Ostatnie miesiące wstrząsnęły naszym obrazem relacji między państwami, tymi politycznymi i gospodarczymi. Można zaryzykować też twierdzenie o zapaści organizacji międzynarodowych, zarówno tych politycznych, jak i dobroczynnych. Dużą rolę odgrywają w tych zmianach Amerykanie z Północy. Dzisiaj mamy też dzień inauguracji pontyfikatu Leona XIV, pierwszego papieża z USA. Jakie były jego pierwsze dni i jakie kładzie akcenty?
Od pewnego czasu zadaję sobie to pytanie: jak o siebie zadbać w czasach ciężkich społecznych nastrojów, gdy mamy tak bardzo wszystkiego dość, że jedynym rozsądnym wyjściem wydaje nam się dom w środku lasu albo chatka w Bieszczadach? Bo nie da się ukryć, że ostatnio naprawdę można mieć dość.
Mój prezydent nie musi zgadzać się z moimi poglądami, ale powinien być uczciwy, zdolny do dialogu i do współpracy dla wspólnego dobra. Nie musi wierzyć w Boga. Wystarczy, aby miał kontakt z rzeczywistością i dbał o relacje z ludźmi.
Leon XIV powiedział w poniedziałek do przedstawicieli mediów: "pokój zaczyna się od nas, od sposobu, w jaki patrzymy na innych, słuchamy innych, mówimy o innych". Jakże te słowa mocno mnie poruszyły! W ostatnim czasie nieustannie doświadczam tego, że sposób w jaki patrzymy na innych może budować, ale może też niszczyć i zamykać nas na dobro.
Od tygodnia mamy w Kościele nowego papieża. Wybór kard. Roberta Prevosta, prefekta Dykasterii ds. Biskupów, stosunkowo nowego człowieka w Kolegium Kardynalskim (kardynałem został kreowany na konsystorzu we wrześniu 2023 r.), w dodatku Amerykanina był pewnym zaskoczeniem. Pojawiał się co prawda w gronie „papabili”, ale gdzieś na odległych miejscach. Stawiano raczej na wybór kard. Pietro Parolina, sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej. Jeszcze we wtorek – w przeddzień konklawe – nazwisko Prevost włoska prasa umieszczała wśród potencjalnych następców Franciszka. W środę już go nie było. A jednak Duch Święty zaskoczył…
Sezon komunijny w pełni. Co roku od końca kwietnia zaczynam obserwować napływ pytań, co podarować dziecku pierwszokomunijnemu w prezencie, by to przynosiło pożytek małemu sercu i było rzeczywiście związane z sakramentem. Propozycji można podawać wiele, sama jednak najczęściej dzielę się tym, co w moim odczuciu było szczególnym i do dziś przynoszącym owoce prezentem. Mam na myśli... pielgrzymkę.
Z pewnością warto i trzeba nasłuchiwać, co o migrantach i uchodźcach powie nowo wybrany na Stolicę Piotrową Leon XIV. Ale to nie znaczy, że należy lekceważyć w tej samej sprawie głos Kościoła w Polsce.
Życie nieustannie nas zaskakuje i przypomina o tym, żeby się nie śpieszyć z ocenami i prognozami. Wybór papieża Leona XIV świadczy o tym dobitnie. Przypomina o kilku sprawach, które mogą się wydawać truizmem, ale one mają wielkie znaczenie w życiu każdego z nas. Pozwolę sobie na autorski komentarz kilku aspektów życia nowego papieża, które wydają mi się ważne dla każdego.
Gdy wyszedł na balkon, wzruszyło mnie jego wzruszenie. I nie tylko mnie: bardzo wiele osób czuło dokładnie to samo na widok człowieka, który właśnie został papieżem i na oczach całego świata bardzo się stara powstrzymać łzy.
Tuż przed pojawieniem się nowego papieża na placu św. Piotra, jechałem do studia telewizyjnego. Nie wiedziałem jeszcze kogo zobaczę po słowach „Habemus papam”. Nie miałem pojęcia o kim będę mówił w dyskusji o przyszłości Kościoła. Przygotowałem kilkanaście sylwetek kardynałów, lecz wszystko na nic. O wybranym kardynale Robercie nic nie wiedziałem prócz tego, że tylko imieniem podpisywał swoje listy do wiernych. Decyzja konklawe była dla mnie całkowitym zaskoczeniem.
Powoli mija Tydzień Biblijny, przed nami Niedziela Dobrego Pasterza. Gdy po raz kolejny, jak co dnia, wrzucam w moich social mediach fragment czytań z dnia, myślę o tym jak dobrymi pasterzami są dla mnie ludzie, którzy wspierają mnie w codziennej lekturze i jak to się stało, że nasz „tydzień biblijny” trwa już tyle miesięcy…
Kościół - o ile wiem - jest jedyną wspólnotą, która głosi nie własną doskonałość, ale doskonałość Jezusa Chrystusa. Innymi słowy, jesteśmy wspólnotą zbawionych grzeszników. Oczywiście nie usprawiedliwia to generującego cierpienie zła, które w Kościele było i będzie (w dodatku często popełniane przez jego liderów). Nie możemy jednak zapomnieć, że każdy z nas grzeszy i krzywdzi innych, tyle że w różnym stopniu i nie zawsze łamiąc prawo.
Uważne poobserwowanie Kościoła od środka jest dla mnie za każdym razem niesamowicie budującym doświadczeniem. Bo Kościół pięknym szaleństwem i nie-racjonalnością stoi. Stoi, a nie leży, wbrew dominującym narracjom medialnym, które pokazują tylko ciemną (choć też obecną, a jakże!) stronę naszej wspólnoty. Dobro, oddanie Bogu, życie "Bożych szaleńców" nie sprzedaje się tak dobrze jak nasze grzechy i upadki, ale jest trwałe. Bo jest w Kościele to coś, co wystarczająco umacnia ich serce.
Takie dni, jak 3 maja, to dobra okazja, aby wsłuchać się, co reprezentanci Kościoła katolickiego w naszej Ojczyźnie mają do powiedzenia o patriotyzmie. Choć media takiej analizy nie ułatwiają.
Być zwyczajnym, szczęśliwym człowiekiem wcale nie jest tak łatwo. Nigdy nie było, ale ostatnio staje się to coraz trudniejsze. Mamy rosnące oczekiwania w stosunku do samych siebie. Przed nami także piętrzy się coraz więcej zobowiązań i wymagań, narzucanych nam przez innych, otoczenie, bliższych i dalszych.
Granica między złem i dobrem przebiega przez środek serca. Tego nie zrobi za nikogo żaden rząd, kościół, szkoła ani przepis prawa. Albo znasz granicę i jej pilnujesz, albo przesuwasz ją o milimetr dziennie przymykaniem oka na drobną słabość i mówieniem sobie: są gorsi - i nagle odkrywasz, jak bardzo się przesunęła. A niewiele osób umie stamtąd wrócić.
Niedouczeni tropiciele sensacji podnieśli alarm, gdy po śmierci papieża Franciszka dostrzegli w Bazylice św. Piotra dwa odwrócone krzyże. W mediach społecznościowych pojawił się wpis katolika żądającego usunięcia krzyży z Bazyliki św. Piotra.
Maj. Miesiąc kwitnącego bzu, zapachu wiosny, nabożeństw pod kapliczką, dzień matki. Patrząc na swój kalendarz pomyślałam, że maj to zaproszenie do życia. Przyroda się budzi, świętuje się macierzyństwo, niektórzy swój wzrok kierują też na Maryję. Chwilę później przyszła jednak pewna refleksja. Czy każda mama wie, że żyje? Czy jest w swoim życiu szczęśliwa?
Oczy całego świata zwrócone są w tych dniach na Watykan. Za tydzień zacznie się tam konklawe, które wyłoni następcę Franciszka. W mediach już od wielu tygodni trwa konklawe. Zaczęło się w chwili, gdy w połowie lutego papież trafił do szpitala. Kiedy zmarł nabrało ogromnego rozpędu. Dziś lista tzw. „papabili” to już blisko dwadzieścia nazwisk. Hierarchowie oczywiście unikają wskazywania swoich typów. Przekonują – jak choćby 80-letni kard. Christoph Schönborn, były arcybiskup Wiednia – że konklawe jest aktem liturgicznym i w związku z tym w Kaplicy Sykstyńskiej jest cisza, nie ma żadnej agitacji. W istocie tak jest, ale…
Jakie nastawienie wywołują w nas pojęcia takie jak wolność, praca czy naród? Zauważenie ich pozwala nam postawić sobie pytania o to, czym się w życiu kierujemy, co jest dla nas ważne, o co się troszczymy, czy czujemy się spełnieni. A odpowiedzi dają wskazówki, co robić ze swoim życiem. I czy nie narzekamy za dużo na pracę, ojczyznę, innych ludzi.
{{ article.description }}