Finał "1923" jest kolejnym po sprawie wykładowczyni z Uniwersytetu Rolniczego dziwnym "zbiegiem okoliczności", który wydarza się "właśnie teraz". Jakby nie wystarczyło nam ponure zestawienie bezkarnego uśmiercenia 9-misięcznego, zdolnego do życia (!) chłopca z karą trzech lat pozbawienia wolności, która grozi za "znęcanie się" nad karpiem, dostaliśmy od świeckiego portalu streamingowego jedyną w swoim rodzaju lekcję pro-life. I to w Poniedziałek Wielkanocny! A wszystko przy wymownym milczeniu większości hierarchów Kościoła.
Finał "1923" jest kolejnym po sprawie wykładowczyni z Uniwersytetu Rolniczego dziwnym "zbiegiem okoliczności", który wydarza się "właśnie teraz". Jakby nie wystarczyło nam ponure zestawienie bezkarnego uśmiercenia 9-misięcznego, zdolnego do życia (!) chłopca z karą trzech lat pozbawienia wolności, która grozi za "znęcanie się" nad karpiem, dostaliśmy od świeckiego portalu streamingowego jedyną w swoim rodzaju lekcję pro-life. I to w Poniedziałek Wielkanocny! A wszystko przy wymownym milczeniu większości hierarchów Kościoła.
Znamienne było powitanie, jakie w niedzielę, 27 kwietnia br., skierował do uczestników uroczystości w Gnieźnie Prymas Polski abp Wojciech Polak. Nie tylko ono pokazuje, że w tle uroczystości tysięcznej rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego stoi bardzo istotne pytanie.
Znamienne było powitanie, jakie w niedzielę, 27 kwietnia br., skierował do uczestników uroczystości w Gnieźnie Prymas Polski abp Wojciech Polak. Nie tylko ono pokazuje, że w tle uroczystości tysięcznej rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego stoi bardzo istotne pytanie.
Tak, pontyfikat Franciszka to był dobry czas dla Kościoła i dla nas, jezuitów, też. Żyjemy w wyjątkowej epoce przełomów w Kościele. To czas wielkich przemian, jak Sobór Watykański II, który był szukaniem odpowiedzi na wyzwania, jakie przyniosły wojny światowe, komunizm i ‘nowoczesność’, ale też czas wielkich i świętych papieży. Nie zawsze tak było. Warto o tym pamiętać i to docenić.
Tak, pontyfikat Franciszka to był dobry czas dla Kościoła i dla nas, jezuitów, też. Żyjemy w wyjątkowej epoce przełomów w Kościele. To czas wielkich przemian, jak Sobór Watykański II, który był szukaniem odpowiedzi na wyzwania, jakie przyniosły wojny światowe, komunizm i ‘nowoczesność’, ale też czas wielkich i świętych papieży. Nie zawsze tak było. Warto o tym pamiętać i to docenić.
Wiedziałam, że to nastąpi. Ale i tak zaskoczył mnie rozmiar fali hejtu, która wylała się po śmierci Franciszka w katolickich środowiskach. Jest w tym jakaś głęboka ironia: swoimi spotkaniami z papieżem zaczęli się chwalić znani ludzie o poglądach jawnie sprzecznych z nauczaniem Kościoła, a w tym samym czasie tuż po ogłoszeniu zgonu część katolików publicznie wyrażała radość z faktu, że oto wreszcie umarł „szkodnik Kościoła”, a to jedno z delikatniejszych określeń.
Wiedziałam, że to nastąpi. Ale i tak zaskoczył mnie rozmiar fali hejtu, która wylała się po śmierci Franciszka w katolickich środowiskach. Jest w tym jakaś głęboka ironia: swoimi spotkaniami z papieżem zaczęli się chwalić znani ludzie o poglądach jawnie sprzecznych z nauczaniem Kościoła, a w tym samym czasie tuż po ogłoszeniu zgonu część katolików publicznie wyrażała radość z faktu, że oto wreszcie umarł „szkodnik Kościoła”, a to jedno z delikatniejszych określeń.
Franciszek za bardzo rozbujał tę łódź - mówi mi o pontyfikacie zmarłego w drugi dzień Świąt papieża jeden z warszawskich proboszczów. W Polsce Bergoglio nie cieszył się popularnością szczególnie wśród księży i konserwatywnych wiernych. Po jego śmierci ludzie nie wyszli na ulice miast, by modlić się za papieża. Wiele kościołów po skończonej liturgii było zamkniętych.
Franciszek za bardzo rozbujał tę łódź - mówi mi o pontyfikacie zmarłego w drugi dzień Świąt papieża jeden z warszawskich proboszczów. W Polsce Bergoglio nie cieszył się popularnością szczególnie wśród księży i konserwatywnych wiernych. Po jego śmierci ludzie nie wyszli na ulice miast, by modlić się za papieża. Wiele kościołów po skończonej liturgii było zamkniętych.
Za kilka dni obchodzić będziemy Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Święto, za które jestem Kościołowi ogromnie wdzięczna. W tym roku patrzę na nie nieco głębiej, przyglądając się śp. papieżowi Franciszkowi, który wiele razy zwracał nam uwagę na to, byśmy to miłosierdzie rozdawali hojnie, nie zatrzymywali go tylko dla siebie.
Za kilka dni obchodzić będziemy Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Święto, za które jestem Kościołowi ogromnie wdzięczna. W tym roku patrzę na nie nieco głębiej, przyglądając się śp. papieżowi Franciszkowi, który wiele razy zwracał nam uwagę na to, byśmy to miłosierdzie rozdawali hojnie, nie zatrzymywali go tylko dla siebie.
Żałoba to forma zatrzymania się przy człowieku i jego dorobku oraz docenienie tego, co mu zawdzięczamy. Bardzo ważne jest, aby pamiętać o ludziach, którzy starają się zmienić świat na lepsze. Oni przywracają wiarę w człowieka i w lepszą przyszłość. Czy gdy umrze komuś bliska osoba, nie staramy się okazać współczucia i odrobiny empatii?
Żałoba to forma zatrzymania się przy człowieku i jego dorobku oraz docenienie tego, co mu zawdzięczamy. Bardzo ważne jest, aby pamiętać o ludziach, którzy starają się zmienić świat na lepsze. Oni przywracają wiarę w człowieka i w lepszą przyszłość. Czy gdy umrze komuś bliska osoba, nie staramy się okazać współczucia i odrobiny empatii?
Dwunastoletni pontyfikat Franciszka przepełniony był troską o pokrzywdzonych i determinacją w walce z wykorzystywaniem małoletnich w Kościele. Zaczęło się od Jana Pawła II, kontynuował Benedykt XVI, ale to Franciszek zrobił w tym zakresie najwięcej. Napotykał opór, rzucano mu kłody pod nogi, oszukiwano. Ale on rozumiał, że przed miłosierdziem musi kroczyć sprawiedliwość. Zmieniał mentalność. Wiele jeszcze zostało do zrobienia, ale to Franciszek uruchomił procesy, od których nie ma odwrotu.
Dwunastoletni pontyfikat Franciszka przepełniony był troską o pokrzywdzonych i determinacją w walce z wykorzystywaniem małoletnich w Kościele. Zaczęło się od Jana Pawła II, kontynuował Benedykt XVI, ale to Franciszek zrobił w tym zakresie najwięcej. Napotykał opór, rzucano mu kłody pod nogi, oszukiwano. Ale on rozumiał, że przed miłosierdziem musi kroczyć sprawiedliwość. Zmieniał mentalność. Wiele jeszcze zostało do zrobienia, ale to Franciszek uruchomił procesy, od których nie ma odwrotu.
Poniedziałek Wielkanocny AD 2025. W kościele cisza jak makiem zasiał. Nie. Jeszcze nie wiemy, że papież Franciszek umarł. Czuć za to tę specyficzną atmosferę, gdy tłum zastyga w bezruchu, by nie uronić ani słowa z tego, co jest mówione z ambony. Wiecie co tak przykuło uwagę nas, wiernych, zgromadzonych na Eucharystii? Nie uwierzycie. List o "duchowym zmartwychwstaniu do nowego życia"! Fakt, nie był to list pasterski naszych Biskupów, ale list rektora KUL-u, ale jednak odczytywany zamiast homilii, co - śmiem twierdzić, bazując na rozmowach z licznym gronem znajomych z kręgów kościelnych - dość często wywołuje w słuchających utratę uwagi mniej więcej na wysokości trzeciego zdania. Tu jednak było inaczej.
Poniedziałek Wielkanocny AD 2025. W kościele cisza jak makiem zasiał. Nie. Jeszcze nie wiemy, że papież Franciszek umarł. Czuć za to tę specyficzną atmosferę, gdy tłum zastyga w bezruchu, by nie uronić ani słowa z tego, co jest mówione z ambony. Wiecie co tak przykuło uwagę nas, wiernych, zgromadzonych na Eucharystii? Nie uwierzycie. List o "duchowym zmartwychwstaniu do nowego życia"! Fakt, nie był to list pasterski naszych Biskupów, ale list rektora KUL-u, ale jednak odczytywany zamiast homilii, co - śmiem twierdzić, bazując na rozmowach z licznym gronem znajomych z kręgów kościelnych - dość często wywołuje w słuchających utratę uwagi mniej więcej na wysokości trzeciego zdania. Tu jednak było inaczej.
Medialna pogoń za obecnością Franciszka w przestrzeni publicznej przysłania ważne aspekty jego działań. A także niepokojące sygnały, które można zauważyć w informacjach o wizycie w Stolicy Apostolskiej amerykańskiego wiceprezydenta.
Medialna pogoń za obecnością Franciszka w przestrzeni publicznej przysłania ważne aspekty jego działań. A także niepokojące sygnały, które można zauważyć w informacjach o wizycie w Stolicy Apostolskiej amerykańskiego wiceprezydenta.
Poranek wielkanocny zaskoczył wszystkich. Wtedy i dzisiaj. Spodziewamy się fajerwerków, swoistego rewanżu i zwycięstwa dobra nad złem, a jest pustka miejsca, lęk pozamykania w jakiejś względnie znajomej i bezpiecznej przestrzeni, napięcie takie, że nie pozwala rozpoznać rzeczywistości ani osób wokół. Ani śladu radosnego ‘Alleluja!’. To zadziwiające, jak inna jest rzeczywistość od wyobrażeń, jakie funkcjonują w nas, a dotyczą rzeczywistości zmartwychwstania, która dla nas chrześcijan jest najważniejsza.
Poranek wielkanocny zaskoczył wszystkich. Wtedy i dzisiaj. Spodziewamy się fajerwerków, swoistego rewanżu i zwycięstwa dobra nad złem, a jest pustka miejsca, lęk pozamykania w jakiejś względnie znajomej i bezpiecznej przestrzeni, napięcie takie, że nie pozwala rozpoznać rzeczywistości ani osób wokół. Ani śladu radosnego ‘Alleluja!’. To zadziwiające, jak inna jest rzeczywistość od wyobrażeń, jakie funkcjonują w nas, a dotyczą rzeczywistości zmartwychwstania, która dla nas chrześcijan jest najważniejsza.
Napisałam już w życiu kilka tysięcy tekstów: to nie tak dużo, biorąc pod uwagę fakt, że piszę od dwudziestu siedmiu lat. Ale gdybym mogła napisać jeszcze tylko jeden, wiem, o czym by był. O tym, co od dawna porusza mnie najbardziej: o Bogu, który prześwituje przez codzienność.
Napisałam już w życiu kilka tysięcy tekstów: to nie tak dużo, biorąc pod uwagę fakt, że piszę od dwudziestu siedmiu lat. Ale gdybym mogła napisać jeszcze tylko jeden, wiem, o czym by był. O tym, co od dawna porusza mnie najbardziej: o Bogu, który prześwituje przez codzienność.
Nie chcieliśmy nigdy wodza, który wywiesza białą flagę i daje się przybić do krzyża. Czekaliśmy na władcę, który zapewni nam bezpieczeństwo i uczyni bogatymi, szanowanymi przez wszystkich. Jak w takiej sytuacji czujemy się, oddając cześć „szubienicy”, na której zawisł? Kłaniamy się królowi czy skazańcowi? Zdezorientowani pytamy: Kim jesteś Panie Jezu? Czy na Ciebie czekaliśmy?
Nie chcieliśmy nigdy wodza, który wywiesza białą flagę i daje się przybić do krzyża. Czekaliśmy na władcę, który zapewni nam bezpieczeństwo i uczyni bogatymi, szanowanymi przez wszystkich. Jak w takiej sytuacji czujemy się, oddając cześć „szubienicy”, na której zawisł? Kłaniamy się królowi czy skazańcowi? Zdezorientowani pytamy: Kim jesteś Panie Jezu? Czy na Ciebie czekaliśmy?
Czy wiecie, o co chodzi w przysłowiu: „Biega jak jezuita w Wielki Piątek”? Otóż chodzi o liturgię, w której jezuici nie są ekspertami i generalnie nie potrafią wyjść poza pobożną celebrację mszy po-trydenckiej. A właśnie liturgia Wielkiego Piątku stawia szczególne wymagania: odprawia się ją raz do roku i nie jest to msza, a więc łatwo się w niej pogubić, co tego dnia – jak twierdzą złośliwi – jezuitom zdarza się nagminnie. W sumie jednak to nie Wielki Piątek jest najsmutniejszym dniem w roku, ale Wielka Sobota, bo w tym dniu nie sprawuje się żadnej liturgii!
Czy wiecie, o co chodzi w przysłowiu: „Biega jak jezuita w Wielki Piątek”? Otóż chodzi o liturgię, w której jezuici nie są ekspertami i generalnie nie potrafią wyjść poza pobożną celebrację mszy po-trydenckiej. A właśnie liturgia Wielkiego Piątku stawia szczególne wymagania: odprawia się ją raz do roku i nie jest to msza, a więc łatwo się w niej pogubić, co tego dnia – jak twierdzą złośliwi – jezuitom zdarza się nagminnie. W sumie jednak to nie Wielki Piątek jest najsmutniejszym dniem w roku, ale Wielka Sobota, bo w tym dniu nie sprawuje się żadnej liturgii!
Pierwszy dzień Triduum, czyli Wielki Czwartek, spłyciliśmy do granic bólu, wpatrując się tego dnia wyłącznie w kapłaństwo. Dostrzeganie wagi sakramentu kapłaństwa jest dobre. Ważne jednak by towarzyszyło nam na co dzień – wszak bez katolickich księży nie będziemy mieli dostępu do sakramentów.
Pierwszy dzień Triduum, czyli Wielki Czwartek, spłyciliśmy do granic bólu, wpatrując się tego dnia wyłącznie w kapłaństwo. Dostrzeganie wagi sakramentu kapłaństwa jest dobre. Ważne jednak by towarzyszyło nam na co dzień – wszak bez katolickich księży nie będziemy mieli dostępu do sakramentów.
Papież Franciszek ponad sześć lat temu na zakończenie watykańskiego szczytu na temat pedofilii papież mówił, że „żadne wykorzystywanie nie może być kiedykolwiek ukrywane (jak to było zwyczajem w przeszłości) i lekceważone, ponieważ ukrywanie wykorzystywania sprzyja rozprzestrzenianiu się zła i dodaje dodatkowy poziom zgorszenia”. Naszym zadaniem jest pomoc skrzywdzonym, wysłuchanie ich i przyjęcie. Także po to, by pomóc Kościołowi się oczyścić. Potrzebujemy wszyscy przemiany naszego myślenia, potrzebujemy mądrego działania.
Papież Franciszek ponad sześć lat temu na zakończenie watykańskiego szczytu na temat pedofilii papież mówił, że „żadne wykorzystywanie nie może być kiedykolwiek ukrywane (jak to było zwyczajem w przeszłości) i lekceważone, ponieważ ukrywanie wykorzystywania sprzyja rozprzestrzenianiu się zła i dodaje dodatkowy poziom zgorszenia”. Naszym zadaniem jest pomoc skrzywdzonym, wysłuchanie ich i przyjęcie. Także po to, by pomóc Kościołowi się oczyścić. Potrzebujemy wszyscy przemiany naszego myślenia, potrzebujemy mądrego działania.
Tragedia z Oleśnicy to potworność. Aż trudno uwierzyć, że uśmiercenie dziecka w trzecim trymestrze ciąży, jest w Polsce możliwe. Ale w zestawieniu z sytuacją z Uniwersytetu Rolniczego i karą, jaka grozi wykładowczyni za "znęcanie się" nad rybą, sprawa ta nabiera jeszcze bardziej ponurego charakteru. Czy lekarkę, która dokonała aborcji, spotkają jakieś konsekwencje?
Tragedia z Oleśnicy to potworność. Aż trudno uwierzyć, że uśmiercenie dziecka w trzecim trymestrze ciąży, jest w Polsce możliwe. Ale w zestawieniu z sytuacją z Uniwersytetu Rolniczego i karą, jaka grozi wykładowczyni za "znęcanie się" nad rybą, sprawa ta nabiera jeszcze bardziej ponurego charakteru. Czy lekarkę, która dokonała aborcji, spotkają jakieś konsekwencje?
Nawet po niedoskonale przeżytym poście Wielkanoc się wydarzy. I to naprawdę w dużej mierze od nas zależy, czy będziemy się skupiać na tym, co się nie udało, co nie wyszło, co boli i drażni, czy pozwolimy, by wielkanocny powiew niczym niezasłużonej łaski choćby nas musnął. Chrześcijaństwo to przecież opowieść o sile małych gestów.
Nawet po niedoskonale przeżytym poście Wielkanoc się wydarzy. I to naprawdę w dużej mierze od nas zależy, czy będziemy się skupiać na tym, co się nie udało, co nie wyszło, co boli i drażni, czy pozwolimy, by wielkanocny powiew niczym niezasłużonej łaski choćby nas musnął. Chrześcijaństwo to przecież opowieść o sile małych gestów.
Zapewne podniosłe słowa są dzisiaj potrzebne niejednemu polskiemu księdzu, który stara się realizować swoje powołanie w konkretnych warunkach trzeciej dekady XXI stulecia. Jednak są też sprawy, o których nie bał się pisać otwarcie św. Paweł, a w Kościele w Polsce wciąż budzą zakłopotanie.
Zapewne podniosłe słowa są dzisiaj potrzebne niejednemu polskiemu księdzu, który stara się realizować swoje powołanie w konkretnych warunkach trzeciej dekady XXI stulecia. Jednak są też sprawy, o których nie bał się pisać otwarcie św. Paweł, a w Kościele w Polsce wciąż budzą zakłopotanie.
„Na początku było Słowo” – pisał ewangelista Jan. Przez nie wszystko się stało. My jesteśmy z Niego. Wszelkie zło na świecie bierze się z negowania tego Słowa i odrzucania Go. Świat jest teraz w stanie wrzenia, napięć i wojen. Pada wiele słów oskarżeń, pogardy i wykluczenia. Słowo jakby się zdewaluowało, ale to nie zapowiada nic dobrego, to wielka tragedia współczesności.
„Na początku było Słowo” – pisał ewangelista Jan. Przez nie wszystko się stało. My jesteśmy z Niego. Wszelkie zło na świecie bierze się z negowania tego Słowa i odrzucania Go. Świat jest teraz w stanie wrzenia, napięć i wojen. Pada wiele słów oskarżeń, pogardy i wykluczenia. Słowo jakby się zdewaluowało, ale to nie zapowiada nic dobrego, to wielka tragedia współczesności.