapraszać wszystkich napotkanych: „złych i dobrych” (Mt 22, 10). To daje nadzieję każdemu, kto obawia się, że jego przeszłość zamknęła mu drogę do Boga. Zawsze może wrócić. Te słowa dotyczą także tego, jak traktujemy innych. Czy potrafię ucieszyć się, że obok mnie w kościelnej ławce jest ktoś, kogo nie lubię? Czy pozwalam mu zacząć od nowa? Bóg zna jego historię lepiej ode mnie i również dla niego przygotował miejsce. Jestem w tej przypowieści zaproszonym, ale jestem także sługą posłanym do innych. Dlatego nie mogę poprzestać na trosce o własne miejsce przy stole. Ktoś potrzebuje usłyszeć ode mnie o Jezusie, ktoś inny zobaczyć, że wiara pomaga mi uczciwie pracować albo przebaczać. Niekiedy początkiem będzie zwyczajna rozmowa z kimś, kogo dotąd unikałem. Czy przy mnie łatwiej mu uwierzyć, że Bóg chce się z nim spotkać? Tak właśnie zaczyna się wyjście z Ewangelią do świata.

DEON.PL POLECA

Pozostaje jeszcze człowiek bez stroju weselnego. Jest już na uczcie, a jednak czegoś zasadniczego mu zabrakło. Można bowiem uczestniczyć w religijnym wydarzeniu, przeżyć wzruszenie i nadal nie chcieć, żeby Jezus cokolwiek zmienił w naszym życiu. Strój weselny możemy odczytać jako życie przemieniane przez łaskę, która owocuje miłością. Goście zostali zebrani z dróg, więc zaproszenie wyprzedziło ich zasługi. Bóg pierwszy okazał im dobroć. Odpowiedzią na nią jest zgoda, by uczyć się od Niego miłości, także wtedy, gdy wymaga ona wysiłku. Wszyscy potrzebujemy tej przemiany. Także ten, kto przychodzi do kościoła od dziecka i umie wyrecytować wszystkie modlitwy. Surowe zakończenie przypowieści przypomina, że nasze decyzje mają znaczenie. Można otrzymać zaproszenie i ostatecznie odrzucić to, co Bóg ofiarowuje.

Eucharystia pozwala nam już teraz spotkać Chrystusa, z którym chcemy być przez wieczność. On daje nam siebie, abyśmy mieli siłę kochać. Dobrze przyjść do niego także z wdzięcznością za coś konkretnego. Przychodząc na Mszę, mogę powierzyć mu konkretną sprawę, uważnie wysłuchać słowa, zatrzymać się po komunii i pozwolić, żeby usłyszana Ewangelia wpłynęła na najbliższą moją decyzję. Może właśnie dzisiaj trzeba kogoś przeprosić albo wrócić do modlitwy, którą ciągle się odkłada. Przygotowując nas do nieba, Pan zaczyna od tego życia, które rzeczywiście mamy. Od naszych relacji i przyzwyczajeń. Warto więc zapytać go szczerze: co chcesz we mnie zmienić? I dać mu na to zgodę.

Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zaproszeni na ucztę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.