Od trzydziestu lat krystalizuje się pomysł na religię w szkole, a ja nadal nie wiem, jaki on właściwie jest.
Bóg z rozmachem wyrzucany z nowoczesnego świata, po cichu wraca do kultury tylnymi drzwiami ponowoczesności. Już nie jako wielka narracja wpływowego Kościoła, rozumianego jako klerykalna instytucja, ale jako cicha tęsknota wrażliwych serc.
To prawda, że w wielu uczniach, rodzicach, nauczycielach i pracownikach szkoły jest lęk związany z rozpoczęciem roku szkolnego w trybie stacjonarnym. Ale nie tylko to. Jest także, a może przede wszystkim, nadzieja na stopniowe wracanie do normalności.
Do dzisiaj urząd w Kościele bywa wykorzystywany do złych celów: bicie sług, traktowanie ich jak rzeczy. Czy takim skandalem (chociaż często w białych rękawiczkach), nie jest nie tylko wykorzystywanie nieletnich, ale i ciągła zabawa w kotka i myszkę przełożonych kościelnych z ofiarami i ich rodzinami?
Na Białorusi zabrakło mężczyzn, bo zostali zamknięci lub wydaleni. Przywództwo wzięły w swoje ręce ich żony. Z konieczności
Mamy nowe afery w Kościele, stare wciąż czekają na wyjaśnienie, i naprawdę nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że nie jest to koniec, ani nawet środek trudnego procesu oczyszczenia, jaki nas czeka. Przed nami wiele miesięcy, a może i lat, ujawniania kolejnych spraw i tysięcy pięknych słów, które – jeszcze długo – nie będą za sobą pociągać realnych zmian.
Twitterowy wpis papieża o tym, że „Bóg nie potrzebuje być przez nikogo broniony”, idealnie wpisał się w trwającą w Polsce wojnę kulturową. Tym bardziej dziwi, jak zareagowali na niego katolicy. Bo przecież chyba nie chcą religii, która niesie przemoc. A może się mylę?
Wraz z uzyskaniem godności kapłańskiej czy ślubami zakonnymi nie wchodzi się w krąg osób wszechwiedzących. Czasem naprawdę trzeba i powinno się powiedzieć “nie wiem, porozmawiaj ze specjalistą” albo po prostu nie zabierać głosu i autorytetu osobom, które mają wiedzę, doświadczenie i właśnie ten autorytet do wypowiadania się w danych kwestiach.
Co jakiś czas otrzymuję wiadomości od zaniepokojonych „obrońców ortodoksji”, którzy upominają mnie, że nie głoszę tego, co ma dla chrześcijaństwa fundamentalne znaczenie – krzyża, ewangelicznego radykalizmu, cierpienia i ofiary.
Miłość jako styl życia zaproponowany przez Jezusa, dla świata jest absurdalny, dla Kościoła jedyny. Publiczne nawoływanie pogan (w znaczeniu ludzi nieznających Boga i Nim niezainteresowanych) do nawrócenia, ostrzeganie o czekającym ich wiecznym zatraceniu, o grzechu, Sodomie itp. jest „kulą w płot”.
Ojciec Szustak słusznie twierdzi, że już w Biblii wielu ludzi jak Abraham, Noe czy apostołowie byli dla świata dziwakami. Mnie się wydaje, że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana.
Kościół większość swojej historii przeżył w systemach niedemokratycznych. To wpłynęło na to, jak jest zarządzany.
Kościół katolicki, a może lepiej powiedzieć katolicy, zmagają się obecnie z ogromnym kryzysem tożsamościowym. Wiele wskazuje na to, że nasza wspólnota wiary wyjdzie z niego mocno zdecentralizowana, a jeśli nie znajdzie punktów realnie i mocno ją łączących, to także zanglikanizowana.
Gdzieś w środku mi się przelało i właśnie dziś przyszedł ten dzień kiedy jest mi przykro. Przykro mi w moim własnym imieniu, bo sama za kilka tygodni wychodzę za mąż, i przykro mi w imieniu wszystkich panien młodych, które biorą ślub w 2020 roku.
Nie wiadomo kim jest. Nikt nie zwróciłby na niego uwagi, gdyby nie jego irytująca tęczowa torba.
W czasie pandemii mogliśmy zauważyć wzmożone zainteresowanie prywatnymi objawieniami, także takimi, które nigdy nie zostały zatwierdzone przez Kościół. Pojawiali i pojawiają się ludzie, niestety także duchowni, którzy przy pomocy budzących lęk i niepokój najdziwniejszych apokaliptycznych wizji, próbują skupić wokół siebie jak najwięcej osób.
W czasie swojego życia na Ziemi Jezus zostawił nam wiele wskazówek, którymi powinna kierować się nasza wspólnota - Kościół. Jedna z nich dotyczy osoby, która popełnia grzech i postawy jaką powinni przyjąć ci, którzy ten grzech widzą.
Modlę się, uważnie obserwuję to, co dzieje się wśród nas, katolików w Polsce, patrzę w nauczanie Ojca Świętego Franciszka i poprzednich papieży, rozważam codziennie Słowo Boże. Analizując to wszystko zadaję pytanie: czego potrzebujemy jako katolicy w Polsce?
Im brutalniej służby wezmą się za tłumienie, tym powszechniejsze będą reakcje obywateli. Do tego dochodzi ryzyko „wykreowania” męczenników.
W sprawie pandemii słuchajmy ekspertów, lekarzy, wirusologów, a nie rewelacji duszpasterzy. Nawet tych najbardziej popularnych i lubianych - pisze Piotr Żyłka, redaktor naczelny DEON.pl.
{{ article.description }}