Zdjęcie przerąbanej siekierą książki noblistki Olgi Tokarczuk, twarz premiera rządu wtłoczona komputerowo w mundur esesmana, zakłócenie ciszy upamiętniającej ofiary przez polityka mającego poparcie setek tysięcy Polaków, nienawistne posty o migrantach i wulgarne komentarze o muzułmanach. Takie obrazki mignęły mi przed oczami, gdy przeglądałem ostatnio media społecznościowe.
"Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty" - jak śpiewał Happysad w utworze dość starym, bo z 2004 roku, pt. "Zanim pójdę". Nucę tę piosenkę od kilku dni, wprosiła się w moje myśli razem z początkiem Tygodnia Małżeństw i nie chce sobie pójść. Wraz z nią przychodzi też pewna refleksja.
Miniony weekend upłynął mi pod znakiem "spotkań małżeńskich", co nie miało bezpośrednio powiązania z programem trwającego XI. Tygodnia Małżeństwa, niemniej świetnie się wpisało w tę międzynarodową kampanię społeczną. Jestem głęboko przekonana, że w kreowaniu "echa" wokół tego typu inicjatyw, my, ludzie (z) Kościoła, powinniśmy się włączać całą mocą. Bo szczęście małżeńskie to nie jest coś, co się relacjom przytrafia, tylko coś nad czym się pracuje właściwie całe życie - niezależnie, czy jesteś w związku sakramentalnym, czy w cywilnym. A że trwałość i siła małżeńskiego węzła jest wciąż wysoko na liście ogólnoludzkich pragnień, to warto wykorzystywać każdą szansę, by pokazywać, jakie są chrześcijańskie patenty na realizację tych marzeń.
Jak powinien ubierać się ksiądz? To pytanie od kilku dni zadają sobie ludzie od prawa do lewa. Okazało się być frapujące do tego stopnia, że nawet poważni publicyści na serio zaczęli poszukiwać odpowiedzi.
Przez całe stulecia było oczywiste, że duchowni nie tylko mogą mieć poglądy polityczne, ale też czynnie politykę uprawiać. Dziś Kościół patrzy na sprawę inaczej. W tle problemu jest nie tylko wolność słowa.
Każdy z nas chce znać prawdę o sobie, swojej historii i sytuacji, ale też prawdę o świecie, w którym żyjemy. Dzisiaj mamy narzędzia do komunikacji i zdobywania wiedzy o jakich wcześniejszym pokoleniom się nie śniło. Czy umiemy z nich korzystać i dobrze nam służą? Odpowiedź mogłaby być zaiste ‘hamletowska’ – „oto jest pytanie!”.
Ostatnie dni przyniosły (jak zawsze) różne szokujące informacje. Wśród nich jest ta o niemal nagim występie żony Kayne Westa na czerwonym dywanie Grammy oraz druga - o proboszczu przyłapanym przez parafian na profilu randkowym w lateksowych gaciach, że o reszcie szczegółów nie wspomnę.
W żadnym wypadku nie twierdzę, że wspólnoty protestanckie w Polsce mają te same problemy, co Kościół katolicki. Ale wiara w to, że istnieją środowiska nieskazitelne, wolne od kompromitujących i niewygodnych faktów, jest wiarą naiwną. Szkoda, że niektórzy ich członkowie - być może nieświadomie - wykorzystują przychylność mediów, akcentując postrzeganie samych siebie jako pozytywnego "przeciwieństwa" innych.
Od wielu dni słucham znajomych, że któreś z ich dzieci choruje przez wszędobylskie wirusy. Jeden z moich synów ostatni tydzień spędził w domu z grypą, podobnie jak większość jego kolegów z klasy. Okoliczne przedszkola świecą pustkami. Gdy nasze dzieciaki dojdą do siebie, na Pomorzu zaczną się ferie. W tym wszystkim widzę rodziców, którzy pracują, ogarniają, często nie mając już sił. Choć pragną więcej niż tylko przetrwać.
- Cokolwiek zrobisz, i tak w przyszłości twoje dzieci wylądują na kozetce i jeszcze na bank okaże się, że wszelkie ich deficyty to konsekwencja tego, co zrobiłaś lub czego nie zrobiłaś jako matka - zaśmiała się jedna z moich przyjaciółek, gdy przy herbatce podzieliłam się jakąś wątpliwością rodzicielską. W kolejnych dniach zdanie w podobnym tonie usłyszałam od paru innych rodziców, z którymi spotykam się w szkole czy w przedszkolu, czekając na dzieci. Przyznam, że budzi ono we mnie pewną niezgodę.
Papież Franciszek kolejny raz w mocnych słowach potępił aborcję, nazywając ją „ludobójczą praktyką”. W czasie inauguracji Międzynarodowego Szczytu Praw Dziecka w Watykanie powiedział, że jest ona przejawem „kultury zysku i odrzucenia, w której wszystko można kupić i sprzedać bez szacunku i troski o życie, zwłaszcza o to małe i bezbronne”. Podkreślił, że aborcja jest promowana w imię logiki „wszechmocy człowieka” i pozbawia nadziei całe społeczeństwa.
Według patriarchy Cyryla gdyby doszło do ponownego zjednoczenia Kościołów rosyjsko-prawosławnego i katolickiego, byłby to cud Boży. Czy jednak w kontekście jego działań z ostatnich lat taki cud jest możliwy?
Media, informacja, dostęp do wiedzy czy rozrywki w świecie wirtualnym to nasza rzeczywistość, codzienność, a nawet konieczność. Nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji, że bylibyśmy tego wszystkiego pozbawieni. A przecież jeszcze wielu z nas pamięta czasy, gdy możliwości komunikowania się, przemieszczania były znacznie ograniczone. A nawet dzisiaj, jeśli popatrzymy na świat globalnie, okaże się, że znaczna część ludzkości nie może korzystać ze zdobyczy medycyny, techniki czy komunikacji, bo różnice w zasobności portfeli i rozwoju infrastruktury są tak wielkie, że nie pozwalają na to wielkim grupom społecznym.
Stolica Apostolska ekskomunikowała włoskiego księdza Natale Santonocito, który publicznie kwestionował wybór Franciszka i twierdził, że Benedykt XVI nigdy nie zrzekł się urzędu. Ekskomunikę nałożono po przeprowadzonym procesie kanonicznym duchownego. Nie jest to pierwszy taki przypadek, gdy najbardziej surowa kara kościelna dotyka kwestionujących wybór Franciszka. W ubiegłym roku podobne sankcje nałożono na księdza Ramóna Guidettiego z diecezji Livorno we Włoszech, który nazwał papieża „uzurpatorem”, a także duchownych z Argentyny, Kostaryki czy Brazylii. Najgłośniejszym przypadkiem była ekskomunika arcybiskupa Carlo Maríi Viganò, byłego nuncjusza apostolskiego w USA, który w połowie 2024 roku został wydalony ze wspólnoty Kościoła. Także on uważa, że Franciszek nie jest prawowitym papieżem i uznaje go za heretyka.
Nie każda książka religijna ma moc dotykania najgłębszych zakamarków serca. Nie każda jest też w stanie zatrzymać człowieka w biegu i skłonić do refleksji, do przeglądania się w słowie jak w lustrze. Jednak najnowsza książka o. Michała Legana OSPPE, „Miłosierdzie serce Ewangelii”, zrobiła to ze mną w sposób, którego się nie spodziewałam.
Kilka dni temu obchodziliśmy Niedzielę Słowa Bożego i przyznaję, że po Mszy, w której brałam udział, czułam duży niedosyt. Owszem, padła podczas ogłoszeń parafialnych ogólnikowa informacja o niedzieli biblijnej, jedna ze wspólnot przygotowała cytaty z Pisma do wylosowania dla uczestników Mszy. Jednak nie pojawiło się ani jedno słowo zachęty byśmy samodzielnie sięgali do Biblii. Gdy przyjrzałam się swoim odczuciom, zobaczyłam w nich coś więcej…
Zdarzyło mi się ostatnio powiedzieć w pewnej grupie zaangażowanych katolików, że nie wiem, czy poślę moje dziecko na religię od nowego miesiąca. Zanim miałam szansę wyjaśnienia kontekstu tego stwierdzenia, usłyszałam od pewnego Pana, że obecnie chodzenie na religię jest jednoznaczne z wyznaniem wiary i trzeba odważnie przyznawać się do Pana Jezusa, a nie myśleć o własnej wygodzie. Przyznam, że był to kolejny moment w moim życiu, gdy w głowie pojawiło mi się nurtujące pytanie: "Dlaczego w dekalogu Pan Bóg nie podał jedenastego: nie oceniaj"?
Zapowiadany w Warszawie na 1 lutego Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla nie jest wydarzeniem, które ma wsparcie Metropolity Warszawskiego. Ma niewiele wspólnego z Dobrą Nowiną o powszechnym zbawieniu głoszoną przez chrześcijan od dwóch tysięcy lat. Pomysły na "intronizację Boga" od lat dzielą Polaków. Jednych doprowadzają do ekstazy, innych do furii. Należę do tych drugich.
Papież Franciszek namawia ludzi mediów do dzielenia się nadzieją. Kłopot w tym, że coraz częściej zamiast nadziei podsuwane są miliardom ludzi jej zniewalające namiastki.
Wielka machina wydarzeń jubileuszowych ruszyła na dobre. Na ‘pierwszy ogień poszli’ dziennikarze i pracownicy mediów. Drzwi święte zostały otwarte miesiąc temu, ale zapowiedziana i zorganizowana pierwsza grupa ‘branżowa’ przez ten mijający weekend wypełniała rzymskie bazyliki i aule. Po raz kolejny sprawdziła się obserwacja, że w tego typu wydarzeniach najważniejsze to wyznaczenie daty i formuły spotkania. Spodziewano się bowiem 6 tys. uczestników, a pojawiło się prawie 10 tys., co jest dobrym prognostykiem. Zapowiada, że Jubileusz 2025 będzie wielkim wydarzeniem.
{{ article.description }}