Oczekujemy

Oczekujemy
(Fot. pl.depositphotos.com)

„Oto wielka tajemnica wiary: Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie, i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”. Dla ludzi niewierzących owa aklamacja po Przeistoczeniu wydawała i wciąż wydaje się być czczą gadaniną grupy ludzi wierzących w zabobony. Dlatego dowodzono, że chrześcijaństwo swoje istnienie zawdzięcza nieustannemu odwlekaniu Paruzji, porzucaniu eschatologii i żonglowaniu retoryką powrotu Zbawiciela. Radykałowie, nieco mniej dyplomatycznie ogłosili - dobrze to pamiętają ci, którzy żyli w czasach słusznie minionego systemu - że każda religia jest opium dla ludu.

„Oczekujemy Twego przyjścia w chwale” to fraza, która bardzo dobrze streszcza sens Adwentu. Musimy jednak pamiętać, że oczekiwanie na powtórne przyjście Zbawiciela (Paruzja) to tylko jeden z trzech wymiarów adwentowego czasu. Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko z bliżej nieokreśloną przyszłością, ale też z przeszłością (przypomnienie, że kiedyś urodził się Jezus z Nazaretu) i teraźniejszością (oto niezwykły Gość przychodzi, jest już w drodze, a my przygotowujemy się do świętowania narodzin Tego, który od zawsze jest Obecny).

Zacznijmy od teraźniejszości. Nie wiem, jakie jest wasze doświadczenie, ale adwentowe wezwanie „oczekujemy Twego przyjścia” bardzo często jest moją codzienną modlitwą. Nie potrzeba przerażających zjawisk astronomicznych, meteorologicznych i tektonicznych, o których wspomina dzisiejsza ewangelia, by doświadczyć końca świata. Ileż to razy z przerażeniem doświadczamy, jak ziemia usuwa się nam spod nóg i niebo wali na głowę. Czy nie wyczekujemy wtedy Jego przyjścia? Czy nie błagamy Boga o interwencję, wsparcie, jakąkolwiek reakcję?

W chwilach trwogi, nieszczęścia i cierpienia nierzadko jesteśmy kuszeni, by myśleć, że Go nie ma - że gdzieś się „schował”. Albo że przynajmniej powstrzymuje swoją moc, skoro „takie rzeczy się dzieją”. Kiedy my myślimy, że nas opuścił (bo spotyka nas zło i cierpienie), On jest najbliżej, jak to tylko możliwe, przy nas. Adwent to ten czas, kiedy Jezus mówi: jestem przy tobie. Bo nastąpił kiedyś punkt zwrotny w dziejach ludzkości, kiedy to Bóg stał się człowiekiem, jednym z nas. Od tego momentu nic już nie jest takie samo. Bóg wszedł pośród ludzi, by być blisko ludzkich spraw, by z nami iść przez życie. To przeszłość, o której przypomina nam Adwent. Przeszłość, która ma zasadnicze znaczenie dla naszej teraźniejszości i przyszłości. 

„Oczekujemy Twego przyjścia w chwale” to także modlitwa pełna nadziei, która pozwala nam patrzeć dalej, w przyszłość, poza granice doczesności. Nasza modlitwa, medytacja Słowa, każda Eucharystia, wzrok utkwiony w Pana podczas adoracji, każdy dziesiątek różańca, wszystkie kolejne pogrzeby bliskich nam osób, o których mówimy, że „poprzedzili nas w drodze do wiecznej ojczyzny” - wszystko to powinno podsycać w nas oczekiwanie, pragnienie, nadzieję, a nawet niecierpliwość za tym, by wreszcie wrócił. Byśmy mogli Go zobaczyć – nie poprzez znaki, lecz twarzą w Twarz. Usłyszeć bezpośrednio - nie z kart Biblii czy za pośrednictwem Kościoła. Spotkać - nie w wierze i nadziei, ale wyłącznie w miłości. Bo jeśli nie byłoby w nas tej nadziei i autentycznego oczekiwania na Jego przyjście, wszystko co robimy w wymiarze naszego życia duchowego i w Kościele, byłoby straszną pomyłką i czczą gadaniną grupy ludzi wierzących w zabobony. Adwent jest po to, by obudzić w nas tę nadzieję i podsycić w nas oczekiwanie na Tego, który jest, który był, i który przychodzi. Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu!

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Papież Franciszek, Domenico Agasso
25,83 zł
36,90 zł

Papież mówi głośno o tym, o czym sami boimy się nawet pomyśleć

Franciszek nie dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Wyciąga rękę do wszystkich i tłumaczy, że pandemia jest sygnałem alarmowym. „Potrzebujemy planu, by znów...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Oczekujemy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.