Zbawienie nie zależy jedynie, ani przede wszystkim, od chodzenia, czy niechodzenia do kościoła, ale odwiary. Nie w życie wieczne, ale w Jezusa, którego twarzą zawsze byli i są ci, którzy „źle się mają”.
Obserwując różne opinie i komentarze zamieszczanie w Internecie, mam ogromne wrażenie, że poszliśmy za daleko. Wiele z tych odpowiedzi po prostu nie powinno być publikowanych.
Nie zgodzę się z uzasadnieniem, które podają Panowie w swojej odezwie. Nie może być mowy o tym, że skończył się czas Bożego miłosierdzia, a nastał czas sprawiedliwości Bożej. To wbrew Ewangelii. Sprzeciwiam się uderzaniu w takie tony.
Czy ktokolwiek z manifestujących pomyślał o tym, jak mogła się czuć kobieta po aborcji, która usłyszała płacz nienarodzonego dziecka i zobaczyła banery z krwawymi zdjęciami płodów?
W Wielkim Poście nie chcę robić kościelnego PR-u. Nie chcę poprawiać sobie samopoczucia powtarzaniem, że nie jest tak najgorzej. Nie mam siły na udawanie, że moja wiara jest granitowa. Nie muszę.
"Humor nigdy nie był poprawny politycznie. Dlatego (paradoksalnie) jest tak skuteczny w wyśmiewaniu tych, którzy w imię walki z poprawnością polityczną używają przemocy słownej".
Zamiast przypomnieć narzędzia, jakimi dysponuje Kościół w kwestii chorób, weszliśmy w rolę inspekcji sanitarnej. Zatroszczyliśmy się o meliorację kropielnic i sprowadzenie Komunii świętej do rękoczynów.
Komasa ponownie wsadza w kij mrowisko, pytając, czy nadal potrafimy rozmawiać i czy szanujemy wartość wypowiadanego słowa.
Uwielbiamy w Polsce celebrować różne rocznice. W tych dniach mija kilka, o których szeroko nie da się usłyszeć, bo wydają się być nieco niewygodne, jakby trochę uwierające.
Jeśli sądzimy, że państwo wyręczy Kościół od kształtowania sumienia i serca, jeśli jedynym motywem unikania aborcji przez wierzących miałaby być groźba więzienia, to chrześcijaństwo rzeczywiście byłoby w ogromnym kryzysie.
Kto pierze moją pościel i prasuje moje koszule? Ile osób musi mnie obsługiwać, bym mieszkał w schludnym pokoju i dobrze się odżywiał? Jeśli mi powiesz: „popatrz najpierw na siebie zanim zaczniesz krytykować innych”, odpowiem: „popatrzyłem i zachęcam do tego także moich braci w kapłaństwie i w zakonnym powołaniu”.
„Liczę na to, że mój obraz ks. Ziei pozostawi pragnienie spotkania i dialogu ponad podziałami” – powiedział w rozmowie z KAI Robert Gliński, reżyser filmu „Zieja”. Choć w kontekście kampanijnej nerwówki w Polsce i zamieszania wokół szalejącej na świecie epidemii koronawirusa nadzieja ta wydaje się nieco na wyrost to właśnie takich filmów, a przede wszystkim autorytetów - pokroju ks. Jana Ziei - potrzeba nam dziś w sposób szczególny.
Wspólny czas postu wydaje się już pieśnią przeszłości. Czy sens nowoczesnego umartwienia zredukowany jest tylko do troski o zdrowie?
Warto je sobie obrać za motto na 40 dni.
Specjalny wysłannik Watykanu ma się przyjrzeć zarzutom formułowanym w stosunku do abp. Sławoja Leszka Głódzia. Tak doniosły media. Zdementowała to nuncjatura twierdząc, że nie otrzymała od Stolicy Apostolskiej żadnej informacji o wysłaniu do Gdańska wizytatora.
Niektórzy kaznodzieje ciągle uważają, że nie należy zbytnio mówić o bezinteresownej miłości Boga, bo to ludzi... nie zmienia, lecz rozzuchwala i utwierdza w pysze. To prawda, miłość w pewnym sensie ustawia siebie na spalonej pozycji.
Ktoś na płycie nagrobnej Kazimierza Kutza jakimś ostrym narzędziem wyskrobał krzyż. Kutz deklarował się jako niewierzący, ale w jego pogrzebie wziął udział abp Damian Zimoń i ks. Piotr Brząkalik, jego przyjaciele. Nie wiem, czym kierował się sprawca tego niecnego czynu i dlaczego akurat do profanacji grobu wykorzystał krzyż.
Tamto zdrobnienie wcale nie budzi skojarzenia z żadną serdecznością, ale raczej ze zniżaniem się do jakiejś istoty drugiego sortu, najwyżej może zniżaniem się łaskawym. Ale zdecydowanie pachnie pogardą, i zakonnica to czuje: nie raz już się z tym spotkała.
Jean Vanier nie wahał się kłamać, że o niczym nie wiedział i jest zaszokowany rewelacjami na temat o. Thomasa. Przyznam, że to mnie dobiło. Bo wierzę w to, co uczą mistrzowie życia duchowego: od upadku, grzechu, choćby bardzo poważnego, ważniejsze jest, co się z nim zrobi.
Czy kapłanom nie wolno krytykować skandalicznych praktyk mediów tylko dlatego, że tak mocno są upartyjnione, iż krytykowanie ich oznacza krytykę partii?
{{ article.description }}