"Nie mam wątpliwości, czas izolacji od społeczeństwa tylko nasili istniejącą już przemoc domową" - pisała w ostatnich "Wysokich Obcasach" Weronika Rosati. Dzisiaj chciałabym Was prosić o minimum wrażliwości i empatii względem tych osób.
Uważam, że rozprzestrzenianie się pseudonauki jest jednym z większych zagrożeń dla współczesnych społeczeństw - podobnie jak wszechobecne fake newsy i agresywne, click baitowe tytuły artykułów. Pamiętajmy więc, że my, ludzie Kościoła, mamy zawsze stawać po stronie prawdy.
Czy nie jest to właśnie pomijanie istoty? Zajmujemy się kwestią drugorzędną, formą. Na dodatek ustaloną przez ludzi, przez instytucję. Tymczasem istotą jest samo przyjęcie Chrystusa.
Oczywiście, to groźne. Ale to są też znaki wołania o zmianę, o oczyszczeni relacji ze światem i z ludźmi. Bo były chore
Powtarzane w kółko „nie bój się” nie działa jak „anyżowe kropelki na lęki”, o których śpiewało Lao Che. Raczej jak płachta na byka. Ale co właściwie zrobić, kiedy przychodzi lęk?
Nie słyszał nic o wirusach powodujących choroby, nie orientował się w tym, jak się rozprzestrzeniają i jak można im zapobiegać. Dlatego powielany obrazek z bosym świętym udzielającym komunii to bezmyślny błąd. Wiem za to, że Karol działał niestandardowo i pewnie dziś zachowałby się zupełnie inaczej, niż podejrzewamy.
Na ile nas stać na poświęcenia i ryzykowanie życia dla dobra innych ludzi? Przywykliśmy rozumieć patriotyzm jako obronę ojczyzny z karabinem w ręku. A jak tu walczyć, gdy wroga nie widać?
Jeśli ktoś się gorszy dziś przyjmowaniem Komunii św. na rękę i nie chce jej tak przyjmować, niech ją przyjmuje duchowo. Lepiej ją obecnie przyjmować duchowo niż do ust.
Chciałbym się mylić, ale taka decyzja proboszcza może oznaczać jedno, że trzeba wyjść przed szereg i narazić się przełożonym. A to zawsze kosztuje! Czy nie dzieje się tak, gdyż z posłuszeństwa w Kościele uczyniliśmy cel, jakby to była wartość sama w sobie?
W takiej sytuacji odkrywamy na nowo, jak te relacje są dla nas ważne, jak uścisk i przytulenie wiele znaczą.
Uczestnictwo w liturgiach Wielkiego Tygodnia nie jest obowiązkowe, święcenie koszyczków też nie (...) Ale mimo to wiele osób nie wyobraża sobie tego, by w święte dni Triduum Paschalnego zostać w domu. Tymczasem wiele wskazuje na to, że jednak będzie trzeba. Jak do tej sytuacji – oby jej nie było – podejdą biskupi?
Zbawienie nie zależy jedynie, ani przede wszystkim, od chodzenia, czy niechodzenia do kościoła, ale odwiary. Nie w życie wieczne, ale w Jezusa, którego twarzą zawsze byli i są ci, którzy „źle się mają”.
Obserwując różne opinie i komentarze zamieszczanie w Internecie, mam ogromne wrażenie, że poszliśmy za daleko. Wiele z tych odpowiedzi po prostu nie powinno być publikowanych.
Nie zgodzę się z uzasadnieniem, które podają Panowie w swojej odezwie. Nie może być mowy o tym, że skończył się czas Bożego miłosierdzia, a nastał czas sprawiedliwości Bożej. To wbrew Ewangelii. Sprzeciwiam się uderzaniu w takie tony.
Czy ktokolwiek z manifestujących pomyślał o tym, jak mogła się czuć kobieta po aborcji, która usłyszała płacz nienarodzonego dziecka i zobaczyła banery z krwawymi zdjęciami płodów?
W Wielkim Poście nie chcę robić kościelnego PR-u. Nie chcę poprawiać sobie samopoczucia powtarzaniem, że nie jest tak najgorzej. Nie mam siły na udawanie, że moja wiara jest granitowa. Nie muszę.
"Humor nigdy nie był poprawny politycznie. Dlatego (paradoksalnie) jest tak skuteczny w wyśmiewaniu tych, którzy w imię walki z poprawnością polityczną używają przemocy słownej".
Zamiast przypomnieć narzędzia, jakimi dysponuje Kościół w kwestii chorób, weszliśmy w rolę inspekcji sanitarnej. Zatroszczyliśmy się o meliorację kropielnic i sprowadzenie Komunii świętej do rękoczynów.
Komasa ponownie wsadza w kij mrowisko, pytając, czy nadal potrafimy rozmawiać i czy szanujemy wartość wypowiadanego słowa.
Uwielbiamy w Polsce celebrować różne rocznice. W tych dniach mija kilka, o których szeroko nie da się usłyszeć, bo wydają się być nieco niewygodne, jakby trochę uwierające.
{{ article.description }}