Często w tych dniach czytam, że koronawirus jest dla Kościoła szansą. To nieco przewrotne stwierdzenie, bo jaką szansę można dostrzec w chorobie, która zabija? A jednak jest szansą. W wielu miejscach Kościół wyjdzie z tego umocniony. Pełen duszpasterskiego zapału i troski o człowieka.
Paradoksalnie, ta rozmowa przypomniała mi, Kogo chcę słuchać. Przypomniała mi, że Bóg mówi: Nie martw się o jutro. Jesteś ważniejsza niż wróble. Policzyłem każdy włos na twojej głowie. Nic nie odłączy cię od mojej Miłości. Ani śmierć, ani życie, ani nic!
Czas po (zarazie, wojnie, upadku starego świata) jest niebezpieczny. Wtedy np. szuka się winnych, a pogromy - nasilają się
Epidemia ukazała całą masę postaw ludzkich, w których katolicy kompletnie irracjonalnie stawiali się w pozycji Bożej wiedzy. Czytam o rozsyłanych smsach, że komunia na klęcząco i do ust jest po Bożemu, a na rękę to gorzej niż grzech aborcji. Znacie te zdania? Ja ich przeczytałem w ostatnich tygodniach całą masę. To są zdania apostołów, którzy mają pewną wizję Boga, ale ona kompletnie rozmija się z tym, czego Bóg od nich pragnie.
Jezus przyszedł na świat wiedząc, że będziemy go deptać. Bóg nie odwraca się nawet od tego, kto Go zdradził.
Długo zastanawiałam się, co właściwie chcę napisać. Bo tak naprawdę księżom życzę tylko jednej rzeczy.
W ostatnim czasie wielu katolickich użytkowników portali społecznościowych powiela wpis, że epidemia więcej ludzi ocali niż zabije, ponieważ zamykane są kliniki aborcyjne. Ich zdaniem to Boże działanie. Czy potrafią jednak wytłumaczyć to mężowi młodej Polki, która zarażona wirusem zmarła krótko po porodzie, osieracając swoją córeczkę? Albo Włoszce, która po przeżytych wspólnie ponad 50 latach małżeństwa nie mogła nawet zobaczyć ciała męża i się z nim pożegnać, nim go skremowano. Jedyne, co wiemy o tej pandemii, to to, że wszyscy jesteśmy wobec niej równi. Wszyscy.
Kościół i wszyscy wierni stoi przed koniecznością przewartościowania tego, co i jak było dotąd. Czy wykorzystamy lekcję, którą zgotowało nam życie?
Może właśnie to jest ten moment, byśmy zobaczyli, jak bardzo środowisko naturalne jest przez nas wykorzystywane. Może to jest ten moment, byśmy usłyszeli wołanie Boga o czas szabatowy dla ziemi.
Wielu ludzi w kościele jest bardzo pasywnych. Zamknięcie w domu podczas Wielkanocy jest okazją, by sięgnąć po to, co istotne.
Trzeba pokazać, że pojawiające się zarzuty, iż właśnie teraz „Kościół katolicki zachowuje się zgodnie ze swoją egoistyczną naturą” nie mają pokrycia w rzeczywistości.
Jeden z księży, w komentarzu na moim facebookowym profilu napisał wprost, że epidemia koronawirusa karą boską za grzechy ludzi wprawdzie nie jest, ale „być może jest dopustem Bożym i lekarstwem na ludzką pychę oraz brak międzyludzkiej solidarności”. Czy rzeczywiście?
Obecne obostrzenia obowiązują do 11 kwietnia. Niedziela Zmartwychwstania jest dzień później i choć biskupi prawdopodobnie będą apelowali o to, by pozostać w domach, to jednak do wielu osób apel ten nie trafi. Będą próbowali załapać się do „szczęśliwej” pięćdziesiątki, bo przecież „rząd pozwala”.
Mamy dostęp do ponadnaturalnego Źródła pokoju, który przewyższa wszelki umysł. Jeśli się boisz, poproś dobrego Ojca o taki pokój. Jest na wyciągnięcie ręki! Albo raczej serca.
Wspomnienia dotyczące znanych osób zaczynają się często od opisu okoliczności, w jakich doszło do spotkania. Podaje się wtedy zazwyczaj znaczącą datę, konkretne miejsce i okoliczności, które jakiś sposób zapisały się w pamięci. W moim przypadku jest inaczej.
W sytuacji, kiedy wszyscy doświadczamy trudności związanych z próbami zaradzenia pandemii, odbijającymi się również na praktykach religijnych, nie można pozwolić sobie na jakąkolwiek dezinformację czy szerzenie zamętu. Tymczasem ks. Guz, na szczęście zaznaczając wprost konieczność ścisłej współpracy państwa i Kościoła w walce z pandemią, snuje teorie rozbiegające się z katolicką doktryną i mogące podważać u słuchaczy stanowisko polskiego episkopatu.
Potrzebujemy humoru w czasach zarazy. Niektórych strach paraliżuje. Śmiech to zdrowie - brzmi w tym kontekście bardzo serio
Ks. Dominik Chmielewski napisał w "Naszym Dzienniku" odezwę do "Wojowników Maryi" i do każdego, kto ją przeczyta. Pisze tam m. in. o przyjmowaniu Komunii świętej na dłoń. I podaje niestety nieprawdę.
Brakuje mi nawet zapachów: kurzu, kadzidła i płynu do podłóg kamiennych. Tęsknię za moim kościołem. I za Kościołem.
Istniała nawet praktyka, która miała na celu uniemożliwienie podmienienia hostii lub jej zatrucie w trakcie trwania mszy. Znane są przypadki spożycia zatrutej hostii konsekrowanej, co skutkowało niejednokrotnie śmiercią przyjmującego.
{{ article.description }}